5. Małopolski Festiwal Podróżniczy 50°N. Gościem będzie wybitny polski wspinacz Krzysztof Wielicki 

KS
KS

Krzysztof Wielicki 45 lat temu stanął na szczycie Mount Everest. Legenda wspinaczki będzie gościem specjalnym podczas Małopolskiego Festiwalu Podróżniczego 50N, który swój Prolog rozpocznie w Bochni. 

Krzysztof Wielicki jest piątym człowiekiem na Ziemi, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Na trzy szczyty: Mount Everest, Kanczendzongę i Lhotse wszedł zimą jako pierwszy. Krzysztof Wielicki już 10 kwietnia wystąpi w Bochni podczas Prologu 5. Małopolskiego Festiwalu Podróżniczego 50°N. 

Wywiad z Krzysztofem Wielickim

Alicja Głów przeprowadziła wywiad z legendą wspinaczki, która w 1980 roku stanęła na szczycie Mount Everest razem z Leszkiem Cichym. 

Alicja Głów: To dla polskiego himalaizmu i dla Ciebie wyjątkowy rok. Dokładnie 17 lutego obchodziliśmy 45. rocznicę pierwszego zimowego zdobycia Mount Everestu. Jak wspominasz tamtą wyprawę? 

Krzysztof Wielicki: Już zapomniałem, to było tak dawno. Po Evereście się tak wiele rzeczy zdarzyło w górach, moich rzeczy, że ten Everest się zaciera. Niemniej przy okazji takiego 45-lecia trzeba sobie trochę spraw przypomnieć. Chyba coś w tym było, coś ważnego, że my weszliśmy na Everest zimą. Nie dlatego, że ja szedłem, czy Leszek, bo jak wiadomo to Polacy weszli, a nie Cichy i Wielicki. To miało i ma znaczenie, a szczególnie w latach 80. miało, że zdobyliśmy najwyższy szczyt Ziemi zimą. To dało naszym wszystkim przyjaciołom z innych klubów pewną wiedzę, że można zimą się wspinać i to na ośmiotysięczniki, nawet na najwyższy. Uważam, że ta eksploracja zimowa, teraz tak patrzę z dystansu, może by się nie rozwinęła tak, jak się rozwinęła, gdybyśmy nie weszli na Everest.  

Lodowi wojownicy – kiedy to określenie zyskaliście? Czy właśnie zaraz po zdobyciu Everestu? 

To była nieformalna nazwa, taki „nickname”. Chyba to Angole wymyślili, gdzieś w połowie lat 80., kiedy już mieliśmy sześć szczytów zimą zdobytych. To oni wtedy użyli „The Ice Warriors” – Lodowi Wojownicy, no i tak zostało. Fajny przydomek, lepiej być lodowym niż letnim wojownikiem. Przynajmniej dla mnie, bo ja zawsze kochałem zimę.  

Powiedziałeś, że Everest był tak dawno temu i że tak dużo dla Ciebie wydarzyło się od tamtego czasu w górach. Która wyprawa, który szczyt właśnie z Twojego punktu widzenia, takiego osobistego, jest najbardziej znaczący? 

Osobiste… to jednak Nanga Parbat, czyli ostatni szczyt do Korony (red. Himalajów i Karakorum). To z wiadomych względów, dlatego że byłem tam kompletnie sam, nikogo nie było. Musiałem podjąć tą decyzję: „iść, nie iść, iść, nie iść”. Do dzisiaj nie umiem zrozumieć, dlaczego ja się zdecydowałem, bo według pewnych prawideł uprawiania alpinizmu to absolutnie nie powinienem takich rzeczy robić. Ja miałem tylko zdjęcie czarno-białe ściany. Nikogo tam nie było, nie było żadnej wyprawy. Jeszcze wcześniej myślałem, że może dołączę do kogoś, ale w ‘96 roku wszyscy zrezygnowali. Wyprawa się nie kojarzy z taką sytuacją, że przychodzi facet z plecakiem jeden, sam no i będzie zdobywał górę. Nie rozczulając się, nie zastanawiałem się bardzo nad szansami, nad tym, czy powinienem, nad bezpieczeństwem. Jak wszedłem w pierwszy uskok, to już powiedziałem, że się nie cofam.  

Iść, nie iść – to jeden dylemat. A czy miałeś kiedykolwiek taki moment, w którym postawiłeś sobie pytanie wrócę, nie wrócę? 

Nie, nigdy nie miałem takiej sytuacji. Ja tak zawsze wierzyłem, że wrócę. To jest takie do końca nieuprawnione. Ale ja nigdy nie zakładałem takiej sytuacji, że ja nie wrócę, nie ma takiej możliwości. Taka wiara w siebie, oczywiście ona nie z próżni się bierze, tylko poparta jest doświadczeniami wieloletnimi. To wtedy człowiek bardziej ufa sobie, wierzy, bo zna mniej więcej swój limit. Niektórzy twierdzili, że to ryzykanctwo, niektóre moje wyjścia solowe. Ja im wtedy tłumaczę, że owszem, może nie ryzykanctwo, ryzyko, to tak. Bo alpinista sadza się na ryzyku, ale ryzykanctwo byłoby na przykład wtedy, kiedy próbowałbym robić Dhaulagiri czy Shisha Pangmę  solo, nie wiem w drugim roku wspinania lub w trzecim, ale po 20 latach wspinania to jednak już nie jest ryzykanctwo, w mojej opinii, tylko ryzyko. 

Mówisz o ryzyku, o własnych limitach – po co jeszcze rusza się solo na szczyt? 

Emocje, ja muszę mieć dużo emocji. To jest jedno, a drugie wydaje mi się to jest też taka filozofia, którą uprawiałem wtedy pod tytułem: „Sprawdzam się”. Czasem człowiek ma taki stan ducha, który mówi sprawdzę się.  

A czego nauczyła cię, a może dalej uczy górska pasja? 

Cierpliwości przede wszystkim, takiego dystansu, bo zauważyłem, nie tylko ja, że góry się nie przewracają i można tam zawsze wrócić. Ja już sześć razy byłem pod K2, na Lhotse południowej ścianie trzy razy. To znaczy, że można wracać. Trzeba umieć w pewnym momencie mieć pokorę trochę do gór, bo w końcu jest to tylko materia martwa. 

Nie wyobrażasz sobie swojego życia bez tej górskiej pasji? 

To jest pasja, z którą się umiera, nie da się z niej wycofać. Ja od pierwszego dotyku w  skałkach, jakiejś skałki, ścianki, wiedziałem, że to jest to i że z tego nigdy nie zrezygnuję. Mimo różnych ostrzeżeń, mieliśmy po drodze jakieś wypadki, jakiś pierwszy kręgosłup, potem drugi kręgosłup, ale to nie spowodowało u mnie zmiany chęci, zmiany pasji, bo nie da się. Ta pasja jest naprawdę śmiertelna, z nią się po prostu umiera. 

A jak dzisiaj wygląda Twoja pasja?  

Ograniczona oczywiście ze względu na fizjologię, wiek, chociaż jeszcze jest dobrze.  Ale pomyślałem, że ja już nie chcę na ośmiotysięczniki jeździć, niech tam inni młodzi jeżdżą i coś robią nowego, niech piszą historię. Myśmy już zapisali pewną. Ja mam taki komfort, że ja już nic nie muszę. W związku z tym, że skoro ja już nic nie muszę, no to wybieram coś, co mogę albo co chcę i lubię. A lubię być z przyjaciółmi, lubię być w górach, gdzie nikogo nie ma tak, jak kiedyś bywało, prawda w latach 70. czy 80. Dlatego wybieramy teraz głównie Pakistan, sześciotysięczne szczyty w Hunzie. Baza – siedzimy, śpiewamy, jemy, a potem idziemy się wspinać.  

Użyłeś dwóch słów, które budują tytuł Twojej prelekcji, z którą 10 kwietnia pojawisz się w Bochni, czyli Góry i Przyjaciele. Możesz rozwinąć temat i powiedzieć coś więcej, jakich opowieści można się spodziewać? 

Chciałem trochę więcej powiedzieć nie tylko o moich wejściach, ale o ludziach, którzy też w górach wiele rzeczy zrobili, z którymi się wspinałem. Nie wiem, czy ktoś o nich pamięta albo inaczej należy o nich przypominać. Uważam, że warto mówić o ludziach, których spotkaliśmy na swojej drodze, bo to jednak były wielkie przyjaźnie. Ludzie powinni się przyjaźnić, a w naszym ruchu ta przyjaźń to było jedno z ważniejszych uczuć. I chcę właśnie o tych przyjaciołach też coś powiedzieć. 

Z gór wysokich, z Pakistanu przejdźmy do Małopolski, gdzie mieszkasz. Masz tutaj jakieś swoje ulubione miejsca? 

W Małopolsce to Babia Góra, Turbacz, Jura Krakowsko-Częstochowska. Chociaż w skałach już się nie wspinam, bo mam problemy ze stawami, ale chętnie przebywam w skałach, to tak. Byłem w Kopalni Soli, oczywiście. I w ogóle wszystkim moim przyjaciołom zza granicy polecam, bo rzeczywiście to jest taki ewenement światowy, prawda? Nikomu się kopalnia nie kojarzy z solą. 

Małopolska ma dwie takie solne perełki w Bochni i Wieliczce. Na koniec naszej rozmowy poproszę o zaproszenie dla małopolskiej publiczności na Prolog Festiwalu 50N w Bochni, którego będziesz gościem.  

Chciałbym wszystkich zaprosić na spotkanie 10 kwietnia w Bochni. Będzie dużo o górach, o życiu, o przyjaciołach, o tych, co odeszli i o tych, co są, o naszych sukcesach, o Złotej Dekadzie, o przyjaźni przede wszystkim i o ludziach generalnie. Zapraszam. Krzysztof Wielicki. 

Małopolski Festiwal Podróżniczy

5. Małopolski Festiwal Podróżniczy 50°N rozpocznie się w czwartek (10.04) Prologiem w Bochni, gdzie gościem specjalnym będzie Krzysztof Wielicki. W dniach 11-13 kwietnia Festiwal odbędzie się w Kinie Wielicka Mediateka, To będzie długi weekend pełen podróżniczych spotkań i atrakcji. Piąta edycja imprezy odbywa się pod hasłem: inspirujemy, edukujemy, przybliżamy ŚWIAT.  

Więcej informacji można znaleźć na fanpage’u imprezy w portalu Facebook www.facebook.com/50NFestiwal oraz na stronie internetowej www.50n.pl

Tegoroczna edycja Małopolskiego Festiwalu Podróżniczego 50°N została objęta Patronatem Honorowym przez Panią Iwonę Gibas – Członka Zarządu Województwa Małopolskiego, a także Burmistrza Miasta i Gminy Wieliczka – Pana Rafała Ślęczkę oraz Burmistrza Miasta Bochnia – Panią Magdalenę Łacną. 

Partnerem Głównym Festiwalu 50°N jest Małopolska, Partnerami Organizacyjnymi zaś Wieliczka i Bochnia. Partnerem Strategicznym wydarzenia jest PKO Bank Polski, Partnerem Złotym – Ambasada Hiszpanii w Polsce. Partnerem Srebrnym jest Grupa Luzar. Wydarzenie wspierają także partnerzy: Turkish Airlines, Power Canvas, Wydawnictwo Bezdroża, MedAid KursyRatownictwa.pl, Kino Wielicka Mediateka, Mediateka Biblioteka Miejska w Wieliczce. 

Organizatorami wydarzenia są Stowarzyszenie PRO-TUR i Solne Miasto sp. z o.o., zaś Prologu Festiwalu w Bochni – Kino Regis. 

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *