Małopolska kupuje 25 nowych pociągów, które mają być wykorzystywane także w sytuacjach kryzysowych. Ale i one nie pojadą, jeśli zabraknie prądu.
Tegoroczna zima mocno dała się we znaki kolejarzom. Totalny paraliż na Pomorzu Zachodnim doprowadził do kolejowego „odcięcia” Szczecina i Świnoujścia od reszty kraju. Między 25 do 27 stycznia elektryczne pociągi nie mogły tam dotrzeć, a spalinowych lokomotyw nie było na tyle, by przeciągnąć od razu wszystkie składy. Sytuację nieco uratowała decyzja, by dalekobieżne składy obsługiwały przez pewien czas każdą stację na trasie.
Nowe pociągi na czasy kryzysu
Okazało się, że podatna na działanie mrozu jest nie tylko infrastruktura, lecz i tabor – zwłaszcza elektryczne zespoły trakcyjne (EZT), czyli pociągi o wspólnej przestrzeni pasażerskiej, takie jak Pendolino, Darty czy Flirty. A takich pociągów jest dziś najwięcej.
Małopolska kupuje właśnie 25 nowych pociągów, które mają być wykorzystywane także w czasach kryzysowych. Pociągi będą tak skonstruowane, by dało się je efektywnie wykorzystać także w kryzysowych sytuacjach, jak klęski żywiołowe czy inne warunki niepokoju. Wtedy może być potrzeba przetransportowania dużych potoków ludności, a pociągi powinny mieć dodatkowe funkcje jak choć demontowane fotele, by można było w tych miejscach przewozić nosze.
Unia nie zgodziła się na lokomotywy spalinowe
Co jednak z tego, skoro będą to tradycyjne elektryczne składy, które mogą być zupełnie bezużyteczne w sytuacjach naprawdę kryzysowych, gdy będzie brakować prądu.
Okazuje się, że Małopolska chciała zakupić tabor hybrydowy lub po prostu lokomotywy z napędem dieslowskim, ale… nie zgodziła się na to Unia Europejska. Co, gdy braknie prądu? Koleje będą korzystać ze spalinowych lokomotyw, które pozostają w taborze PKP Intercity czy Cargo. Koleje Małopolskie mają dwie takie lokomotywy, ale to zdecydowanie za mało na poważniejszy kryzys.
A więc ekologia najważniejsza. Nawet, jeśli miałoby to skutkować utknięciem setek tysięcy ludzi w obliczu zagrożenia.



