Radny z klubu Łukasza Gibały może mieć poważne kłopoty. Grzegorz Stawowy z Koalicji Obywatelskiej w rozmowie z naszym portalem twierdzi, że jeden z jego przeciwników politycznych zarabia w krakowskiej knajpie, ale nie wpisał tego do oświadczenia majątkowego.
Stawowy wie, gdzie pracuje radny
Szef klubu KO nie pozostawia złudzeń. W rozmowie z KR24.pl wskazał:
„Wiemy, który radny od Łukasza Gibały pracuje w knajpie, nie zgłaszając dochodów z tego źródła w oświadczeniu majątkowym. Wiemy nawet, gdzie ta knajpa jest, przy jakiej ulicy. No… chyba, że polewa jako wolontariusz?”
Żaden radnych Krakowa Dla Mieszkańców w oświadczeniu majątkowym nie wykazał dochodów z pracy w barze czy restauracji. Albo nikt tam nie pracuje, albo ktoś celowo zataił prawdę.
Grozi nawet osiem lat więzienia
Jak zauważył portalKanał Krakowski sprawa może skończyć się w prokuraturze. Oświadczenie majątkowe składa się pod odpowiedzialnością karną. Kto zataja swoje dochody, popełnia przestępstwo z artykułu 233 kodeksu karnego. Za fałszywe oświadczenie grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Czy radny pracował za darmo?
Prawo przewiduje wyjątki. Przestępstwa nie popełnia się, gdy błąd dotyczy niewielkiej kwoty lub jest nieumyślny. Problem w tym, że regularna praca w lokalu gastronomicznym to nie drobne przeoczenie.
Radni atakują się nawzajem
Stawowy ujawnił też inne wątpliwości wobec klubu Gibały. Jeden z radnych oficjalnie zarabia tylko pięćset złotych rocznie, ale nie wygląda na biednego. Inny nigdzie nie pracuje, a też nie żyje skromnie. Szef klubu Gibała nie ma pracy, ale jego roczne dochody sięgają pół miliona złotych.
„Ludzie, którzy atakują wszystkich po kolei, wymuszają kontrreakcję. W związku z powyższym Koalicja też zaczęła się interesować, co robią poszczególni radni” – wyjaśnia Stawowy.
Czy sprawa trafi do prokuratury? Czy padnie konkretne nazwisko radnego?



