Co będzie następne? Panowie stoczą bitwę na Pokemony? A może zagrają w klasy? Bo aktualnie kłócą się… kto komu kupuje lajki na Facebooku.
Farma botów zamiast prawdziwych wyborców
Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa, oskarżył swoich przeciwników politycznych o kupowanie botów w mediach społecznościowych. Według niego ktoś zapłacił za sztuczne konta, które mają udawać jego zwolenników i lajkować jego wpisy.
„Jak niepewnym swoich racji i argumentów trzeba być, żeby sięgać do takich metod. Od wczoraj ktoś «życzliwy» zapłacił za farmę botów, które udając moich sympatyków lajkują moje wpisy” – napisał Miszalski na swoim profilu.
Prezydent domaga się fair play
Miszalski apeluje do organizatorów referendum o uczciwą kampanię. Wzywa ich, żeby przestali stosować metody, które określa jako „brudną kampanię”.
„Panowie, walczcie fair i nie sięgajcie po «tanie» prowokacje. Boty podszywające się pod moich sympatyków, próba łączenia mnie z aktami agresji wobec osób zbierających podpisy, manipulacja faktami – to są metody, którymi się brzydzę” – dodał prezydent.
Kłótnia o lajki zamiast pracy dla miasta
Niedawno to organizatorzy referendum wcześniej zarzucali Miszalskiemu, że ma same negatywne reakcje pod swoimi wpisami. Teraz role się odwróciły – prezydent oskarża ich o kupowanie sztucznych polubień.
Podczas gdy politycy przerzucają się oskarżeniami o boty i farmy troli, mieszkańcy Krakowa mogliby oczekiwać, że ich wybrani przedstawiciele zajmą się faktycznymi problemami miasta. Od tego w końcu są politycy, żeby rządzić, a nie prowadzić wojny na lajki w internecie.



