Monika Piątkowska podczas niedzielnego spotkania z mediami w Krakowie mówiła o jak określiła przekraczaniu granic jej prywatności. Kandydatka na prezydenta miasta twierdziła, że pod jej mieszkaniem pojawiają się mężczyźni i dziennikarze, za nią mają jeździć samochody, a nad nią latać drony. Szczególnie mocno mówiła o swojej rodzinie i nastoletnim synu. Zapowiedziała dokumentowanie takich sytuacji oraz zgłaszanie ich odpowiednim organom.
„Ogromna różnica pomiędzy dziennikarzem a stalkerem”
Piątkowska przekonywała, że od pewnego czasu jej prywatność jest w jej ocenie coraz bardziej naruszana. Jak mówiła, pod jej mieszkaniem i na osiedlu, na którym mieszka, pojawiają się różni mężczyźni oraz dziennikarze. Jej zdaniem przekroczona została granica, która powinna oddzielać zainteresowanie kampanią wyborczą od ingerowania w życie prywatne kandydatki i jej rodziny.
„Jest ogromna różnica pomiędzy dziennikarzem a stalkerem”– mówiła Piątkowska, zwracając się bezpośrednio do przedstawicieli mediów.
Kandydatka twierdziła również, że w pobliżu jej miejsca zamieszkania miały być nagrywane dzieci. Jak relacjonowała, sytuacje te wywoływały reakcje rodziców obecnych na osiedlu.
Drony, samochody i „odprowadzanie” do domu
Piątkowska mówiła także o dronach, które według jej relacji miały za nią latać. Wspominała również o samochodach, które miały pojawiać się w związku z jej aktywnością. Jak przekonywała, przez pewien czas ignorowała część tych sytuacji. Mówiła też o mężczyznach, którzy mieli ją „odprowadzać” do domu. To słowo sama ujęła w cudzysłów, podkreślając, że nie chodziło jej o rzeczywistą pomoc czy ochronę.
W jej ocenie skala zainteresowania jej życiem prywatnym przekroczyła jednak granice, które można uznać za element kampanii wyborczej.
Najmocniej o rodzinie. „Nie pozwolę na to”
Najwięcej emocji w wypowiedzi kandydatki wzbudziła kwestia jej rodziny, przede wszystkim nastoletniego syna.
Piątkowska przekonywała, że nie pozwoli na ingerowanie w jego życie i podkreślała, że jej syn nie jest uczestnikiem politycznego sporu.
„ Rodzina jest dla mnie najważniejsza” – mówiła, zaznaczając, że nie zamierza się cofnąć, jeśli jej zdaniem ponownie zostanie przekroczona granica dotycząca jej najbliższych.
Kandydatka używała również mocnego sformułowania o „podniesieniu ręki” na jej rodzinę. Jak wynika z jej relacji, chodziło o sytuacje, które odbiera jako wymierzone nie tylko w nią samą, ale także w jej bliskich.
Wszystko ma być nagrywane i zgłaszane
Piątkowska zapowiedziała, że od tej pory sytuacje, które uzna za naruszenie jej prywatności lub bezpieczeństwa rodziny, będą dokumentowane.
Jak mówiła, mają być nagrywane wizyty osób pojawiających się w pobliżu jej mieszkania. Zapowiedziała także dokumentowanie wizerunków tych osób i — jak relacjonowała — ich upublicznianie.
Jednocześnie podkreśliła, że sprawy mają być zgłaszane odpowiednim organom, w tym policji.
„Wszystko będzie dokumentowane i zgłaszane odpowiednim organom”– zapowiadała kandydatka.
Piątkowska skierowała przy tym apel do dziennikarzy, by rozróżniali wykonywanie zawodu od zachowań, które jej zdaniem mogą przybrać formę nękania.
Piątkowska o kampanii: „W Krakowie są środowiska, które nie cofną się przed niczym”
W dalszej części wypowiedzi kandydatka odniosła się również do tegorocznego referendum w Krakowie, które doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego z funkcji prezydenta miasta.
Piątkowska nie mówiła wprost, że referendum było nielegalne. Zakwestionowała natomiast w swoim przekazie sposób prowadzenia części działań wokół niego i przekonywała, że w Krakowie działają środowiska, które jej zdaniem „nie cofną się przed niczym”. To kolejny element ostrej kampanii przed drugą turą wyborów prezydenckich w Krakowie. W pierwszej turze Piątkowska uzyskała 29,91 proc. głosów i zajęła drugie miejsce za Łukaszem Gibałą, który zdobył 36,38 proc. głosów. Druga tura odbędzie się 11 października
„Nasze miasto nie jest na sprzedaż
W końcowej części swojego wystąpienia Piątkowska wróciła do Krakowa jako głównego tematu swojej kampanii.
„Nasze miasto nie jest na sprzedaż. Nasze miasto nie da się zniszczyć”– mówiła.
Podkreślała przy tym, że nie zamierza wycofywać się z walki o prezydenturę Krakowa ani dać się zastraszyć. Jej przekaz był jednoznaczny: spór wyborczy może być ostry, ale w jej ocenie istnieją granice, których nie powinno się przekraczać, szczególnie gdy dotyczy to osób najbliższych kandydatki. Piątkowska zapowiedziała, że każde kolejne zdarzenie, które uzna za przekroczenie tych granic, będzie dokumentowane i zgłaszane właściwym organom.
„ Nie cofnę się przed niczym, jeśli ktokolwiek jeszcze raz podniesie rękę na moją rodzinę” – dodała



