Dużymi krokami zbliża się referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa i rady miasta. Środki na to trzeba znaleźć w miejskim budżecie. – To już Krakowianie i Krakowianki sami muszą ocenić, czy to jest sensowny wydatek – mówi Aleksander Miszalski.
To nie jest komfortowa sytuacja dla radnych. 24 maja ma się odbyć referendum w sprawie odwołania prezydenta Miszalskiego i rady miasta. Zgodnie z przepisami koszty referendum lokalnego pokrywa się z jednostki budżetu samorządu terytorialnego, którego ono dotyczy – przypomina Radio Kraków.
Skąd pieniądze na referendum?
A więc radni muszą znaleźć środki na referendum, które może zakończyć się ich odwołaniem. Oczywiście, nie będą to ich pieniądze. Będą to środki z budżetu miasta, a więc nas wszystkich. Mowa o kwocie około 4 mln zł.
We wtorek o kwestię finansowania referendum został zapytany prezydent Krakowa, Aleksander Miszalski.
– To już Krakowianie i Krakowianki sami muszą ocenić, czy to jest sensowny wydatek. Czy po niecałych dwóch latach od wyborów to jest odpowiedni moment, żeby oceniać, czy prezydent i rada miasta się sprawdza, czy nie. Efekty zobaczymy za pół roku, rok, no ale są tacy, którzy uważają, że czekanie na te efekty trzy lata, cztery lata to za dużo – powiedział prezydent.
– Zdaję sobie sprawę, że popełniliśmy błędy, stąd korekta pewnych decyzji – dodał Miszalski.
Referendum już 24 maja
Aby referendum ws. odwołania prezydenta było ważne, udział w nim musi wziąć co najmniej 158 555 mieszkańców Krakowa, czyli minimum 3/5 liczby osób biorących udział w wyborze prezydenta miasta w II turze. W przypadku Rady Miasta Krakowa liczba ta wynosi 179 792.
W przeszłości – w 2016 r. – w Krakowie była już inicjatywa referendum odwołującego włodarza miasta – dotyczyła ona prezydenta Jacka Majchrowskiego. Do głosowania jednak nie doszło, ponieważ inicjatorowi akcji – Łukaszowi Gibale i jego zwolennikom – nie udało zebrać się wystarczającej liczby podpisów pod wnioskiem o organizację referendum.





Obciąć dotacje na festiwal kultury żydowskiej i sie znajdzie!