Najważniejsze piłkarskie wydarzenie długiego, majowego weekendu to na pewno sobotni finał Pucharu Polski na Stadionie Narodowym w Warszawie. Niestety odbył się on bez udziału żadnej z krakowskich drużyn, choć wspomnienia sprzed dwóch lat wciąż są żywe wśród wielu kibiców w Krakowie.
Liczba kibiców na stadionie, ranga wydarzenia, jakość piłkarska, tym na pewno Finał Pucharu Polski przewyższał wszystkie inne mecze w całej Polsce. Ale jedna rzecz nie różni się niczym bez względu na miejsce i poziom rozgrywek: emocje. Tych nie zabrakło oczywiście na małopolskich boiskach.
Mecze na szczycie nie zawiodły
W sobotę i niedzielę odbyło się kilka spotkań z gatunku tych „na szczycie”. Chodzi przede wszystkim o starcia Cedronki Wola Radziszowska z Kolejarzem-Prokocim II Kraków w B Klasie oraz Clepardii Kraków z Kablem Kraków w Lidze Okręgowej.
W pierwszym z tych meczów zawodnicy obu drużyn zaprezentowali kibicom prawdziwy festiwal strzelecki oraz rollercoster emocji. Do przerwy to gospodarze prowadzili 1-0 po trafieniu Mateusza Buckiego jednak niespełna 20 minut po wznowieniu gry wystarczyło gościom aby całkowicie odwrócić losy meczu i wyjść na prowadzenie aż 4-1. Na słowa uznania zasługuje przede wszystkim Mariusz Szczyrbak, który zdobył trzy bramki i w odstępie 8 minut zapisał na swoim koncie hat-tricka. Czy był to jednak koniec emocji w Woli Radziszowskiej? Tak mogło się wydawać bo wynik 1-4 utrzymywał się aż do 80 minuty kiedy to bramkę, w tamtym momencie jeszcze tylko honorową, zdobył Łukasz Kubik. W 90 minucie na 3-4 trafił jednak Nazar Brytan a dwie minuty później gospodarze otrzymali wyśmienitą okazję w postaci rzutu karnego aby doprowadzić do remisu. Presję udźwignął Mateusz Bucki i tym samym ten zawodnik nie tylko rozpoczął ale i zakończył strzelanie tego dnia.
Biorąc pod uwagę okoliczności i przebieg meczu, wydaje się że z remisu bardziej zadowoleni będą gospodarze. Najbardziej jednak ten wynik ucieszył zawodników Nadwiślana II Kraków, którzy sami pokonali 5-2 Borkowiankę Borek Szlachecki i dzięki temu to oni awansowali na pozycję lidera.
Cedronka Wola Radziszowska – Kolejarz-Prokocim II Kraków 4-4 (1-0)
32’ Mateusz Bucki
80’ Łukasz Kubik
90’ Nazar Brytan
90’+2 Mateusz Bucki (k)
48’ Mariusz Szczyrbak
54’ Mariusz Szczyrbak
56’ Mariusz Szczyrbak
62’ Marcin Koś
Cedronka: Gunia – Brytan, Bucki, Kolesnik, Kubik, Mazur, Osula, Pawełczak, Rybarczyk, Tenczew, Yurchenko
Kolejarz-Prokocim II: Jagłowski – Cieślik, Dudzik, Hryshkevych, Korbut, Koś, Mituś, Olszański, Rybałtowski, Szczyrbak, Szewczyk
Równie emocjonująco zapowiadało się starcie drugiej w tabeli (Liga Okręgowa) Clepardii z liderującym Kablem tym bardziej, że goście nie wygrali dwóch ostatnich spotkań i pozwolili rywalom zbliżyć się na dystans 3 punktów. Mieliśmy zatem bezpośrednie starcie o fotel lidera. Jeśli jednak ktoś spodziewał się, że ostatnie wyniki gości zwiastują większy kryzys formy to szybko został wyprowadzony z błędu. Kabel dość szybko ułożył sobie to spotkanie i po nieco ponad 15 minutach prowadził już 2-0 a ostatecznie pewnie pokonał Clepardię 3-0. Goście jednocześnie wykorzystaliporażkę trzeciego w tabeli Tramwaju z Liszczanką Liszki i ponownie mają bezpieczną, sześciopunktową przewagę.
Starcie pierwszej z drugą drużyną w tabeli odbyło się również w niedzielne przedpołudnie w Grupie 2 A Klasy. W Zabierzowie, na boisku lidera – Pajdy, gościł vice lider – Piast Wołowice. Tutaj trudno jednak mówić o starciu, którego wynik mógłby znacząco wpłynąć na sytuację w tabeli bowiem przewaga Pajdy nad Piastem przed tym spotkaniem wynosiła aż 11 punktów. Tyle samo wynosi też po meczu, który zakończył się remisem 2-2. Warto jednak odnotować, że dla lidera to drugi, kolejny mecz bez zwycięstwa co w tym sezonie zdarzyło się po raz pierwszy.
Mecze o wysokim ciężarze gatunkowym to domena nie tylko drużyn z czołówki tabeli, ale także z jej dolnych rejonów. Takie starcie odbyło się przy ulicy Boboli gdzie przedostatnia Prądniczanka podejmowała ostatni Nadwiślan Kraków. Różnica między tymi zespołami przed meczem wynosiła zaledwie 1 punkt, ale po spotkaniu wzrosła do 4 bowiem to gospodarze wygrali 2-1.
Gol bramkarza Pychowianki
Po serii trzech porażek z rzędu o małym przełamaniu mogą mówić zawodnicy Pychowianki Kraków. Małym bowiem nadal nie udało się zgarnąć kompletu punktów, ale remis uratowany w ostatniej akcji meczu z Orlętami Rudawa i to po bramce zdobytej przez bramkarza trzeba traktować niemal jak zwycięstwo. Udział przy wyrównującym golu Pychowianki mieli z resztą obaj bramkarze. Zanim do siatki trafił Dawid Szcześniak to bardzo pomylił się stojący między słupkami gości Igor Kurdziel, któremu po długim wrzucie z autu, przy próbie złapania piłki, ta przeleciała między rękami i trafiła prosto pod nogi właśnie Szcześniaka. Gościom zatem dwa punkty uciekły w dość kuriozalnych okolicznościach, a jeśli dodamy do tego, że to oni dwukrotnie wychodzili w tym meczu na prowadzenie to po końcowym gwizdku mają prawo czuć spory niedosyt.
Autor: Dawid Moskal




