Marcyś musi mieć amputowane łapy. Szanse na przeżycie są niewielkie
Królik znaleziony w środę wieczorem na placu zabaw w Krakowie przechodzi dziś operację ratującą życie. Lekarze muszą amputować mu tylne łapy. Bez zabiegu zwierzę nie ma szans, ale wyniszczony organizm może nie wytrzymać operacji.
Postępujące zakażenie zagraża życiu
Stan Marcysia dramatycznie się pogorszył. Na łapach pojawiło się zakażenie, które rozwija się bardzo szybko. Lekarze obawiają się sepsy, która może zabić zwierzę w każdej chwili.
Krakowskie Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami stanęło przed trudną decyzją. Amputacja to jedyna szansa, choć królik może nie przeżyć zabiegu. Jego organizm jest skrajnie wychudzony i osłabiony.
Ktoś skatował go i porzucił
Mieszkanka Krakowa znalazła królika pod krzakiem w Ogrodzie Kasztanowym, tuż obok Dworca Głównego. Zwierzę miało obcięte uszy, głęboką ranę na grzbiecie i połamane łapy. Wszystko wskazuje na to, że ktoś celowo je skatował.
Weterynarz potwierdził, że to nie był atak innego zwierzęcia. Uszy obcięto równo, na tej samej wysokości. Rana na grzbiecie ma około 4 centymetrów, widać przez nią mięśnie. Prawa łapa jest złamana, lewa zwichnięta.
Ciągnie się po klatce, ale nie poddaje się
Mimo okrutnych obrażeń Marcyś walczy. Od pierwszego dnia w lecznicy zaczął jeść i pić. Przemieszcza się po klatce, ciągnąc za sobą okaleczone tylne łapy.
KTOZ zapewnia, że będzie walczyć o niego do końca. Organizacja szuka też świadków, którzy mogą coś wiedzieć o pochodzeniu zwierzęcia lub osobie odpowiedzialnej za skatowanie.



