Stanisław Kracik objął stanowisko pełniącego obowiązki prezydenta Krakowa w nocy z poniedziałku na wtorek, 27 maja. Już pierwszego dnia urzędowania złożył deklarację, która zaskoczyła wielu obserwatorów krakowskiej polityki – nie zamierza kandydować w zbliżających się wyborach prezydenckich.
Żadnych kampanii, żadnych wyborów
Kracik powiedział w Radiu Kraków wprost: „To deklaracja, której pozostanę wierny, temat jest zamknięty.” Nowy gospodarz Krakowa podkreślił, że nie zamierza angażować się w kampanię wyborczą żadnego z kandydatów. Odciął się tym samym od praktyki swojego poprzednika Aleksandra Miszalskiego, który zapowiedział, że włączy się w kampanię kandydata bloku Koalicji 15 października.
- „Zostałem wynajęty nie po to, by brać udział w kampaniach” – stwierdził Kracik.
Co czeka Kraków przez najbliższe trzy miesiące
Kracik zapewnił, że miasto nie stanie w miejscu. Przed urzędnikami stoją konkretne zadania – odbiór decyzji środowiskowej na trasę pychowicko-zwierzyniecką, otwarcie KST IV oraz przeprowadzenie zaplanowanych remontów. Nowy p.o. prezydenta zaznaczył, że będzie pracował bez zastępców.
- „Chcę wykorzystać ten czas, żeby miasto funkcjonowało jak najmniej szkodliwie dla mieszkańców” – powiedział w rozmowie z Radiem Kraków.
Kracik ostrzegł jednak przed jednym realnym zagrożeniem dla Krakowa. Wskazał, że nowy prezydent może mieć trudności z uchwaleniem budżetu na czas, co zmusiłoby miasto do pracy na prowizorium budżetowym. – „Byłoby fatalnie” – ocenił krótko.
Urzędnicy bez rewolucji
Kracik uspokajał też pracowników Magistratu. Zapowiedział, że nie planuje rewolucji kadrowej, choć wobec kilku osób postawi znak zapytania. Przyznał, że w urzędzie panuje pewne rozedrganie, ale uznał je za zrozumiałe w tej sytuacji. Podkreślił, że Kraków ma w sobie instytucjonalną siłę, która sprawia, że miasto działa niezależnie od politycznych turbulencji. – „To wielki mechanizm pozytywnej bezwładności. Nie da się miasta zatrzymać” – podsumował.




