Mgła, noc i prędkość ponad 200 km/h. Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych ujawniła, co wydarzyło się w ostatnich minutach lotu 30-letniego Błażeja Czarneckiego.
Pilot prosił o pomoc
Tragedia rozegrała się w nocy z 3 na 4 czerwca 2026 roku nad Beskidem Wyspowym. Błażej Czarnecki wracał śmigłowcem Robinson R44 Raven II z Węgier do Polski, gdy napotkał gęstą mgłę. Skontaktował się z kontrolerem lotu i poprosił o wektorowanie, czyli nawigacyjną pomoc w prowadzeniu maszyny. Kilka minut później kontrolerzy utracili z nim kontakt radarowy i radiowy. Z pokładu śmigłowca popłynął sygnał alarmowy. Służby ratownicze odnalazły wrak na zboczu góry Lubogoszcz w Kasinie Wielkiej. Pilot nie żył.
Prędkość i utrata orientacji
Prokuratura Okręgowa w Nowym Sączu podała, że śmigłowiec w chwili uderzenia w ziemię leciał z prędkością przekraczającą 200 km/h. Maszyna nie była wyposażona w rejestrator parametrów lotu. Dane z pozostałych urządzeń pokładowych wskazują, że Czarnecki stracił orientację przestrzenną. Sprzyja temu połączenie gęstej mgły z porą nocną, kiedy pilot traci naturalne punkty odniesienia i nie jest w stanie ocenić położenia maszyny bez przyrządów. Śledztwo prowadzą wspólnie Prokuratura Rejonowa w Limanowej i PKBWL. Wstępny raport komisji nie został jeszcze opublikowany.
Kim był Błażej Czarnecki
Czarnecki miał 30 lat i był licencjonowanym pilotem śmigłowców. Wcześniej uprawiał siatkówkę zawodowo. Lot, który zakończył się katastrofą, wykonywał samodzielnie.



