Aleksander Miszalski mówi ″dość″ w sprawie niszczenia znaków informujących o SCT czy kamer monitoringu. Zaapelował do policji i straży miejskie o dodatkowe patrole. Apeluje też do przeciwników politycznych i mieszkańców Krakowa.
Miszalski przyznał we wtorek, że choć nie podziela tego punktu widzenia to rozumie złość, a nawet wściekłość części mieszkańców, którzy wprowadzanie ograniczeń ruchu samochodowego w miastach odbierają jako atak na ich wolność.
Miszalski o zniszczonych znakach SCT
Stwierdził jednak, że zupełnie nie podoba mu się niszczenie znaków. ″To wynik działań zorganizowanej grupy, która z aktów wandalizmu tworzy powód do dumy i zabawy″ – napisał.
″Kraków to jedno z najpiękniejszych miast Europy. Ktoś kto niszczy mienie Krakowa, uderza w nasz wspólny dom. Ktoś powie, że to zbyt duże słowa. A ja powiem, że jak najbardziej adekwatne. Bo w tym co się dzieje najbardziej przerażające jest to, że z niszczenia tego, co nasze i sfinansowane z naszych pieniędzy, ktoś uczynił sobie powód do chwały i satysfakcji, a w dodatku namawia do tego innych i tworzy do tego ideologię″ – napisał.
Dodał, że dlatego zamierza wystąpić do policji o dodatkowe patrole wraz ze strażą miejską. Osoby niszczące mienie miasta i pośrednio zachęcające do wandalizmu nie mogą czuć się bezkarne.
Miszalski prosi o pomoc policję, mieszkańców i polityków
″Zwracam się do mieszkańców, mediów i polityków o potępienie organizatorów tej kampanii wandalizmu oraz o zgłaszanie wszelkich aktów dewastacji mienia miasta. I na koniec – apeluję do organizatorów referendum i środowisk skupionych wokół o jednoznaczne odcięcie się od tej kampanii i jej potępienie. Czym innym jest ocenianie Prezydenta miasta za to, jak zarządza miastem. To jedno z narzędzi demokracji. Czym innym są natomiast akty wandalizmu, które z demokracją nie mają nic wspólnego″ – zaapelował prezydent.
Przy okazji raz jeszcze podkreślił, że przy projektowaniu SCT zostały popełnione błędy. W przyszłym tygodniu przedstawi założenia dotyczące korekty strefy.



