Znajomy z UJ kupił w zeszłym roku swojego pierwszego Opla Corsę. Miał na nią dokładnie 9800 złotych, co przy krakowskich cenach wynajmu i kosztach życia oznaczało kilka miesięcy oszczędzania. Ogłoszenie wyglądało obiecująco, przebieg 127 tysięcy kilometrów, właściciel podkreślał że auto było garażowane i serwisowane w ASO. Dwa tygodnie po zakupie okazało się że silnik zjada litr oleju na tysiąc kilometrów, a mechanik z Nowej Huty stwierdził że przy takim zużyciu rzeczywisty przebieg to pewnie bliżej 200 tysięcy. Znajomy próbował jeszcze dodzwonić się do sprzedawcy, ale numer był już nieaktywny.
Ta historia nie jest wyjątkowa i właściwie powtarza się co roku wśród nowych studentów szukających pierwszego samochodu. Kraków ma obecnie około 137 tysięcy studentów rozsianych po kilkudziesięciu uczelniach, od Uniwersytetu Jagiellońskiego przez AGH po dziesiątki mniejszych szkół prywatnych. Znaczna część z nich przyjechała z mniejszych miejscowości i prędzej czy później staje przed pytaniem o własny samochód. Transport publiczny w mieście działa nieźle, ale weekendowe wypady do domu, letnie wyjazdy czy po prostu możliwość robienia zakupów poza centrum szybko sprawiają że auto staje się koniecznością. Problem w tym że studencki budżet rzadko pozwala na więcej niż 10 do 15 tysięcy złotych, a to segment rynku gdzie oszuści polują najchętniej.
Dane carVertical pokazują że w przedziale cenowym do 5 tysięcy euro, czyli mniej więcej 21 tysięcy złotych, aż 7.5 procent samochodów ma sfałszowany przebieg. Kiedy mówimy o autach kosztujących od 5 do 10 tysięcy euro statystyka spada nieznacznie do 6.5 procent. Może się wydawać że to niewiele, ale oznacza to że mniej więcej co trzynasty lub piętnasty najtańszy samochód na rynku ma przekręcony licznik. Jeśli student przegląda kilkanaście ogłoszeń, prawdopodobieństwo natrafienia na oszustwo jest całkiem wysokie. Co gorsza, kupujący budżetowe auto często nie ma doświadczenia które pozwoliłoby mu wychwycić sygnały ostrzegawcze.
Matas Buzelis z carVertical tłumaczy że paradoks tanich aut polega na tym że ludzie wybierają je żeby zaoszczędzić pieniądze, ale właśnie przez to często przepłacają najbardziej. Ktoś kto wydaje 50 tysięcy na samochód zwykle sprawdza go dokładniej, zabiera mechanika na oględziny, negocjuje z pozycji siły. Student z dziesięcioma tysiącami w kieszeni często spieszy się, boi się że okazja ucieknie, i podejmuje decyzję emocjonalnie. Sprzedawcy doskonale o tym wiedzą i celują właśnie w takich kupujących.

W Polsce sytuacja jest dodatkowo skomplikowana przez specyfikę rynku. Według badań carvertical.com/pl/historia-pojazdu 62.1 procent wszystkich sprawdzanych u nas samochodów ma odnotowane uszkodzenia w historii, co plasuje nas w europejskiej czołówce pod względem odsetka pojazdów z przeszłością kolizyjną. To nie znaczy, że każde auto było rozbite na kasację, ale oznacza że większość ma jakieś ślady przeszłych zdarzeń. Dla kupującego tanie auto problem jest podwójny, bo samochody w tej półce cenowej są zwykle starsze, mają wyższy przebieg i statystycznie więcej czasu na zebranie różnych szkód. A jednocześnie to właśnie przy tych autach sprzedawcy najczęściej maskują historię.
Mechanik z warsztatu na Zabłociu, który od piętnastu lat naprawia studenckie graty, powiedział mi że sezon najbardziej intensywny zaczyna się we wrześniu i październiku, kiedy nowi studenci zjeżdżają do Krakowa. Każdego roku trafia do niego kilkanaście przypadków aut kupionych w pośpiechu, gdzie problemy ujawniają się w ciągu pierwszych tygodni. Najczęściej są to sprawy związane z silnikiem lub skrzynią biegów, które wymagają napraw za kilka tysięcy złotych. Czasem auto okazuje się w ogóle nie do uratowania i student zostaje bez samochodu i bez pieniędzy. Mechanik dodał że w większości tych przypadków wystarczyłoby trochę więcej ostrożności przed zakupem.
Na co konkretnie zwrócić uwagę szukając pierwszego auta w budżecie studenckim? Przede wszystkim na zbyt niską cenę w stosunku do rocznika i wyposażenia. Jeśli dwunastoletnia Toyota Yaris z przebiegiem 100 tysięcy kosztuje wszędzie 15 do 18 tysięcy, a ktoś oferuje taką za 9 tysięcy, to nie jest okazja tylko czerwona flaga. Sprzedawcy oferujący podejrzanie tanie auta często liczą na szybką transakcję zanim kupujący zdąży cokolwiek sprawdzić. Drugą rzeczą jest wnętrze pojazdu, a konkretnie zużycie kierownicy, dźwigni biegów i pedałów. Auto z przebiegiem 80 tysięcy kilometrów nie powinno mieć wytartej kierownicy do połysku ani przetartych nakładek na pedałach. Jeśli te elementy wyglądają na starsze niż wskazuje licznik, prawdopodobnie licznik kłamie.
Sprawdzenie numeru VIN przed zakupem kosztuje dosłownie kilkadziesiąt złotych i może oszczędzić tysiące. Raport historii pojazdu pokaże czy auto było rejestrowane w innych krajach, czy miało odnotowane szkody, czy przebieg zgadza się z wcześniejszymi wpisami serwisowymi. Dla studenta te kilkadziesiąt złotych to pewnie jeden wyjazd mniej na piwo, ale potencjalna strata przy zakupie złego auta to kilka miesięcy pracy. Matematyka jest prosta.
Jest jeszcze kwestia specyficznie krakowska, czyli Strefa Czystego Transportu która od niedawna ogranicza wjazd starszych diesli do centrum miasta. Student kupujący dziś samochód powinien pomyśleć czy za rok lub dwa będzie mógł nim w ogóle dojechać na uczelnię. Stare diesle w kategorii Euro 3 i niższej już teraz mają ograniczenia, a przepisy będą się zaostrzać. Paradoksalnie to sprawia że część sprzedawców stara się teraz szybko pozbyć starych samochodów z silnikami wysokoprężnymi i student może wpaść w pułapkę kupując pozornie tanie auto które za chwilę straci większość wartości i użyteczności.
Najrozsądniejszym wyborem dla kogoś z budżetem 10 tysięcy złotych jest zwykle kilkunastoletni kompakt z benzynowym silnikiem o pojemności od 1.0 do 1.4. Toyota Yaris, Honda Jazz, Mazda 2 czy Suzuki Swift to modele które mają opinię trwałych i tanich w eksploatacji. Części są dostępne, mechanicy znają te auta na pamięć, a nawet jeśli coś się zepsuje to naprawa nie zrujnuje studenta. Ważniejsze niż marka jest jednak konkretny egzemplarz. Piętnastoletni Yaris z kompletną historią serwisową i przebiegiem 180 tysięcy będzie lepszym wyborem niż dziesięcioletni z przebiegiem 90 tysięcy ale bez żadnej dokumentacji.
Moim zdaniem student szukający pierwszego auta powinien przede wszystkim wyłączyć emocje i potraktować zakup jak projekt. Zebrać listę kilkunastu potencjalnych kandydatów, sprawdzić VIN każdego z nich, odrzucić te z podejrzaną historią, umówić się na oględziny tylko do tych które przeszły wstępną selekcję, i zabrać ze sobą kogoś kto zna się na samochodach. To wymaga czasu i cierpliwości, ale alternatywą jest ryzyko że te ciężko zaoszczędzone pieniądze trafią do kogoś kto zarabia na naiwności młodych kupujących.



