Wykonawca linii tramwajowej do Mistrzejowic płaci miastu kary za opóźnienia, a mimo to na placu budowy trudno dostrzec oznaki pośpiechu. Sprawdziliśmy, jak wygląda sytuacja na miejscu.
Przypomnijmy, o co chodzi
Nowa linia tramwajowa do Mistrzejowic miała ruszyć 1 września, ale termin po raz kolejny się nie udał. Otwarcie przesunięto na połowę września, a dokładna data wciąż nie jest znana. Miasto zaczęło naliczać wykonawcy inwestycji, firmie Gülermak, kary umowne w wysokości 50 tysięcy złotych za każdy dzień zwłoki. Naliczanie ma trwać do momentu podpisania protokołu gotowości linii do użytkowania. Budowa trwa już trzy lata, kosztuje ponad 2 miliardy złotych, a wcześniejsze opóźnienia tłumaczono między innymi pracami saperskimi, archeologicznymi i zmianami w projekcie.
Co widać na placu budowy
Byliśmy na miejscu budowy i trudno oprzeć się wrażeniu, że na naliczane kary nikt się tam nie spieszy. Jeden z pracowników rozmawiał przez telefon, inny spał w kabinie koparki. Dwóch kolejnych stało i rozmawiało zamiast pracować. Przez cały czas naszej wizyty na terenie budowy nie widać było żadnego ruchu ani śladów prac. Nic też nie wskazywało na to, żeby coś miało się tam wkrótce wydarzyć.
Taki obraz placu budowy nie napawa optymizmem, jeśli chodzi o dotrzymanie zapowiadanego terminu w połowie września. Mieszkańcy Krakowa czekający na uruchomienie linii do Mistrzejowic będą musieli uzbroić się w cierpliwość.







