Lider Konfederacji Sławomir Mentzen surowo ocenił porażkę Bartosza Bocheńczaka, kandydata swojej partii na prezydenta Krakowa. Polityk odpadł z wyścigu, zanim ten się zaczął – jego sztab nie zebrał wymaganej liczby podpisów.
„Absolutna żenada”
W rozmowie z Bogdanem Rymanowskim Mentzen nie owijał w bawełnę.
„Absolutna żenada, kompromitacja, frajerstwo, nie wracajcie do domu” – powiedział lider Konfederacji, nawiązując do słynnej okładki „Faktu” po przegranym meczu Polski z Ekwadorem na mundialu w 2006 roku. Chwilę później dodał jeszcze: „Dom wariatów, co oni tam zrobili”.
Beckham polskiej polityki
Mentzen sięgnął po kolejne sportowe porównanie. Bocheńczaka nazwał „Beckhamem polskiej polityki”, który nie wykorzystał kluczowego momentu.
„Porównałbym go do Beckhama, który nie strzelił kiedyś ważnego karnego” – stwierdził polityk, przyznając, że nie spodziewał się takiej kompromitacji.
Zaufał niewłaściwym ludziom
Jak wytłumaczył Mentzen, sam kandydat nie zbierał podpisów osobiście, tylko zlecił to innym osobom.
„Zaufał niewłaściwym ludziom” – skomentował lider Konfederacji.
Polityk odniósł się też do pytania, czy sam mógł dopilnować zbiórki. Odpowiedział, że jako prezes partii ma inne obowiązki.
„Wydaje mi się, że moją rolą jako prezesa partii nie jest stanie na ulicy w Krakowie i zbieranie podpisów” – podkreślił Mentzen.




