----- Reklama -----

Chcą rządzić Polską, ale polegli na podpisach w Krakowie. Konfederacja oblała pierwszy egzamin [OPINIA]

SW
SW

Bartosz Bocheńczak z Konfederacji nie wystartuje w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa. Zabrakło mu ważnych podpisów poparcia, mimo że jego sztab złożył ich niemal 5 tysięcy. To formalny warunek udziału w wyborach, a partia, która mówi o przejęciu władzy w kraju, nie potrafiła go spełnić w jednym z największych polskich miast.

W wielkim mieście nie zebrali trzech tysięcy podpisów

Aby zarejestrować kandydata, trzeba było zebrać co najmniej 3 tysiące prawidłowych podpisów mieszkańców Krakowa. Sztab Bocheńczaka złożył ich prawie 5 tysięcy, licząc na spory margines bezpieczeństwa. Po weryfikacji okazało się, że ważnych jest tylko 2745, a ponad 2,2 tysiąca podpisów komisja odrzuciła z powodu błędów formalnych, głównie niezgodnych adresów zamieszkania. Po odwołaniu komitetu komisja policzyła podpisy jeszcze raz i wynik był gorszy niż za pierwszym razem. W Krakowie mieszka 816614 osób.

Sam kandydat nie szukał wymówek. Przyznał publicznie, że zawiódł, i wprost napisał, że zawalił. Sławomir Mentzen, lider Nowej Nadziei i jeden z liderów Konfederacji, odwołał go z funkcji szefa krakowskich struktur partii, a sprawą ma się zająć jeszcze sąd partyjny.

Wynik wywołał falę komentarzy polityków z innych ugrupowań, którzy zarzucali Konfederacji brak realnej sprawczości i brak kontaktu z wyborcami. Trudno się temu dziwić – partia, która w sondażach cieszy się poparciem na poziomie ponad 10 procent i aspiruje do współrządzenia Polską, nie poradziła sobie z logistycznie prostym zadaniem: zebraniem i sprawdzeniem podpisów w jednym mieście.

To pokazuje coś więcej niż pojedynczy błąd organizacyjny. Rządzenie Krakowem to zarządzanie miliardowym budżetem, inwestycjami, komunikacją miejską i tysiącami urzędników. Skoro krakowskim strukturom partii nie udało się dopilnować podstawowej procedury, trudno oczekiwać, że przy większej skali zadań poszłoby lepiej.

Inni kandydaci dali radę

Dla porównania, kandydatka Lewicy Daria Gosek-Popiołek złożyła ponad 4,6 tysiąca podpisów i po weryfikacji miała ich ważnych ponad 3300 – wystarczająco, by się zarejestrować. Rejestrację przeszli też między innymi Michał Drewnicki z PiS, Monika Piątkowska, Aleksandra Owca, Jan Hoffman oraz Łukasz Gibała, który według sondaży jest obecnie głównym faworytem tych wyborów. Podobny problem z podpisami co Bocheńczak miał zresztą też Marian Banaś, były prezes NIK.

Podpisy to dopiero początek

Zebranie podpisów nie gwarantuje wygranej, a ich nadmiar nie oznacza automatycznego zwycięstwa przy urnach. To jednak pierwszy sprawdzian tego, czy za kandydatem stoi realna struktura i czy sztab potrafi wykonać podstawową pracę organizacyjną. Konfederacja tego sprawdzianu w Krakowie nie zdała

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *