Były prezydent Krakowa uważa, że strefa czystego transportu była potrzebna, ale jej wprowadzenie najbardziej uderzyło w mieszkańców okolicznych gmin. Jednocześnie broni podwyżek biletów, które jego następca ostatecznie wycofał.
Strefa tak, ale nie od razu
Jacek Majchrowski nie kwestionuje samego pomysłu na strefę czystego transportu w Krakowie. Przyznaje, że sam wyznaczał podobne granice, gdy był prezydentem miasta. Jego zastrzeżenia dotyczą jednak sposobu, w jaki zrobiło to jego następca Aleksander Miszalski.
- „Można było zrobić częściowo, tak jak myśmy robili ze strefą parkowania. Najpierw w pewnym zakresie i potem się to rozszerzało stopniowo” – mówił Majchrowski w Radiu RMF24.
Były prezydent zwraca uwagę, że największy problem nie dotknął samych krakowian, lecz mieszkańców sąsiednich gmin, którzy dojeżdżają do Krakowa do pracy. Część z nich to dawni krakowianie, którzy wyprowadzili się za miasto. Zdaniem Majchrowskiego miasto powinno było to przewidzieć i zaplanować wdrożenie strefy inaczej.
Podwyżki biletów były konieczne
Majchrowski wyraźnie broni decyzji o podwyżkach cen biletów komunikacji miejskiej. Uważa, że zarzuty wobec Miszalskiego w tej sprawie są chybione i nazywa je wprost populizmem.
- „To zresztą jest bardzo ciekawe, bo te podwyżki zrobili ci, którzy bardzo protestowali, kiedy ja to podwyższałem. To jest konieczność, proszę państwa” – stwierdził były prezydent.
Majchrowski tłumaczy, że transport miejski zawsze wymaga dopłat z budżetu miasta i nie ma od tego odejścia. Przypomina, że gdy zaczynał urzędowanie, pasażerowie pokrywali połowę kosztów przejazdu. Gdy kończył, miasto płaciło już 60 procent. Jego zdaniem odwrócenie tej tendencji musi skończyć się dziurą w budżecie pod koniec roku.
- „Transport, tak jak kultura, wymaga bez przerwy dopłacania. Nie ma innego wyjścia” – powiedział Majchrowski.
Były prezydent krytykuje też decyzję Miszalskiego o wycofaniu się z podwyżek. Uważa, że jeśli prezydent podjął decyzję, która była merytorycznie uzasadniona, to cofnięcie jej po kilku tygodniach wysyła jeden sygnał – że decyzja była zła.



