Dziesięcioro posłów próbowało usunąć Pawła Śliza ze stanowiska szefa klubu Polski 2050. Głosowanie nie doszło do skutku. Polityk z Krakowa nie zamierza jednak milczeć.
Wniosek złożony w ostatniej chwili
Na posiedzeniu klubu Polski 2050 złożono wniosek o odwołanie Pawła Śliza z funkcji szefa klubu. Podpisało się pod nim dziesięcioro z trzydziestu jeden posłów. Krytycy zarzucają mu słabe zarządzanie i utratę zaufania. Do głosowania jednak nie doszło – prowadzący obrady zamknął posiedzenie zanim zdążono przystąpić do głosowania.
Krakowski poseł nie przebiera w słowach
Śliz zabrał głos w mediach społecznościowych i opisał kulisy całej sprawy. Zwrócił uwagę, że wniosek złożono trzy minuty przed końcem posiedzenia, gdy nieobecnych było dziewięcioro parlamentarzystów. Ocenił, że to nie jest przejaw siły, lecz próba przejęcia sterów tylnymi drzwiami. Nazwał całe zdarzenie amatorskim skokiem na funkcję i przypomniał, że uderza ono w jedność całego środowiska.
Jest jeden warunek
Poseł zaznaczył, że nie ucieka od weryfikacji swojego poparcia. Postawił jednak warunek – głosowanie musi odbyć się przy udziale wszystkich członków klubu. Zapewnił też, że jego drzwi pozostają otwarte, i zapowiedział, że nie da się manipulować metodami, które jego zdaniem bardziej pasują do dawnych partyjnych rozgrywek niż do standardów, które Polska 2050 obiecała wprowadzić do polityki.



