Kierowcy tankujący w Nowym Targu przeżyli szok – na jednej ze stacji benzyna 95 kosztuje 7,99 zł za litr, czyli o ponad 2 złote więcej niż średnia krajowa. To efekt eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, który wywrócił do góry nogami rynek ropy naftowej, ale też nadmiernych marż stacji wykorzystujących chaos informacyjny.
Prawie 8 złotych za litr – to nie żart
Na początku marca 2026 roku średnia cena benzyny 95 w Polsce wynosi 5,77-5,99 zł za litr, diesel oscyluje w granicach 6,07-6,40 zł. W tym samym czasie kierowcy tankujący w Nowym Targu zobaczyli cenę 7,99 zł za litr benzyny 95 – rekordową wartość, która przekracza średnią krajową o ponad 30 procent.
To nie odosobniony przypadek. Stacje na trasach turystycznych, w górach i w miejscach o ograniczonej konkurencji tradycyjnie mają wyższe ceny, ale różnica rzędu 2 złotych za litr to poziom, który budzi podejrzenia o spekulację i nadużywanie sytuacji geopolitycznej.
Bliski Wschód podpalił rynek ropy
Bezpośrednią przyczyną obecnych wzrostów cen paliw jest dramatyczna eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie. Pod koniec lutego 2026 roku doszło do ataków USA i Izraela na irańskie obiekty naftowe i infrastrukturę wojskową – w odpowiedzi Iran zagroził zablokowaniem Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa około 20 procent światowej ropy naftowej.
Cena ropy Brent błyskawicznie skoczyła z poziomu ~60 USD za baryłkę na początku lutego do ponad 82 USD na początku marca – wzrost o blisko 40 procent w ciągu kilku tygodni. Analitycy ostrzegają, że przy dalszej eskalacji możemy zobaczyć ropę po 100-120 USD, co przełożyłoby się na 10 złotych za litr benzyny w najczarniejszym scenariuszu.
OPEC+ dokłada do ognia
Dodatkowym czynnikiem jest polityka OPEC+, która w pierwszym kwartale 2026 roku celowo ograniczała wydobycie – osiem kluczowych krajów (w tym Arabia Saudyjska i Rosja) nie zbliżało się do swoich limitów produkcji, trzymając podaż ropy na sztucznie niskim poziomie. To klasyczna gra na wyczerpanie zapasów strategicznych i wywieranie presji cenowej na konsumentów.
Polska, jako kraj importujący większość surowców energetycznych, jest szczególnie narażona na takie ruchy. Choć rząd zapewnia, że zapasy strategiczne są bezpieczne, to każdy wzrost cen na rynkach światowych przekłada się na ceny hurtowe, a te – po kilku dniach – lądują na wyświetlaczach stacji benzynowych.
Marże stacji korzystają z chaosu
Problem w tym, że stacje benzynowe nie tylko przekładają wzrost cen hurt na detaliczne, ale wykorzystują niepewność do podnoszenia marż. W normalnych warunkach marża stacji wynosi 20-40 groszy na litrze, ale w sytuacjach kryzysowych (konflikt, informacje o zbliżających się podwyżkach, panika zakupowa) marże potrafią rosnąć nawet do 1-1,5 złotego.
W przypadku Nowego Targu różnica 2 złotych w stosunku do średniej krajowej to marża rzędu 200-250 procent powyżej standardu. Część ekspertów wskazuje wprost, że to już nie reakcja na sytuację na rynku, tylko czysty spekulacyjny nalot na kieszenie kierowców, którzy nie mają alternatywy (np. turyści w drodze do Zakopanego lub mieszkańcy rejonu bez konkurencji).
Co nas czeka w marcu?
Prognozy nie są optymistyczne. Eksperci portalu e-petrol.pl i Auto Świat szacują, że przy obecnej trajektorii średnia cena benzyny 95 w drugiej połowie marca może osiągnąć 6,20-6,50 zł za litr, a diesel 6,80-7 zł. Jeśli jednak dojdzie do fizycznego zablokowania dostaw z Zatoki Perskiej lub bezpośredniego uderzenia w saudyjskie instalacje naftowe, mówimy o scenariuszu 7-8 złotych za benzynę w skali kraju.



