Jeden pasażer, tysiące przejazdów bez biletu i rachunek, który rośnie latami. Krakowski Zarząd Transportu Publicznego ujawnił, że rekordzista jest winien miastu ponad 133 tysiące złotych.
Dług jak za mieszkanie
Kontrolerzy biletów w Krakowie regularnie trafiają na tę samą osobę. Pasażer ten przez lata podróżował komunikacją miejską bez ważnego biletu i zbierał kolejne mandaty, których nigdy nie płacił. Łączny dług urósł do 133 tysięcy złotych. Dla porównania – to więcej niż wynosi przeciętna cena używanego samochodu klasy średniej czy roczne wynagrodzenie wielu Polaków. Dwóch innych rekordzistów jest winnych odpowiednio 112 tysięcy i 100 tysięcy złotych. Jak podał Sebastian Kowal z ZTP, w większości są to osoby w kryzysie bezdomności.
Mandaty biją rekordy
W 2025 roku kontrolerzy w Krakowie nałożyli opłaty dodatkowe na łączną kwotę ponad 20,6 miliona złotych. To więcej niż rok wcześniej, kiedy suma ta wynosiła 17 milionów złotych. Wezwania do zapłaty otrzymało 84 tysiące pasażerów – o 12 tysięcy więcej niż w 2024 roku. Samo miasto zatrudnia 73 kontrolerów na etacie oraz ośmiu na umowę zlecenie. Co miesiąc przeprowadzają oni około 21 tysięcy kontroli.
Ile kosztuje jazda bez biletu
Od marca 2026 roku opłata dodatkowa za brak biletu w Krakowie wynosi 400 złotych. Jeśli pasażer zapłaci ją w ciągu siedmiu dni, kwota spada do 200 złotych. Problem pojawia się wtedy, gdy ktoś mandatu nie reguluje. Po 14 dniach zaczynają się naliczać odsetki w wysokości 9,25 procenta rocznie. Sprawa trafia do sądu, a potem do komornika, który może zająć konto bankowe lub nieruchomość dłużnika. Łączny koszt całego postępowania może przekroczyć tysiąc złotych – nawet jeśli pierwotny mandat wynosił 400 złotych. Informacja o długu trafia też do Krajowego Rejestru Długów, co utrudnia wzięcie kredytu lub podpisanie umowy abonamentowej na telefon czy internet.



