Wielka siatkówka w Krakowie. Znamy finalistów TAURON Pucharu Polski  [ZDJĘCIA]

AK
AK

Do stolicy Małopolski po raz kolejny zawitały wielkie sportowe emocje. W Tauron Arenie odbywa się właśnie pierwsze w 2026 roku siatkarskie wydarzenie: turniej finałowy TAURON Pucharu Polski. W pierwszym sobotnim półfinale zmierzyły się ze sobą BOGDANKA LUK Lublin i Indykpol AZS Olsztyn – spotkanie zakończyło się zwycięstwem drużyny z Lublina.  Z drugiego półfinału, w którym rywalizowały ze sobą Asseco Resovia Rzeszów i PGE Projekt Warszawa, awansował z kolei zespół z Rzeszowa. 

Siatkarski thriller w pierwszym półfinale 

Początek pierwszego półfinału zapowiadał bardzo wyrównane starcie – drużyny grały punkt za punkt i po chwili było już 2:2. Od tego momentu na boisku zaczął jednak dominować zespół z Lublina – podopieczni Stéphane’a Antigi prowadzili 5:2, do czego w dużej mierze przyczyniły się skuteczne zagrywki Wilfredo Leóna. W dalszej części seta BOGDANKA LUK Lublin powiększała jedynie swoją przewagę – wynik ewoluował z 10:3 do 15:8. Mimo, że drużynie z Olsztyna udało się odrobić część strat i doprowadzić do stanu 24:19, to pierwszą piłkę setową wykorzystał Kewin Sasak, kończąc pierwszą partię spotkania skutecznym atakiem. 

W drugim secie na prowadzenie od razu wyszła drużyna z Olsztyna, której udało się utrzymać przewagę aż do końca całej partii. Dzięki dobrej grze w obronie, w szczególności skutecznym blokom, zespół Daniela Plińskiego prowadził kolejno 6:2, 15:10 i 20:12. Przy stanie 24:16 Indykpol AZS Olsztyn przypieczętował swoją dominację za sprawą mocnego ataku Moritza Karlitzeka. 

Trzecia partia rozpoczęła się od prowadzenia drużyny z Lublina, która nie miała jednak ułatwionego zadania – z wyniku 4:1 zrobiło się nagle 6:5, stąd też, mimo utrzymywania prowadzenia, zespół Stéphane’a Antigi był poddawany nieustannej presji ze strony przeciwnika. Ostatecznie BOGDANCE LUK Lublin udało się wygrać 25:18. 

Czwarty set spotkania cechował się tym, że do końca nie było wiadomo, na czyją korzyść się on rozstrzygnie. Partia zaczęła się od przewagi Olsztyna, która zaczęła jednak stopniowo topnieć – w rezultacie na tablicy wyników pojawił się remis 18:18. Od tego momentu na boisku zaczęła się zacięta walka punkt za punkt: oba zespoły szukały asa w rękawie w postaci nie tyle asów serwisowych, co spektakularnych bloków, których w tym secie było szczególnie dużo. Emocje sięgały zenitu przy stanie 30:30, jednakże atmosfera na hali została podkręcona jeszcze bardziej za sprawą kolejnych dwóch punktów zapisanych na korzyść drużyny z Olsztyna, która tym samym doprowadziła do rozegrania piątego seta. 

Ostatnia partia meczu co prawda nie trwała tak długo jak poprzednia, jednakże zapewniła kibicom równie dużo siatkarskich emocji. Tym razem to drużyna z Lublina zdominowała pierwszą fazę seta i choć ze stanu 5:2 wynik ewoluował do 7:6, to zespół Stéphane’a Antigi nie pozwolił wyprzedzić się zawodnikom z Olsztyna, wygrywając 15:12 i zapewniając sobie miejsce w finale. Zawodnikiem meczu został Kewin Sasak. 

– Fajne jest u nas to, że nie podłamują nas przegrane sety na styku, bo naprawdę przeciwnik końcówce czwartego seta grał fenomenalnie, nie robił żadnych błędów. Nawet jak nie przyjmowali dobrze, to na wysokiej piłce radzili sobie fenomenalnie na wysokim naszym bloku, a my się nie podłamaliśmy. To jest kolejny mecz, w którym przegrywamy jakiegoś jednego seta na styku, gdzie przeciwnik gra dobrze, a my potem wracamy do gry w tie-breaku, nie załamujemy głów, więc jestem z tego bardzo dumny, a tak już z nami jest w tym sezonie, że tych tie-breaków gramy dużo, najważniejsze, że większość z happy endem, więc taką jesteśmy drużyną – komentował po spotkaniu Marcin Komenda, rozgrywający BOGDANKI LUK Lublin. 

– Chyba walka do ostatniej akcji cechuje nasz zespół. My nie tracimy punktów w tym sezonie, walczymy z każdym, nie poddajemy się i chcemy zawsze wygrywać. Przegrana nas nie interesuje. Przyjechaliśmy tutaj za pełną pulę zgarnąć ten puchar. Niestety się nie udało, ale tak jak mówisz jestem dumny z drużyny. Wiem, że każdy zostawił całe serce, całą siłę. I tyle, odpoczywamy i bijemy się w lidze. Taka jest siatkówka – podkreślał przyjmujący Indykpolu AZS Olsztyn Paweł Halaba. 

Wyrównany bój między Rzeszowem a Warszawą

Drugi półfinał rozpoczął się od jeszcze bardziej wyrównanej walki niż poprzedni – dobitnie obrazuje to remis przy stanie 3:3, 8:8, 18:18 i 20:20. W końcówce pierwszej partii to jednak rzeszowska drużyna wyszła na prowadzenie, wygrywając 25:21. 

Następny set spotkania rozpoczął się korzystnie dla zespołu z Warszawy, który prowadził najpierw 7:4, a potem 15:12. Przy stanie 15:14 nadszedł jednak przełomowy moment dla Asseco Resovii Rzeszów, która wyrównała wynik poprzez imponujący blok, a następnie zdobyła punkt przewagi za sprawą asa serwisowego. Mimo, że PGE Projekt Warszawa do samego końca walczył o odrobienie strat, to jednak zespół z Podkarpacia zapisał na swoim koncie drugi wygrany set. 

W tej sytuacji już trzecia partia mogła przesądzić o losie całego spotkania. Już od pierwszych momentów widoczna była zacięta walka obu drużyn, które co chwilę zmieniały się na prowadzeniu. W ostatniej fazie seta wiatru w skrzydła nabrał jednak zespół z Rzeszowa i to on będzie rywalem BOGDANKI LUK Lublin w niedzielnym finale . Nagrodę MVP otrzymał za to spotkanie Marcin Janusz.

Warto wspomnieć, że atmosfera panująca w TAURON Arenie Kraków jeszcze bardziej akcentowała emocje widoczne na boisku. Jak co roku wierni kibice grających w turnieju klubów, jak i fani siatkówki w ogóle tłumnie przybyli do Krakowa, zapełniając niemal wszystkie miejsca na trybunach mogących pomieścić 15 tys. osób. Doświadczenie z poprzednich edycji turnieju podpowiada jednak, że największej frekwencji możemy spodziewać się na wielkim finale, który odbędzie się w niedzielę 11 stycznia o godz. 14:45.

Aleksandra Kubas 

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *