Wisła Kraków przyjechała do Łodzi po przełamanie i miała je blisko. Po rzucie karnym z VAR Angel Rodado trafił jednak w poprzeczkę, a prowadzenie w meczu z Widzewem przepadło.
Wisła bez wyjazdowej wygranej
Przed piątkowym meczem krakowianie mieli za sobą pięć wyjazdów bez zwycięstwa. Z 17 punktów aż 15 zdobyli u siebie, a na obcych boiskach tylko dwa. W poprzedniej kolejce przegrali 0:2 z Legią w Warszawie. Rywal wydawał się wygodny, bo Widzew jest jedyną drużyną w lidze bez wygranej przed własną publicznością. Trener Mariusz Jop zapowiadał, że to dobry moment na zmianę serii. Wisła grała bez Macieja Kuziemki, Jeremy’ego Guillemenota i Marko Bozicia.
Karny po analizie VAR
Przełom mógł nastąpić po godzinie gry. Jakub Krzyżanowski strzelał z kilku metrów, a w polu karnym piłkę zatrzymał ręką Ricardo Visus. Sędzia Marcin Szczerbowicz podyktował jedenastkę dopiero po wezwaniu do monitora. Do piłki podszedł Rodado, najlepszy strzelec Wisły. Uderzył mocno, ale w poprzeczkę. Hiszpan był po tej sytuacji zły na samego siebie.
Przewaga bez efektu
Wisła była w Łodzi zespołem lepszym, ale brakowało jej skuteczności. W pierwszej połowie groźnie strzelali Alan Uryga i Rodado, a w doliczonym czasie napastnik miał dwie okazje. Najpierw próbował z rzutu rożnego, potem z kilku metrów posłał piłkę obok bramki. Widzew odpowiedział raz, ale strzał Jusufa Gazibegovicia z dystansu odbił na poprzeczkę Marcel Łubik. Mecz na kilka minut przerwano, bo kibice gospodarzy odpalili race i boisko zasnuł dym.







