Biała Gwiazda ma awans. Dziś wieczorem przy pełnych trybunach może świętować powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.
Wisła Kraków w piątek 8 maja podejmuje Chrobrego Głogów. Wystarczy jej jeden punkt, żeby matematycznie przypieczętować awans do Ekstraklasy. Kibice czekali na ten moment cztery lata.
Komplet i pełne trybuny
Wszystkie bilety na mecz zostały sprzedane. Prezes Jarosław Królewski przyznał, że gdyby stadion mieścił nie 33, ale 50 tysięcy widzów, i tak byłby wypełniony po brzegi.
Mecz rozgrzał kibiców już od pierwszych minut. Wisła od razu narzuciła swoje warunki — w 2. i 8. minucie groźnie uderzał Marko Bozić, lecz obydwa strzały nie znalazły celu. Przełom nastąpił w 15. minucie: po precyzyjnym dośrodkowaniu Frederico Duartego, Julian Lelieveld huknął z woleja — nie do obrony. Ponad trzydzieści tysięcy gardeł ryknęło jednocześnie.
„Gdybyśmy grali na pięćdziesięciotysięcznym stadionie — i tak byłby pełny.”Jarosław Królewski, prezes Wisły Kraków
Do przerwy krakowianie schodzili ze spokojem — kontrolowali grę, nie forsowali tempa, a Chrobry przez całe czterdzieści pięć minut nie zdołał zagrozić bramce Letkiewicza. Goście z Głogowa wyglądali, jakby przytłoczyła ich cała otoczka spotkania.
Drugą połowę Wisła zaczęła z jeszcze większą energią. W 48. minucie Kacper Duda podał w pole karne do Bozicia, a Chorwat płaskim strzałem zamknął temat — 2:0. Od tej chwili na boisku liczył się już tylko jeden wynik: trybunowe świętowanie. Chrobry praktycznie przestał walczyć. Kolejne zmiany nic nie przyniosły.
Końcowy gwizdek przyniósł erupcję emocji, na którą kibice „Białej Gwiazdy” czekali cztery długie sezony. Wisła Kraków wraca tam, gdzie jej miejsce.
Co dalej po awansie
Prezes Królewski wskazał, że priorytetem na sezon 2026/2027 będzie utrzymanie się w lidze i zbudowanie drużyny, która walczy o coś więcej niż tylko przetrwanie. Klub chce być częścią dobrego momentu, w którym znajduje się polska piłka.








