----- Reklama -----

Kompromitacja Konfederacji w Krakowie. Były premier zdradził kluczowy powód?

SW
SW

Nieudana rejestracja Bartosza Bocheńczaka wywołała polityczną burzę w Krakowie. Kandydat Konfederacji nie znalazł się na karcie do głosowania, a odpowiedzialność za błędy przy zbieraniu podpisów poniósł nie tylko on sam. Sławomir Mentzen odwołał Bocheńczaka z funkcji prezesa krakowskiego okręgu i zawiesił osoby pełniące funkcje w lokalnych strukturach partii.

Do sprawy odniósł się Mateusz Morawiecki, były premier i szef stowarzyszenia Rozwój Plus. W jego ocenie wydarzenia w Krakowie pokazują nie tylko problem z procedurami wyborczymi, lecz także słabość współpracy wewnątrz Konfederacji.

Bocheńczak nie wystartuje

Komitet Bartosza Bocheńczaka złożył w Miejskiej Komisji Wyborczej niemal 5 tys. podpisów poparcia. Po ich sprawdzeniu za prawidłowe uznano jednak około 2950, a więc o około 50 mniej, niż wynosi wymagane minimum. W efekcie komisja odmówiła rejestracji kandydata Konfederacji.

Bocheńczak przyznał, że odpowiedzialność za wynik zbiórki podpisów spoczywa również na nim. W swoim komentarzu ocenił, że sztab powinien zebrać większy zapas podpisów i dokładniej sprawdzić dokumenty przed złożeniem ich w komisji.

Porażka jest tym bardziej dotkliwa, że Bocheńczak przez wiele tygodni prowadził kampanię i był oficjalnie przedstawiany jako kandydat Konfederacji w wyborach na prezydenta Krakowa. Jego start popierał Sławomir Mentzen, który wcześniej określał go jako bardzo mocnego kandydata.

Mentzen wyciągnął konsekwencje

Sławomir Mentzen uznał brak rejestracji Bocheńczaka za kompromitację lokalnych struktur. Odwołał go z funkcji prezesa okręgu krakowskiego, a także zawiesił wszystkie osoby pełniące funkcje w krakowskich strukturach Konfederacji.

Sprawy zawieszonych działaczy mają trafić do sądu partyjnego. Organ ten ma ustalić, kto ponosi indywidualną odpowiedzialność za nieudaną zbiórkę podpisów i brak kandydata Konfederacji w wyborach.

Morawiecki o sytuacji w Krakowie

Mateusz Morawiecki ocenił, że brak rejestracji Bocheńczaka powinien skłonić do szerszej refleksji nad organizacją wyborów i sposobem weryfikacji podpisów.

„To, co wydarzyło się w Krakowie, trudno uznać za normalne. Kandydat prowadzi kampanię, zbiera podpisy z dużym zapasem, a ostatecznie nie może wystartować”.

Były premier zaznaczył, że niezależnie od sympatii politycznych wyborcy powinni mieć możliwość oceny kandydata przy urnach. Jednocześnie zwrócił uwagę, że problem dotyczy nie tylko samych przepisów, ale także odpowiedzialności sztabu za prawidłowe przeprowadzenie całej zbiórki.

Morawiecki przyznał, że przepisy mogą być oceniane jako zbyt surowe, ponieważ komitety muszą dostarczyć prawidłowe podpisy, ale nie mają pełnych narzędzi do sprawdzenia ich poprawności przed złożeniem dokumentów.

„Wewnętrzne konflikty miały wpływ”

W swoim komentarzu Morawiecki rzucił także nowe światło na sytuację w krakowskiej Konfederacji. Jego zdaniem problemy nie ograniczały się do błędów formalnych. W tle miały pojawić się również napięcia pomiędzy poszczególnymi środowiskami tworzącymi ugrupowanie.

„Konfederacja zdecydowała się na samodzielny start. Szkoda, że wyborcy nie będą mogli tej kandydatury ocenić przy urnach”.

Informacje o wewnętrznych sporach pojawiały się już wcześniej. Według medialnych ustaleń napięcia miały dotyczyć relacji pomiędzy Nową Nadzieją a Ruchem Narodowym, a także rywalizacji w krakowskich strukturach partii. Spory miały być widoczne jeszcze podczas zbierania podpisów pod referendum w sprawie odwołania Aleksandra Miszalskiego.

Nieoficjalnie mówiło się również o różnicach dotyczących tego, kto powinien być twarzą lokalnych działań oraz jak podzielić wpływy przed kolejnymi wyborami. Według ustaleń medialnych część działaczy Ruchu Narodowego miała nie angażować się w zbieranie podpisów dla Bocheńczaka. Pojawiły się nawet sugestie o „cichym bojkocie” kandydatury.

Przytyk w stronę Konfederacji

Morawiecki nie poprzestał na ocenie problemów proceduralnych. W dalszej części komentarza zwrócił się bezpośrednio do polityków Konfederacji, którzy w ostatnim czasie coraz częściej przedstawiali swoje ugrupowanie jako główną siłę prawicy.

„Polityka to nie konkurs na to, kto głośniej ogłosi się liderem. Polacy nie będą nas rozliczać z konkursu ambicji. Rozliczą nas ze skuteczności”.

To wyraźny sygnał polityczny. Morawiecki próbuje wykorzystać kryzys Konfederacji do przedstawienia Rozwoju Plus jako środowiska gotowego do współpracy z innymi ugrupowaniami prawicowymi. Jednocześnie krytykuje samodzielną strategię Konfederacji i jej ambicje do odgrywania głównej roli po prawej stronie sceny politycznej.

Były premier przekonuje, że ważniejsze od wzajemnej rywalizacji powinno być wspólne działanie przeciwko obecnemu rządowi oraz przygotowanie programu dla Polski.

„Najpierw Polska, potem ambicje”

W końcowej części swojego komentarza Morawiecki wezwał prawicowe środowiska do współpracy. Podkreślił, że partie powinny koncentrować się na skuteczności, a nie na sporach o przywództwo.

„Najpierw Polska. Potem partyjne ambicje. Rozwój albo krach”.

Słowa te można odczytywać jako próbę poszerzenia wpływów Rozwoju Plus i zaproszenie do rozmowy dla części działaczy Konfederacji. Kryzys w Krakowie pokazał, że brak porozumienia pomiędzy lokalnymi strukturami może doprowadzić do sytuacji, w której ugrupowanie traci możliwość startu mimo przeprowadzenia wielotygodniowej kampanii.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *