Od kilku dni trwają gorące dyskusje na temat krakowskiej Strefy Czystego Transportu. Dlaczego tak ważna regulacja została wprowadzona w mieście bez wcześniejszego referendum?
Temat referendum był analizowany w styczniu zeszłego roku. Radni dzielnicy Stare Miasto chcieli wtedy, żeby mieszkańcy mogli się wypowiedzieć na temat obszaru, który miałaby objąć strefa. Obawiano się, że objęcie całego miasta nowymi regulacjami będzie miało zbyt duży wpływ na codzienne życie mieszkańców miasta.
Miszalski: Referendum nie wchodzi w grę
Prezydent Aleksander Miszalski stwierdził wtedy wprost.
– Takie referendum nie wchodzi w grę, dlatego, że Strefa Czystego Transportu, która miałaby się ograniczać do ścisłego centrum, w ogóle nie spełniłaby swoich celów. Dla większości mieszkańców smog jest jednym z najważniejszych problemów dalej do zwalczania. Strefa Czystego Transportu jest potrzebna i jest potrzebny jej realny wpływ na zdrowie mieszkańców, ograniczenie ruchu samochodowego starych aut – mówił w styczniu 2025, cytowany przez Radio Kraków.
To oczywiście prezydent ma prawo do zwołania referendum. Mówił o tym przedstawiciel Zarządu Transportu Publicznego, Grzegorz Dziok podczas spotkania on-line z mieszkańcami Krakowa.
– Referendum zwołuje prezydent. Jeśli prezydent będzie uważał, że tę kwestię trzeba rozstrzygnąć w referendum, będzie to jego decyzja. Referendum nie organizuje jednostka taka jak Zarząd Transportu Publicznego. Jeśli państwo uważają, że to jest konieczne, trzeba poprosić prezydenta. To jest ten kierunek – przekonywał.
Konsultacje zamiast referendum
Spotkanie odbyło się 6 grudnia zeszłego roku za pośrednictwem portalu Youtube. Do dziś film został odtworzony… 217 razy.
Zamiast referendum władze Krakowa zdecydowały się na szerokie konsultacje społeczne, które trwały kilka miesięcy. Były ankiety, spotkania i sesje online, a także analiza kilku tysięcy uwag mieszkańców. Miasto uznało to za formę dialogu z mieszkańcami i sposób zebrania opinii bez formalnego głosowania ogólnomiejskiego.
Krytycy konsultacji wskazywali, że nie były wiążące (ostateczną decyzję i tak podejmowała rada miasta), wielu mieszkańców miało poczucie, że kierunek był z góry przesądzony. Ostatecznie konsultacje to nie to samo co referendum z jasnym pytaniem „tak / nie”.

