Górnik Zabrze pokonał Cracovię 3:0 w meczu 27. kolejki ekstraklasy. Krakowianie zagrali mocno osłabieni i zapłacili za to wysoką cenę. Porażka znów stawia pod znakiem zapytania ich przyszłość w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Pasy bez kluczowych graczy
Trener Luka Elsner nie mógł liczyć na kilku podstawowych piłkarzy. Mateusz Klich został z żoną w szpitalu – spodziewa się ona dziecka. Oskar Wójcik, Marcin Minczew i Mateusz Praszalik pauzowali z powodu kontuzji mięśniowych. Do składu musieli wejść Beno Selan i Jean Batoum, którzy grali od pierwszej minuty po raz pierwszy w sezonie.
Błąd bramkarza otworzył wynik
Cracovia zaczęła mecz obiecująco i to ona przez pierwsze minuty dyktowała warunki gry. Ajdin Hasić minął słupek z dobrej pozycji, a Górnik wyglądał blado. Wynik otworzył jednak przypadkowy gol – Sebastian Madejski odbił strzał Maksyma Chłania, ale piłka trafiła wprost pod nogi Yvana Ikii Dimiego, który z metra wbił ją do siatki. Sam bramkarz przyznał po meczu, że zawalił.
Rakoczy dobił Krakowian
Cracovia szukała wyrównania, jednak w 78. minucie Jarosław Kubicki trafił głową na 2:0. Cztery minuty później były piłkarz Cracovii Michał Rakoczy, ledwo wszedłszy na boisko, uderzył pięknie pod poprzeczkę i ustalił wynik na 3:0. Kibice z Krakowa mogli poczuć się tym trafieniem podwójnie dotknięci.
Pytanie o utrzymanie
Cracovia traci kolejne punkty w trudnym momencie sezonu. Osłabienia kadrowe zdarzają się każdemu, ale taka seria nieobecności w tak ważnym meczu pokazuje, jak kruchy jest obecny skład „Pasów”. Czy Cracovia zdoła zebrać się przed końcem sezonu i zapewnić sobie miejsce w ekstraklasie na kolejny rok – to pytanie, które coraz głośniej zadają kibice przy Kałuży.










