Kraków wprowadził rygorystyczną Strefę Czystego Transportu i teraz prezydent miasta przyznaje się do błędów. Katowice poszły inną drogą – zaplanowały strefę tak małą i tak liberalną, że niemal niezauważalną dla kierowców.
Kraków jako przestroga
Prezydent Krakowa Aleksander Miszalski w lutym 2026 roku przyznał publicznie, że przy tworzeniu Strefy Czystego Transportu popełniono błędy. Zapowiedział dużą korektę zasad i odwołał dyrektora Zarządu Transportu Publicznego. W tle toczą się rozmowy o referendum w sprawie odwołania prezydenta. Krakowska strefa okazała się zbyt restrykcyjna i wywołała silny sprzeciw mieszkańców.
Katowice idą na skróty
Władze Katowic nie miały wyboru – ministerstwo klimatu i środowiska oraz Komisja Europejska zmusiły miasto do wprowadzenia strefy. Alternatywą była utrata około 2 miliardów złotych z Krajowego Planu Odbudowy. Miasto zdecydowało się więc na strefę, która formalnie istnieje, ale praktycznie nikomu nie przeszkadza.
Strefa obejmie tylko ścisłe centrum – kilka ulic między dworcem a ulicą Francuską. Ulice graniczne w większości pozostaną poza zakazem, a ruch w tej części miasta i tak jest już mocno ograniczony.
Kto faktycznie odczuje zakazy
Ograniczenia dotkną bardzo wąskiej grupy kierowców. Mieszkańcy Katowic i całej Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, którzy już teraz posiadają stare auto, nie odczują żadnych konsekwencji. Zakazy dla nich zaczną obowiązywać dopiero od samochodów rejestrowanych po 29 czerwca 2026 roku.
Pierwsze realne ograniczenia obejmą tylko samochody benzynowe starsze niż z 2000 roku oraz diesle sprzed 2005 roku. To pojazdy, których na polskich drogach zostało już naprawdę niewiele.
Kompromis zamiast konfliktu
Wiceprezydent Katowic Bogumił Sobula wprost nazywa przyjęte rozwiązanie kompromisem. Miasto chciało uniknąć społecznego konfliktu, który pochłonął Kraków. Uchwała ma trafić do rady miasta do końca kwietnia, a strefa zacząć działać 29 czerwca 2026 roku.



