----- Reklama -----

Prezydent Krakowa trochę przesadził? Porównuje prorosyjski rząd do referendum

FK
FK

Aleksander Miszalski skomentował wyniki wyborów na Węgrzech i wyciągnął z nich wnioski dla siebie. Tyle że zestawienie krakowskiej polityki z węgierskim starciem demokracji z autorytaryzmem budzi poważne wątpliwości.

Magyar pokonał Orbána, a Miszalski wyciąga lekcję dla Krakowa

W niedzielę 12 kwietnia Węgrzy poszli do urn w rekordowej liczbie. Frekwencja była najwyższa w historii kraju. Opozycyjna partia TISZA pod wodzą Pétera Magyara zdobyła ponad 53 procent głosów i zdeklasowała Fidesz Viktora Orbána, który rządził Węgrami od 2010 roku. Fidesz, wielokrotnie oskarżany o prorosyjskie sympatie, uzyskał niespełna 38 procent. Orbán sam przyznał się do porażki.

Na wyniki zareagował między innymi prezydent Krakowa. Aleksander Miszalski napisał w mediach społecznościowych: „Wybory na Węgrzech pokazały, jak ważny jest głos obywateli i odpowiedzialne decyzje wyborców. Dla mnie to ważna lekcja również na poziomie lokalnym. W Krakowie każdego dnia pracujemy nad konkretnymi rozwiązaniami i długofalowym rozwojem miasta.”

Zestawienie, które nie trzyma się kupy

Problem polega na tym, że Miszalski porównał się do Magyara, a zarządzanie Krakowem do starcia z politykiem, który przez lata rozkładał węgierską demokrację, blokował unijne sankcje wobec Rosji i osobiście zapewniał Putina o swojej dyspozycyjności. Bloomberg ujawnił zapis rozmowy telefonicznej, w której Orbán mówił do Putina wprost: „Nasza przyjaźń wzniosła się na tak wysoki poziom, że mogę pomóc w każdy możliwy sposób. W każdej sprawie, w której mogę być pomocny, jestem do pańskiej dyspozycji.”

Prezydentura Krakowa i obrona węgierskiej demokracji przed autorytaryzmem popieranym przez Moskwę to dwie zupełnie różne skale i dwa zupełnie różne konteksty. Miszalski nie mierzy się z żadnym Orbánem. Nie prowadzi miasta, które straciło wolność prasy, niezależność sądów ani dostęp do unijnych funduszy. Porównanie brzmi jak próba wpisania się w wielki moment historyczny trochę na wyrost.

Lekcja z Węgier jest poważna. Kraków to nie Węgry

Wygrana Magyara rzeczywiście niesie ważne przesłanie: wyborcy mogą odsunąć od władzy nawet ugruntowany autorytaryzm, jeśli pójdą do urn w odpowiedniej liczbie. To jest lekcja dla całej Europy. Ale żeby ją odrobić, trzeba najpierw przyznać, że chodzi o coś więcej niż lokalną politykę i budżet komunalny.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *