To będzie kolejowy paraliż Krakowa i Małopolski. Związkowcy rozważają strajk pracowników Kolei Małopolskich. O szczegółach negocjacji rozmawiamy z prezesem KMŁ, Radosławem Włoszkiem.
Negocjacje między zarządem spółki a przedstawicielami pracowników trwają od grudnia zeszłego roku. Pracownicy początkowo domagali się tysiąca złotych podwyżki. Teraz obniżyli swoje oczekiwania do 900 złotych miesięcznie. Zarząd przewoźnika zaproponował 650 złotych. To wciąż o 250 złotych za mało, żeby zakończyć spór.
O szczegółach negocjacji rozmawiamy z prezesem Kolei Małopolskich, Radosławem Włoszkiem.
KR24.pl: – Usłyszałem od doświadczonego związkowca, który uczestniczył w rozmowach, że mimo kilkudziesięcioletniej kariery w tak trudnych rozmowach jeszcze nie uczestniczył.
Radosław Włoszek: – 23 grudnia zeszłego roku strona społeczna zdecydowała, że jeśli nie zostaną spełnione żądania podniesienia zasadniczego wynagrodzenia każdego pracownika o tysiąc złotych, wchodzą w spór zbiorowy i taki dzisiaj mamy. Trzeba jednak zaznaczyć jedną rzecz. Rynek kolejowy jest dynamiczny i na naszych oczach wchodzi w życie tak zwany czwarty pakiet kolejowy. Na czym to polega? W Małopolsce do tej pory organizację usług kolejowych powierzały władze województwa. Dziś mamy w naszym województwie Koleje Małopolskie (KMŁ), Polregio i Koleje Śląskie, które wjeżdżają od strony Katowic i Częstochowy. A teraz, dzięki czwartemu pakietowi, na rynku mogą się pojawić prywatni przewoźnicy – polscy lub zagraniczni, bo dochodzi do liberalizacji rynku usług. Walka będzie więc bardzo ostra. Tylko zwycięzca będzie miał laur na swojej głowie i tylko on będzie świadczył usługi na danych liniach.
– Małopolska to wyjątkowo atrakcyjny region. Tuż przed 23 grudnia został ogłoszony przetarg na znaczną część usług kolejowych w Małopolsce – przetarg, który jest dzisiaj obsługiwany przez inną konkurencyjną spółkę w stosunku do Kolei Małopolskich. Co więcej, kolejowa Małopolska jest dziś dużym terenem budowy. W planach jest Szczucinka, a przede wszystkim Podłęże Piekiełko, które całkowicie zmieni dynamikę ruchu kolejowego w Małopolsce. W przetargu nie ma preferencji – wygra ten, który złoży najlepszą ofertę pod względem biznesowym.
– W negocjacjach z pracownikami utknęliście w martwym punkcie.
– Dlaczego te rozmowy są takie trudne? Siadamy do stołu. Po stronie pracodawcy siedzi pięciu przedstawicieli Kolei Małopolskich. A po drugiej stronie, tej związkowej, siedzi jeden pracownik Kolei Małopolskich, oraz pozostali związkowcy będący jednocześnie związani ze spółkami konkurencyjnymi względem Kolei Małopolskich.
Radosław Włoszek: Po drugiej stronie stołu siedzą przedstawiciele konkurencji
– Tak, są to przedstawiciele związków zawodowych.
– Tak, i tutaj jest ten paradoks sytuacji, że przedstawiciele związków zawodowych reprezentując międzyzakładowe czy ponadzakładowe organizacje, nawet jak są zatrudnieni w innych spółkach, nawet konkurencyjnych, z którymi Koleje Małopolskie rywalizują w przytoczonych wcześniej przetargach, mogą brać udział w rokowaniach w Kolejach Małopolskich. W związku z tym pracodawca złożył wniosek, aby strona związkowa uszanowała pracodawcę i w negocjacjach brali udział tylko i wyłącznie pracownicy KMŁ. Nie zgodzili się.
– Czy wszyscy ci przedstawiciele tych związków zawodowych pracują w innych spółkach?
– Tak, wedle dostępnych informacji, ale także potwierdzeń w trakcie toczonych rozmów, są zatrudnieni w innych spółkach. Co więcej, jeden z przedstawicieli jest członkiem rady nadzorczej w konkurencyjnej firmie.
– Wszyscy, którzy uczestniczyli w negocjacjach są związani z konkurencją?
– Z wyjątkiem jednej osoby, która jest pracownikiem Kolei Małopolskich. Pozostali uczestnicy negocjacji, którzy biorą udział w rokowaniach naszej spółki, są z konkurencyjnych spółek, jeśli mówimy o procedurze przetargowej.
– I one także działają w Małopolsce.
– Tak jak powiedziałem, w ramach przetargu jesteśmy z nimi na kursie kolizyjnym. Mimo to, strona społeczna uznała, że może do negocjacji desygnować kogokolwiek. Uszanowałem to, bo jest to zgodne z prawem i zaprosiłem do rozmowy. Wobec podniesionych przeze mnie wątpliwości, strona społeczna najpierw zaproponowała, że jej przedstawiciele mogą podpisać oświadczenie o tajemnicy przedsiębiorstwa. To zrozumiałe, bo pewne informacje są powszechnie znane, ale jest też taktyka działania spółki, która może zdecydować o tym, kto wygra w wyścigu przetargowym. Przygotowaliśmy dość rygorystyczne oświadczenie o tajemnicy negocjacji, ale odmówiono podpisania. Złożono jedynie oświadczenie ustne. To pokazuje, że rozmowy toczą się w trudnych okolicznościach.
– Sugerujecie, że związkowcy zatrudnieni przez inne spółki…
– Niczego nie sugerujemy, jedynie opisuję sytuację. Zawnioskowaliśmy o czystość negocjacji. Oczywiście zgodnie z przepisami przedstawiciele innych spółek mają prawo uczestniczyć w rozmowach. My od początku uważaliśmy, że przejrzyściej byłoby, gdyby uczestniczyli w nich tylko przedstawiciele Kolei Małopolskich. Przy okazji ostatniego spotkania, które odbyło się 11 lutego, zaprosiłem wszystkich pracowników, którzy tego dnia pojawili się w naszej siedzibie, abyśmy przy pełnej, otwartej społeczności pracowników prowadzili dialog. Zarówno tych zrzeszonych w związku, jak i tych niezrzeszonych w związku. Okazało się wtedy, że poglądy i opinie na temat reprezentacji przez związki zawodowe były bardzo różne.
– Rozumiem ten konflikt interesów, gdy związkowcy są zatrudnieni u konkurencji. Natomiast oni odebrali to w ten sposób, że…
– Moim obowiązkiem jest bronienie interesów Kolei Małopolskich. Nic nie sugeruję, ale jesteśmy w bardzo newralgicznym momencie, gdzie zderzają się prawa związków zawodowych z przepisami o konkurencyjności. Czasem dyskutuje się o różnicach między literą prawa, a jego duchem. Więc z jednej strony związki zawodowe postępują w oparciu w przepisy prawa o związkach zawodowych, a z drugiej strony są przepisy o konkurencji i konflikcie interesów. W przyszłości KMŁ czy każda inna spółka może przegrać ten czy kolejny przetarg. I wtedy zacznie się szukanie winnych. Jest jeszcze jedna ważna rzecz. Koleje Małopolskie to specyficzna instytucja, bo choć jest spółką kolejową, ma bardzo silny segment autobusowy.
Włoszek: Dla każdego „po równo” nie oznacza tego samego
– Chodzi o linie dowozowe.
– Tak. A ten segment naszej firmy jest finansowany w inny sposób niż część kolejowa. Na dziś organizator, czyli Województwo Małopolskie, na planowane uruchomienie 75 linii otrzymał dotychczas tylko 6 milionów złotych z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Wojewoda Małopolski, pan Krzysztof Klęczar publicznie powiedział, że te środki zostaną uzupełnione, ale nie wiemy kiedy to się stanie. To są dwa różne źródła finansowania i dwie różne specyfiki funkcjonowania. Moim obowiązkiem jest uszanować każdą ze stron, nie ulegać żadnej ze stron, tylko znaleźć rozwiązanie akceptowalne dla wszystkich. Związki zawodowe mówią: „dla każdego”, a w tej firmie to nie jest takie proste. Dlaczego? Bo np. część kolejowa ma pewne dodatki, których nie ma w części autobusowej. Administracja ma jeszcze inne rozwiązania.
– Boicie się o pracownika?
– Każdy przewoźnik zdaje sobie sprawę z wyzwań. Proszę na przykład zobaczyć, jak dziś wyglądają relacje i rywalizacja między PKP Intercity a czeskim przewoźnikiem.
– Regiojet. Chodzi przede wszystkim o maszynistów i o załogę?
– Oczywiście. Następuje renesans kolei. Przypomnijmy sobie, jak wyglądała kolej choćby 20 – 30 lat temu. Dziś kolej jest nowoczesna, Mamy teraz ogromne zapotrzebowanie na tabor. Próbujemy nadrobić czas w zawodowym kształceniu, do tego dochodzą kwestie bezpieczeństwa. Dlatego apeluję do naszych Pasażerów, by zgłaszali, jeśli zobaczą coś nietypowego. Ale ważne też, byśmy się nawzajem szanowali. Pracownicy kolei pełnią bardzo odpowiedzialną rolę. Zdarzają się przypadki obrażania pracowników, ale też bardzo niebezpieczne sytuacje. W mediach społecznościowych widzieliśmy nagranie, pokazujące jak ktoś podróżuje na zewnętrznym elemencie pociągu. Narażając w ten sposób bezpieczeństwo swoje, pracowników kolei i Pasażerów.
Ile zarabia maszynista w Kolejach Małopolskich?
– Ile zarabia maszynista w Kolejach Małopolskich?
– Porównując sprawozdania finansowe, widełki płacowe są zbliżone do widełek w innych spółkach.
– A w Regiojet?
– Wiadomo, że jak ktoś wchodzi na nowy rynek, to chce się pokazać z jak najlepszej strony. Każdy ma swój model biznesowy i swój sposób działania, a ja nie chciałbym tego teraz oceniać.
– Słyszę narzekania na system premiowania. Jest w KMŁ premia półroczna i jeśli ktoś pójdzie na chorobowe, to traci dużą część szansy na to, żeby tę premię otrzymać. A więc ludzie potrafią przyjść do pracy nawet będąc chorym, byleby zachować ciągłość i zachować też szansę na premię.
– Wykonujmy sumiennie swoje obowiązki. Tak jak jest w przysłowiu – jeśli każdy posprząta przy swoim podwórku, to cała ulica będzie czysta. Musimy mieć możliwość, by ocenić pracownika. Taki schemat został wprowadzony i taki jest kontynuowany. Demokracja też nie jest ponoć idealna, a jest najlepszym, co wymyślono. Nie ma idealnego systemu, który zadowoli w pełni wszystkich.
– Nie boi się pan, że w takim systemie maszynista stwierdzi, że choć nie czuje się dobrze, pójdzie do pracy, by nie stracić szansy na premię? A wiadomo jak odpowiedzialna jest to funkcja.
– Myślę, że każdy z nich to bardzo odpowiedzialny człowiek. Każdy z nich zna swoje prawa i obowiązki.
– Mimo tych wszystkich trudności, o których pan mówił, siedliście do stołu i zbliżyliście trochę swoje stanowiska. Przedstawiciele pracowników obniżyli wymaganą kwotę podwyżki z 1000 do 900 zł. Wy stoicie przy 650, tak?
– Tak. Warto jednak zaznaczyć, że w tej spółce nie oznacza to, że wszyscy otrzymają po równo.
I o tym dyskutujemy. Odrębnie wygląda kwestia finansowania wynagrodzeń dla załogi autobusowej. Dopóki nie otrzymamy środków z Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych na ten obszar, nie możemy zaproponować więcej jak 300 zł. Oczywiście poinformowałem o tym kierowców.
Wszystkie propozycje odrzucone
– Czy kierowcy autobusów też uczestniczą w tym strajku?
– Zaprosiłem wszystkich na spotkanie, o którym już wspomniałem, na którym pojawiło się 100-150 osób. Byli pracownicy wszystkich segmentów i departamentów, każdy wyraził swoje zdanie. Z kierowcami też rozmawiamy. Na razie zaproponowaliśmy 300 zł podwyżki, a ostateczne rozwiązanie nastąpi, gdy otrzymamy określone środki. Natomiast dla części kolejowej zaproponowaliśmy finalnie 650 zł od lipca 2026 r., (w okresie luty-czerwiec 2026 r. 600 zł), ale jednocześnie dodaliśmy do tego 1000 zł jednorazowej premii. Strona społeczna wszystkie dotychczasowe propozycje odrzuciła.
– Wspomniał pan, co jest ważne, że to 650 zł podwyżki de facto nie dla wszystkich oznacza to samo. Maszyniści na przykład dostaną tak naprawdę mniej.
– Wynika to tylko z tego, iż maszyniści mają premię płatną do podstawy, która powoduje, iż dostaną tyle co pracownik, który tej premii do podstawy nie ma. Stąd ta dyskusja. Co znaczy „równo” i co znaczy „dla każdego”. Każdą grupę powinniśmy rozpatrywać osobno. Siadajmy i dyskutujmy. Ostatnio rozmawialiśmy prawie 10 godzin. Nie zakończyło się to powodzeniem, ale strony wyraziły dalszą wolę negocjacji.
– A co by się stało z budżetem Kolei Małopolskich, gdybyście zgodzili się na propozycję pracowników, czyli te 900 złotych podwyżki dla wszystkich?
– Mamy określone środki zatwierdzone w budżecie Województwa Małopolskiego i w tych musimy operować. A już teraz musimy myśleć o nadchodzącym przetargu, ale także tym zaplanowanym na 2031 r. Jeśli go nie wygramy, dopiero staniemy przed wielkim wyzwaniem. I tak będzie w każdym województwie, w którym spółka samorządowa musi stanąć do twardego przetargu.
– Jak oceniacie rynek pracy? Bo zainteresowanie pracą w kolei chyba jest duże, za to chyba brakuje fachowców. Traciliście ostatnio tego typu osoby?
– Rosnąca konkurencja sprawia, że sytuacja jest dynamiczna.
Będzie strajk Kolei Małopolskich?
– Nie ma zagrożenia, że wkrótce możecie nie być w stanie realizować wszystkich kursów?
– Wszystkie spółki mierzą się z wyzwaniem kadrowym, a to wynika po prostu z tego, że mamy lukę pokoleniową. Dopiero to nadrabiamy. Przyrost zapotrzebowania na pracowników wyraźnie rósł w ostatnich latach, a była pewna przerwa we właściwym procedowaniu. Dopiero teraz odtwarzają się szkoły branżowe, ale dziś słowo kolejarz ma coraz szersze znaczenie. Oczywiście, elementy tradycji są zachowane, ale pojawiły się elementy „customer experience”, informatyki czy AI. Choć wciąż najważniejsze jest bezpieczeństwo.
– Nie boicie się, że stąpacie po grząskim gruncie? Związkowcy mówią wprost – kolejnym krokiem jest strajk, być może na razie dwugodzinny, który skutecznie sparaliżuje komunikację w Krakowie i Małopolsce.
– Każda praca na stanowisku kierowniczym wiąże się z odpowiedzialnością, ryzykiem i świadomością konsekwencji.
– Co w takiej sytuacji, bo mogą związkowcy nawet zorganizować strajk tak zwany przerywany, ale na przykład codziennie będą wstrzymywać ruch.
– Wierzę, że jest dobra wola kontynuowania rozmów. Choć warto zaznaczyć, że nie podpisaliśmy nawet wspólnego protokołu rozbieżności.
– Każda strona ma swój, co jest trochę dziwne. Musicie jeszcze zrobić protokół rozbieżności w protokołach rozbieżności.
– O co się rozbiło? Protokół rozbieżności strony społecznej zawiera dane osób uczestniczących, ostatnie propozycje obu stron i postanowienia ogólne. Nasz protokół jest bardzo szczegółowy, jest tu np. informacja, że zaprosiliśmy wszystkich pracowników. Dlaczego tego nie ma w protokole strony społecznej? Przecież był to element naszych rozmów. A może warto też przytoczyć inny przykład, tylko, że z protokołu z 23 stycznia, który został podpisany też przez stronę społeczną. Jest w nim takie zdanie odnoszące się do rozmów jeszcze z grudnia 2025 r., tj.: „związki zawodowe przyznały, że żądania podwyżki wynagrodzenia zasadniczego w wysokości 1000 zł brutto dla każdego z pracowników są nierealne”…. I sama strona związkowa zaproponowała 750 zł, po czym za kilka dni później… zaproponowała ponownie 1000 zł. Teraz 900 zł. Dlatego dla pracodawcy jest tak ważne, aby protokoły były jak najbardziej szczegółowe. By mediator zobaczył nie tylko ostateczne oferty, ale też drogę dojścia do nich.
– Powstanie dwóch protokołów to namacalny dowód na to, że jesteście daleko.
– Rozmawiamy.
– 750 zł byłoby dla KMŁ do zaakceptowania?
– Bez obcięcia pozapłacowych elementów, które obecnie funkcjonują? Nie. Zostało to powiedziane stronie społecznej.
– 650 zł to wasza ostateczna oferta.
– Tak.
– Niezadowoleni mogą być też pasażerowie, bo podnosicie ceny biletów.
– Jednym z impulsów do zmiany cen biletów metropolitarnych była decyzja rady miasta Krakowa o podwyżkach cen biletów komunikacji miejskiej, ale także – jak już mówiłem – kierowaliśmy się interesem strony społecznej, z którą rozmawialiśmy od września/ października w temacie podwyżek wynagrodzeń.
Rozmawiał Mateusz Miga




