O co w tym wszystkim chodzi? Jak Kraków ma się właściwie rozwijać, skoro kluczowe decyzje dla losów miasta zapadają w środku nocy, gdy wszyscy na sali mają już wszystkiego serdecznie dość?
Pierwszy przykład z brzegu. Sesja zaplanowana na 18 marca zakończyła się po 2 w nocy. Po 15 godzinach obradowania.
Najważniejsze decyzje w środku nocy
Co więcej, obecnie sesje rady miasta Krakowa wyglądają tak, że najważniejszy moment wypada na końcu. Wcześniej, w trakcie tych długich godzin trwa dyskusja na poszczególne tematy, a dopiero na koniec sesji odbywa się głosowanie nad poszczególnymi projektami. Gdy niektórzy marzą już tylko o tym, by pójść do domu i wskoczyć do łóżka.
Ale to nie wszystko. Decyzją przewodniczącego Rady Miasta Krakowa, Jakuba Koska w tym roku sesje odbywają się rzadziej niż w latach ubiegłych. Radni spotykają się raz na miesiąc. – Jesteśmy jedynym miastem, które nadal miało tak często sesje. Nawet teraz, po zmniejszeniu liczby sesji do 14 będziemy w ścisłej czołówce pod względem liczby sesji w kraju – mówił Kosek pod koniec roku, argumentują decyzję dla naszego portalu.
Podsumowując. Sesje odbywają się rzadziej. Trwają po kilkanaście godzin. Kończą się grubo po północy, a właśnie wtedy zapadają najważniejsze decyzje. Nic dziwnego, że radni po porannym podbiciu karty, opuszczają salę, chodzą na obiady, kolacje czy ploteczki w kuluarach. Można kpić, ale kto wysiedziałby kilkanaście godzin z pełną bystrością umysłu, by na koniec umieć podjąć właściwe decyzje?
To przecież jest absurdalne.
Radni nie wiedzą nad czym głosują
A potem mamy takie kwiatki, jak choćby głosowanie nad Strefą Czystego Transportu. Niektórzy radni byli potem zaskoczeni końcowym kształtem projektu za którym przecież zagłosowali.
Naprawdę trudno zrozumieć, dlaczego najważniejsze decyzje dla miasta mają być podejmowane w takich warunkach. Skoro tych spraw jest tak wiele, dlaczego radni nie mogą spotykać się częściej i pracować w ludzkich warunkach?
Gdy zapadła decyzja o zmniejszeniu liczby sesji, nie brakowało głosów, że chodzi o sprawy zawodowe radnych. – Koalicja Obywatelska nie ukrywa, że tu głównie chodzi o… ich pracę zawodową. Dla nich problematyczne jest to, że muszą się tak często zwalniać z pracy. Dwie sesje w miesiącu, do tego dwie komisje. I to jest powód. Nie kwestie krakowskie, publiczne czy mieszkańców, ale komfort pracy radnych – mówił portalowi KR24.pl w grudniu Michał Drewnicki.
Rada Miasta Krakowa. Czas na zmiany
Piotr Bartosz, jeden z liderów akcji referendalnej, złożył w lutym petycję do Jakuba Koska, by ten zmienił plan sesji. Aby głosowania odbywały się w trakcie sesji, bezpośrednio po omówieniu danego problemu.
Zwracał w piśmie uwagę na to, że obecny układ jest wygodny dla radnych, którzy przychodzą rano na sesję, a potem wracają dopiero pod koniec, by zagłosować zgodnie z linią klubu. A przecież w trakcie sesji na sali często pojawiają się mieszkańcy, by powiedzieć o swoich problemach.
″Niestety niejednokrotnie dyskusja nad projektami uchwał toczy się pod nieobecność wielu radnych. Zdajemy sobie sprawę, że radni często podejmują inne czynności zawodowe i z ich punktu widzenia przyjście pod koniec sesji, zagłosowanie i odebranie diety radnego jest optymalne. Jednak radni powinni służyć mieszkańcom i na dzień sesyjny powinni być w pełni do ich dyspozycji″ – czytamy w piśmie.
To ostatni moment, by zrobić porządek w radzie miasta Krakowa.
– Oczywiście, jeśli ten harmonogram nie będzie się sprawdzał, możemy go zmodyfikować. Możemy zwoływać sesje nadzwyczajne, a i zwyczajne także, całkowicie poza harmonogramem. Wierzę, że taki tryb będzie dobry – mówił nam w grudniu Kosek. Czas działać.
Mateusz Miga



