Jestem samotnym tatą. Zrobiłem dzieciom już 500 śniadań. To nie jest proste, ale nie zamieniłbym tego na żadną inną sytuację.
Samotnym tatą zostałem w święta Bożego Narodzenia. Tuż przed Wigilią 2023. To nie stało się wtedy jeszcze z dnia na dzień, to się jeszcze rozgrywało, ale było już pewne, że to koniec. To, co jeszcze niedawno było oparciem, z czym mogłem wiązać przyszłość, po prostu prysło. Czułem, że tracę grunt pod nogami, ale wiedziałem jedno. Święta muszą się odbyć.
Przygotowałem je w zasadzie samodzielnie. Mama dzieci była jeszcze z nami, zasiadła do stołu razem z nami. Dzieci jeszcze nic nie wiedziały, ale my już w zasadzie nie byliśmy razem. Przygotowałem tę wigilię, bo w innym wypadku osób, którym zawalił się świat, byłoby w naszym gronie o dwie więcej. Dla moich dzieci święta to… nomen omen świętość. Razem wybieramy choinkę, razem ją ubieramy, musi być zupa rybna i kluski. Życie musi toczyć się swoim rytmem. Święta muszą się odbyć.
Nawet jeśli tego dnia musiałem stanąć z opłatkiem przed osobą, która właśnie mnie odtrąciła.
Do kolejnej Wigilii usiedliśmy już we troje. Tym razem już wiedziałem, że nie mam co liczyć na pomoc, choć dzieci – jak zawsze przy tej okazji – na miarę swoich możliwości chętnie uczestniczyły w przygotowaniach. To jest taki czas, gdy czujesz, że jesteśmy bliżej niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz trudniej jest rozpatrywać mnie samego siebie jako jednostkę – widzę siebie tylko w konfiguracji naszej trójcy. (jeszcze nie świętej)
I wreszcie wieczorem siadamy przy choince, bo tam chwilę wcześniej w magiczny sposób pojawiły się prezenty. Jest nas troje i tak jest dobrze.
A kto daje prezenty samotnym rodzicom? Dzieci już dawno przejrzały system i dobrze wiedzą, że prezenty nie przynosi żadna Gwiazdka, tylko stary jakimś cudem próbuje to wszystko ogarnąć. Po Wigilii wychodzimy na tradycyjny spacer, a gdy wracamy – prezenty już czekają. Magia.
Ale gramy w tę grę. No więc, Gwiazdka musi przynieść prezent także mnie. Brak prezentu dla jednego z nas zaburzyłoby przebieg świąt równie skuteczne co brak opłatków.
A więc samotny rodzic prezent kupuje sobie sam. Potem go (o zgrozo) pakuje, by wreszcie odegrać zaskoczenie. „Kto by się spodziewał?!”. I czy to jest złe? Święta Bożego Narodzenia to czas, gdy samotność uderza nas najmocniej – potwierdzają to policyjne statystyki. Ale mi nie doskwiera samotność. Właśnie w święta, wtedy wyjątkowo mocno, czuję, że jesteśmy razem. I w takim składzie możemy dojść wszędzie.
Nie mam partnerki. Mam drużynę.
Cykl 500 śniadań można znaleźć właśnie tutaj.
Teksty w dziale publicystyka są subiektywną formą literacką wyrażającą zdanie autora, które nie musi pokrywać się ze zdaniem redakcji.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas na Facebooku!




