To był naprawdę niezwykły gość. Do Krakowa, na zaproszenie Kraków Sport Film Fest, przyjechał Eddie ″Orzeł″ Edwards. Angielski skoczek narciarski, za którym szalały tłumy kibiców. Jego historia to najlepszy dowód na to, że wszystko jest możliwe.
Eddie Edwards, nim został ″Orłem″ szukał sposobów, by zostać olimpijczykiem. Dziecięce marzenie wydawało się nierealne, choćby ze względu na choroby z kolanami. Wybrał dyscyplinę na Wyspach Brytyjskich absolutnie niszową – skoki narciarskie. Skoro nikt jej nie uprawiał, droga do kadry narodowej wydawała się najkrótsza. Choć wiodła przez Niemcy, bo właśnie tam młody Edwards udał się, by spróbować pierwszych skoków. W Anglii nie było ani jednej skoczni. A i śniegu jak na lekarstwo.
Eddie Edwards w Krakowie
Historię brytyjskiego skoczka opowiada świetny film ″Eddie, zwany Orłem″, który otworzył pierwszą edycję Kraków Sport Film Fest. Obraz jest gotowym materiałem motywacyjnym. Wszyscy mówią ci, że nie dasz rady? To dobrze, idź dalej w obranym kierunku. Do tego sprowadza się historia Edwardsa. Dzięki nieskończonym pokładom ambicji faktycznie został olimpijczykiem – w 1988 roku w Calgary zajął ostatnie miejsce, ale i tak pobił tego dnia brytyjskie rekordy, a kibice na całym świecie natychmiast zakochali się w tym zwariowanym facecie.
A teraz przyjechał do Krakowa, by wspólnie z uczestnikami festiwalu raz jeszcze obejrzeć film o sobie. I raz jeszcze obcierał łzy wzruszenia. – Widziałem ten film pewnie ze 150 razy, a i tak ciągle się wzruszam – mówił. I nie żartował. Krakowskiej publiczności dał się poznać jako niezwykle energetyczny człowiek. Ma na karku już 63 lata, a gdy mówi o skokach narciarskich, wręcz podskakuje w fotelu. Emocje wciąż w nim buzują i noszą go po całym świecie w poszukiwaniu wyzwań.
Podczas spotkania z publicznością rzucał anegdotami ze swojej biografii, których zabrakło w filmie. Okazało się, że jego życie było zbyt kolorowe nawet jak na hollywoodzką produkcję. Gdyby wszystkie je upchnąć w jednym scenariuszu, nikt nie uwierzyłby, że to wszystko przeżył jeden człowiek. Producenci musieli iść momentami na skróty. ″Orzeł″ miał 25 trenerów, w filmie ma tylko jednego, granego przez Hugha Jackmana. A obsadę uzupełnia inna wielka gwiazda kina, Christopher Walken.
Największe brawa należą się jednak Taronowi Egertonowi, który w brawurowy sposób odegrał młodego Edwardsa. To po prostu trzeba zobaczyć.
Trwa pierwsza edycja Kraków Sport Film Fest
Podczas wizyty w Krakowie ″Orzeł″ wielokrotnie rozbawił publiczność. Początkowo nie miał sprzętu, więc na skocznię wychodził w zasadzie w byle czym. – Miałem kask, który przywiązywałem do głowy sznurkiem. Pewnego dnia odbiłem się tak mocno, że sznurek się zerwał. Leciałem już w powietrzu, a kask spadł mi z głowy. Byłem potem bardzo wkurzony, bo ja skoczyłem 37 metrów, a mój kask… 98 – mówił w Krakowie.
Zaraz po tym zdarzeniu dostał od włoskich skoczków nowy kask. Austriacy dali mu nowe narty, skoczkowie z RFN kombinezon, a Francuzi – smar do nart. Przyglądał mu się z zaskoczeniem, dopiero Szwajcarzy pokazali mu, jak go stosować. W ten sposób skompletował sprzęt i w 1988 był gotowy na igrzyska olimpijskie.
Kraków Sport Film Fest trwa do niedzieli, a w programie jeszcze wiele ciekawych pozycji i mnóstwo inspirujących gości. Filmy są wyświetlane na stadionie Wisły Kraków. Bilety można kupować tutaj. Portal KR24.pl jest patronem medialnym wydarzenia.



