Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego kosztowało organizatorów blisko 2 miliony złotych. Krajowe Biuro Wyborcze opublikowało właśnie sprawozdanie finansowe, z którego wynika, kto zapłacił za kampanię i na co poszły pieniądze.
Prawie 2 miliony złotych na kampanię
Z dokumentu wynika, że na działania związane z referendum zebrano 1 976 276,06 zł. To ogromna suma jak na lokalną inicjatywę obywatelską. Jeszcze ciekawsze jest to, skąd pochodziły te pieniądze.
Niemal całość, bo aż 1 895 164,49 zł, czyli około 95 procent budżetu, wyłożyło stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców. To organizacja, na czele której stoi Łukasz Gibała. Środki miały formę świadczeń niepieniężnych, czyli rzeczowych i usługowych, a nie gotówki. Dodatkowe 1000 zł wpłacił Wojciech Jakubowski, formalny inicjator referendum.
Na co poszły pieniądze
Sprawozdanie pokazuje dokładny podział wydatków. Najwięcej, bo aż 1 179 544,01 zł, pochłonęły materiały i działania promocyjne. To głównie plakaty, billboardy i ulotki rozwieszane po mieście.
Kolejną dużą pozycją było wynagrodzenie dla osób zbierających podpisy pod referendum. Ta usługa kosztowała prawie 465 tysięcy złotych. Ponad 150 tysięcy złotych wydano na obecność w mediach tradycyjnych, czyli w prasie, radiu i telewizji. Reklama w internecie zamknęła się kwotą ponad 137 tysięcy złotych.
Reszta pieniędzy trafiła do schroniska
Po rozliczeniu wszystkich wydatków organizatorom zostało 264,75 zł. Tę niewielką nadwyżkę przekazano na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, konkretnie na schronisko dla bezdomnych zwierząt w Krakowie.
Przypomnijmy, że referendum odbyło się w maju i zakończyło się odwołaniem prezydenta Miszalskiego. Równolegle mieszkańcy głosowali też w sprawie odwołania Rady Miasta, ale ta część referendum była nieważna z powodu zbyt niskiej frekwencji. Kraków czeka teraz na przedterminowe wybory prezydenta, które odbędą się 27 września.


