Przed drugą turą wyborów na prezydenta Krakowa kandydaci na razie nie spotkają się w debacie. W czwartek 1 października sztaby Łukasza Gibały i Moniki Piątkowskiej nie porozumiały się w sprawie zasad, choć oboje zgadzają się co do terminu i miejsca.
Jedna data, dwie wizje debaty
Obie strony zaakceptowały czwartek 8 października, godz. 18, studio TVP na Rynku Głównym. Spór dotyczy tego, kto może zadawać pytania. Do drugiej tury, 11 października, zostały trzy dni po proponowanej debacie.
Czego chce Gibała
Kandydat Kraków dla Mieszkańców chce rozmowy bez dziennikarzy. Pytania zadają sobie tylko kandydaci, a moderator pilnuje czasu. Obaj odpowiadają na stojąco, bez notatek, gadżetów i telefonów. Liczbę pytań i bloków tematycznych można ustalić później.
Czego chce Piątkowska
Senator popierana przez KO i PSL proponuje formułę otwartą. Zainteresowane redakcje zadają obojgu te same pytania, a każdy ma tyle samo czasu na odpowiedź. Pytania mogliby też zebrać dziennikarze wśród mieszkańców, na przykład w sondzie ulicznej. Dopiero potem kandydaci pytaliby się nawzajem.
Rozmowy bez efektu
Według sztabu Piątkowskiej ekipa Gibały trzymała się swojej formuły i nie zgadzała się na pytania od dziennikarzy. Tego stanowiska nie udało się potwierdzić po stronie Gibały, bo jego sztab nie odbierał telefonów od redakcji.
Oświadczenie Piątkowskiej
Wieczorem komitet Ponad Podziałami przesłał stanowisko kandydatki. Piątkowska podkreśla, że chce debaty i jest gotowa na więcej niż jedną. „Ja odpowiedziałam na nie dawno temu. Chcę debatować” – napisała, odnosząc się do pytania, czy debata w ogóle ma się odbyć.
Senator dodaje, że prawdziwe pytanie dotyczy formy. Według niej debata ma służyć mieszkańcom, a nie scenariuszowi przygotowanemu przez sztaby, dlatego potrzebny jest w niej głos dziennikarzy. Zarzuca też Gibale, że z jednej strony nie chce pomijać żadnego medium, a z drugiej odbiera im prawo do pytań. Przypomina, że sygnał telewizyjny to sprawa techniczna, a pytania dziennikarzy to część debaty publicznej.


