Przez lata milczały. Teraz przemówiły. Dokumenty z krakowskiej kurii i Instytutu Pamięci Narodowej rozstrzygają jedną z najbardziej kontrowersyjnych spraw w historii polskiego Kościoła.
Co kryły archiwa?
Dziennikarze „Rzeczpospolitej” jako pierwsi uzyskali dostęp do archiwów krakowskiej kurii po ich ponownym otwarciu. Przeprowadzili szczegółową kwerendę dokumentów, które przez dekady pozostawały niedostępne. Przeanalizowali również zasoby Instytutu Pamięci Narodowej.
Wyniki badań są jednoznaczne. Nie ma żadnych dowodów na to, że kardynał Karol Wojtyła tuszował przestępstwa seksualne popełniane przez podległych mu duchownych.
Co zrobił Wojtyła, gdy dowiedział się o przestępstwach?
Dokumenty pokazują, że metropolita krakowski działał szybko. Gdy otrzymywał informacje o przestępczej działalności księdza, natychmiast zawieszał go w obowiązkach. Nie przenosił go do innej parafii. Nie ukrywał sprawy.
W 1969 roku Wojtyła wysłał księdza podejrzewanego o krzywdzenie dzieci na badania psychiatryczne. Jak podkreśla „Rzeczpospolita”, była to decyzja ponadstandardowa jak na tamte czasy.
Wyroki sądowe i kościelne szły w parze
Archiwa zawierają dokumentację dotyczącą między innymi księży Eugeniusza Surgenta i Józefa Loranca. Obaj zostali skazani w latach 70. na kary więzienia za seksualne wykorzystanie dzieci. Z akt wynika, że decyzje Wojtyły o zawieszeniu duchownych często poprzedzały działania prokuratury. Po odbyciu kary żaden z nich nie wrócił do posługi kapłańskiej.




