Wisła Kraków w wielkim stylu wróciła do Ekstraklasy. Biała Gwiazda pokonała GKS Katowice 2:1. Świetne widowisko stworzyli również fani krakowskiej ekipy.
W pierwszej połowie meczu Wisła przekonała się, że w Ekstraklasie będzie trudniej niż w 1 Lidze. Ekipa Mariusza Jopa chciała grać w swoim stylu, ale GKS, w przeciwieństwie do rywali z niższej ligi, nie dał się łatwo zdominować. I to goście byli groźniejsi, a w 10. minucie mogli już prowadzić. Po błędzie debiutanta, Maxence Maisonneuve, Eman Marković znalazł się w świetnej sytuacji, ale dobrą formą błysnął Marcel Łubik i wybił piłkę na róg.
Biała Gwiazda złapała jednak drugi oddech i w końcu potrafiła zepchnąć gości do defensywy. Dwukrotnie strzelał Fred Duarte, ale raz bramkarz GKS obronił, a za drugim razem portugalski skrzydłowy trafił z ostrego kąta w słupek.
W drugiej połowie Wisła demoluje GKS
Za to po przerwie na boisku długo rządziła tylko jedna drużyna i była to Wisła. Mariusz Jop znalazł sposób, by zdominować rywala.
Krakowianie wyszli na prowadzenie po bramce z rzutu karnego w 56. minucie meczu. Sędzia nie miał wątpliwości, że rywal faulował Alana Urygę. Rzut karny chciał wykonywać Marko Bozić, ale potem piłkę chwycił Maisonneuve. Wydawało się, że to Francuz będzie strzelał, ale ten jednak zmienił zdanie. Piłka wróciła do Bozicia a ten mocnym strzałem dał Wiśle prowadzenie.
Niesiona niesamowitym dopingiem Wisła poszła za ciosem i po ośmiu minutach było 2:0. Z prawej strony piłkę dośrodkował Raoul Giger, a Jordi Sanchez rzucił się na nią jak wygłodniały dziki zwierz i niskim strzałem wpakował do siatki.
Chwilę później Sanchez znów trafił do siatki i kibice fetowali już trzecią bramkę, ale ten gol został anulowany po interwencji VAR.
GKS łapie drugi oddech
Po przerwie na boisku pojawili się Angel Rodado i Julius Ertlthaler. Obaj powitani gromkimi brawami. To przecież fundamentalne postacie dla wiślackiej ekipy.
Nie wszystko jednak było idealnie, bo w końcówce Wisła oddała pole gościom. Straciła gola na 2:1 po nieporadnym zachowaniu obrońców, a chwilę później mógł być remis. Piłkę w polu karnym przejął Borja Galan, a wiślacy nagle rozstąpili się dając mu miejsce do oddania strzału. Na szczęście piłkarz GKS nie dokręcił piłki i ta przeleciała obok słupka.
Niesiona dopingiem kibiców Wisła dzielnie broniła się do końca, a wkrótce stadion wypełniony do ostatniego miejsca oszalał ze szczęścia. Po czterech latach Wisła znów jest w Ekstraklasie i znów wygrywa!















