Batalia o przyszłość krakowskiego prezydenta nabiera tempa. Konfederacja oficjalnie włączyła się w kampanię na rzecz odwołania Aleksandra Miszalskiego, podczas gdy Nowa Lewica stanowczo sprzeciwia się referendum.
Konfederacja dołącza do obozu przeciwników prezydenta
Posłowie Konfederacji stanęli przed krakowskim magistratem i ogłosili pełne poparcie dla referendum. Konrad Berkowicz nie ukrywał rozczarowania.
– Krytykowałem Jacka Majchrowskiego, ale po półtora roku rządów Miszalskiego zaczynam za nim tęsknić – powiedział poseł.
Bartosz Bocheńczak ujawnił, że działacze ugrupowania od początku wspierali zbiórkę podpisów, choć nieoficjalnie. Teraz zebrali już około trzech tysięcy podpisów. Do akcji przyłączyły się wcześniej PiS, Ruch Narodowy i stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców.
Politycy Konfederacji wymieniają konkretne zarzuty. Wskazują na zwężanie ulic, droższe bilety komunikacji miejskiej, rosnące zadłużenie miasta, rozszerzoną strefę płatnego parkowania i wprowadzenie strefy czystego transportu.
Nowa Lewica stawia na cierpliwość
Zupełnie inaczej sytuację ocenia Nowa Lewica. Ryszard Śmiałek, przewodniczący ugrupowania w Małopolsce i wicewojewoda, wezwał swoich ludzi, żeby nie podpisywali się pod petycją.
– Półtora roku to zbyt krótki czas, żeby oceniać prezydenta i próbować go zmienić – argumentował Śmiałek.
Polityk przypomniał, że Miszalski przejął władzę po 22 latach rządów Majchrowskiego. Podkreślił też, że prezydent wygrał wybory z poparciem Nowej Lewicy, która teraz współtworzy większość w Radzie Miasta.
Małgorzata Potocka, szefowa klubu Nowej Lewicy w radzie, chwali współpracę z prezydentem. Wymienia wspólne projekty: płatne staże w urzędzie miasta, walkę z przemocą domową, działania mające obniżyć ceny mieszkań.
Śmiałek nazwał próbę odwołania „wywołaniem awantury”. Zaznaczył jednak, że prezydent powinien przejrzeć swoją kadrę i ocenić, kto pracuje dobrze, a kto zawodzi.
Miszalski twierdzi, że za akcją nie stoją zwykli mieszkańcy, lecz wielkie pieniądze i politycy. Odrzuca zarzuty o zadłużeniu, wskazując na rosnące dochody miasta i oszczędności. Strefa czystego transportu jest – jak mówi – wymogiem ustawy, a nie jego kaprysem.



