Jestem samotnym tatą. Zrobiłem dzieciom już 500 śniadań. To nie jest proste, ale nie zamieniłbym tego na żadną inną sytuację.
Skończyłem z tym. I czuję się, jakbym odstawił używkę. Coś, co odurzało mnie przez ostatnie miesiące. Coś, co dawało mi złudne uczucie, że szczęście jest tuż za rogiem. Jeszcze chwila, jeszcze jedno kliknięcie, kilka wiadomości i już je złapiesz.
A potem wszystko pryska, jak bańka mydlana.
Tinder jak zdrapki
To trochę jak z grą w lotto albo wiarą w zdrapki. Tłumaczyłem to moim dzieciom. Idziesz do kiosku z wielkimi nadziejami. Dopamina buzuje. Żyjesz nadzieją, że oto za chwilę twoje życie ulegnie całkowitem odmianie. Nie musisz wiele robić. Poskrobiesz monetą albo paznokciem, ujrzysz wymarzone symbole i ot, stało się. Witaj nowy ja.
Koniec tej opowieści jednak jest inny. Wymarzone symbole się nie ukazują. Czytasz napis: „Spróbuj raz jeszcze”. Znów. I w tym jednym momencie zaczynasz boleśnie spadać w dół. Z wysoka, bo przecież jeszcze chwilę temu wierzyłeś, że oto zaczyna się coś nowego. A teraz lecisz w dół i musisz tylko uważać na to, by nie pobrudzić ubrania.
A więc tak. Na początku byłeś sfrustrowany. Dlatego kupiłeś los. Potem szybowałeś, bo będzie pięknie. A na koniec byłeś jeszcze bardziej wk*wiony niż na starcie. Bilans ujemny.
Taka huśtawka towarzyszyła mi na Tinderze, który dziś wydaje się nam normalną przestrzenią do poznawania nowych ludzi. I już nie piszę o znajomościach z Tindera, które faktycznie przeniknęły do świata rzeczywistego, a na koniec – z różnych powodów – okazywało się, że nic z tego.
Kraków lepszy od Tindera?
Mówię o tych dających nadzieję, ale znikających potem jak bańka mydlana. Bo druga strona po prostu przestała odpisywać. Bo oceniła cię niesprawiedliwie na podstawie jednego wpisu. Bo akurat w tym momencie pisała z czternastoma innymi facetami. Bo w końcu pokazała prawdziwe zdjęcie. Bo, bo, bo… Powodów jest cała masa. A efekt podobny. Z dopaminowego szczytu lecisz prosto w przepaść.
Więc szybko szukasz nowej drogi, by znów poczuć coś pozytywnego. I tak mielą cię te tryby.
I żeby być szczerym. To działa w obie strony. Też zdarzało mi się przerywać korespondencję, gdy nie czułem, że to się klei. To jest bezwzględny świat, w którym więcej jest cierpienia i rozczarowania niż faktycznej nadziei na lepsze jutro.
Na szczęście żyjemy w Krakowie a nie Polkowicach. Tu jest tyle możliwości, by wyjść i spotkać drugiego człowieka. Oczywiście, nie jest łatwo i w „realu” też czeka nas sporo rozczarowań. Ale nie będzie to przynajmniej przypominać gry na loterii.
Cykl 500 śniadań można znaleźć właśnie tutaj.
Teksty w dziale publicystyka są subiektywną formą literacką wyrażającą zdanie autora, które nie musi pokrywać się ze zdaniem redakcji.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas na Facebooku!




