W niedzielę mieszkańcy Krakowa zdecydują, czy Aleksander Miszalski pozostanie prezydentem miasta. Zanim pójdą do urn, prezydent ma do nich jedno życzenie – żeby w ogóle tego nie robili.
Kraków ma być szczęśliwy
Miszalski od miesięcy powtarza, czym ma być Kraków pod jego rządami. – Chciałbym, żeby Kraków był miastem szczęśliwym. Najlepszym miastem do życia w Polsce – mówi prezydent na spotkaniach z mieszkańcami.
Jego wizja to miasto wzorowane nie na Warszawie, lecz na europejskich „drugich stolicach” – Mediolanie, Porto, Antwerpii i Monachium. Miasto, które ma służyć przede wszystkim tym, którzy w nim mieszkają, a nie turystom. – Właśnie myśląc o takim Krakowie mam błysk w oku – przyznaje Miszalski.
Sesja na trzy dni przed głosowaniem
W czwartek wieczorem odbyła się nadzwyczajna sesja Rady Miasta Krakowa. Opozycja zwołała ją specjalnie przed referendum. Na wokandzie znalazły się trzy sprawy, które mogą zaważyć na nastrojach krakowian – plan ogólny dla miasta, opóźnienia przy budowie tramwaju do Mistrzejowic oraz kontrowersyjny tor motocyklowy w Płaszowie.
Radni z opozycji domagają się, żeby prezydent pokazał mieszkańcom projekt planu ogólnego jeszcze przed głosowaniem. Miszalski odmawia. Twierdzi, że czas kampanii referendalnej to najgorszy moment na taką dyskusję. – Zawsze wtedy pojawiają się różne populistyczne hasła – argumentuje prezydent.
Tramwaj bez prądu, tor bez zgody sąsiadów
Dodatkowym balastem dla Miszalskiego są opóźnienia przy budowie linii tramwajowej do Mistrzejowic. Tramwaje miały pojechać w czerwcu. Teraz okazuje się, że uruchomienie może nastąpić dopiero pod koniec wakacji. Powodem jest brak zgód okolicznych mieszkańców na doprowadzenie zasilania dla trakcji. Opozycja chce od prezydenta konkretnej daty i wyjaśnień.
Trzecia sprawa to planowany tor motocyklowo-samochodowy przy ulicy Kosiarzy w Płaszowie. Radni żądają przeprowadzenia niezależnej analizy hałasu i konsultacji z mieszkańcami, zanim ruszą dalsze prace.
Prosi, żeby nie przyszli
Na tle tych wszystkich sporów prezydent wysyła do krakowian jeden apel. – Proszę was, nie idźcie na referendum – mówi Miszalski. Przekonuje, że chce dokończyć kadencję i rozliczyć się z pracy dopiero po jej pełnym upływie.
Czy mieszkańcy go posłuchają, okaże się w niedzielę.



