Zniszczone znaki SCT w Krakowie. Protest jest OK, wandalizm to bunt na cudzy rachunek [OPINIA]

FK
FK

Kraków ma prawo protestować. Strefa Czystego Transportu nie wszystkim się podoba, nie wszyscy w ogóle chcieli jej w takiej formie, a dla części ludzi to po prostu realny koszt, na który nie są gotowi. I właśnie dlatego sobotnie demonstracje nie były żadną polityczną hucpą, tylko klasycznym przykładem demokracji w praktyce: ludzie wyszli na ulice, pokazali emocje, dali się policzyć i powiedzieli wprost, że oczekują zmian, a nawet referendum.​

Problem zaczyna się tam, gdzie kończy się transparent, a zaczyna łom.

Znak nie jest wrogiem

Zniszczone i znikające tablice SCT nie są symbolem walki z systemem, który można obalić jednym ruchem ręki. One są zwykłą informacją dla kierowcy: tu zaczyna się strefa, tu obowiązują zasady, tu musisz wiedzieć, co robisz. Gdy znaki znikają, nie cierpi magistrat, tylko ci, którzy do miasta wjeżdżają i mogą nieświadomie wpaść w kłopoty, bo w tym chaosie łatwiej o pomyłkę.

Policja już się tym zajmuje, bo zgłoszeń o niszczeniu oznakowania jest coraz więcej.

Magistrat i tak strefy nie wycofa

Wiceprezydent Łukasz Sęk mówił wprost, że miasto obserwuje sytuację i jest gotowe rozmawiać o postulatach, ale jednocześnie komunikat z urzędu jest jasny: SCT ma funkcjonować, bo to decyzja systemowa, a nie widzi-mi-się na jeden tydzień. Piotr Trzepak z ZDMK przypominał dodatkowo rzecz fundamentalną: granice strefy wynikają z uchwały Rady Miasta, a znaki to tylko jej oznaczenie w terenie.

Innymi słowy, tablica może zniknąć, ale przepisy od tego nie znikają.

Kto za to płaci? My wszyscy

Najbardziej gorzki element tej historii jest banalny. Za zniszczone znaki płacą podatnicy. Miasto podawało, że z około 180 zamontowanych tablic uszkodzono lub skradziono około 40, a koszt uzupełnienia wyniósł już 14 tys. zł. To nie jest rachunek wystawiony urzędnikom, tylko nam wszystkim, także tym, którzy z SCT się nie zgadzają.

A przecież jednocześnie strefa i tak działa, a kontrole już się odbywają. Kraków podawał, że w pierwszym tygodniu straż miejska przeprowadziła 824 kontrole i ujawniła 116 naruszeń, a w większości przypadków kończyło się to pouczeniami.

Kraków już pokazał lepszą metodę

Sobotnie protesty udowodniły, że można walczyć inaczej. Były transparenty, flagi, hasła, marsz pod magistrat, politycy i społecznicy, czyli klasyczne narzędzia nacisku w demokratycznym mieście. To jest presja, która ma sens, bo ona buduje temat, zmusza do rozmowy, tworzy pole do korekt.​

Jeżeli ktoś naprawdę chce zmian, to celem powinny być konkrety: zasady zwolnień, ich interpretacja, odrzucane wnioski i realne przypadki ludzi, którzy czują się wypchnięci poza system. Bo strefy nie obali się przez niszczenie tablic. Strefę można co najwyżej poprawić poprzez głośny sprzeciw, twarde argumenty i nacisk, którego nie da się zignorować.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *