Mieszkańcy Radłowa nie odwołają swojego burmistrza. W niedzielnym referendum wzięło udział zaledwie 598 osób, podczas gdy do ważności głosowania potrzeba było ponad cztery razy więcej.
Frekwencja poniżej wymaganego progu
Referendum w sprawie odwołania burmistrza Mateusza Borowca okazało się nieważne. Frekwencja wyniosła tylko 7,9 procent uprawnionych do głosowania. Żeby wynik miał moc prawną, do urn musiało przyjść co najmniej 2452 osoby. Przyszło 598.
Głosy za odwołaniem nie mają znaczenia
Spośród oddanych kart 560 opowiadało się za odwołaniem burmistrza, a 35 było przeciw. Wyniki te nie mają jednak żadnego znaczenia prawnego, ponieważ referendum nie osiągnęło wymaganego progu frekwencji.
Podpisy były, wyborców zabrakło
Pod wnioskiem o referendum podpisało się 764 mieszkańców Radłowa. W głosowaniu wzięło udział 598 osób. Oznacza to, że nawet część sygnatariuszy nie pojawiła się przy urnach. Sam burmistrz Borowiec konsekwentnie odmawiał komentowania inicjatywy i wzywał publicznie do bojkotu referendum.
Co dalej z burmistrzem Radłowa?
Mateusz Borowiec pozostaje na stanowisku i kontynuuje kadencję. Inicjatorzy referendum mogą podjąć kolejną próbę, ale nie wcześniej niż za rok.



