W sobotni wieczór napastnik otworzył ogień w lobby waszyngtońskiego hotelu Hilton podczas gali Korespondentów Białego Domu. Wśród zaproszonych gości znajdował się Bogdan Klich, charge d’affaires RP w USA, związany z Krakowem.
Strzały w hotelu, Trump ewakuowany
Prezydent Donald Trump przebywał na kolacji z dziennikarzami, gdy w budynku rozległy się strzały. Służby Secret Service natychmiast go ewakuowały. To samo spotkało pierwszą damę Melanię Trump, wiceprezydenta J.D. Vance’a oraz innych członków gabinetu. Zdarzenie transmitowały na żywo stacje telewizyjne.
Napastnik wszedł do lobby z bronią i próbował przebić się przez ochronę. Oddał strzał w kierunku agenta Secret Service. Agent miał na sobie kamizelkę kuloodporną i trafił do szpitala, jednak według agencji AP jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. FBI potwierdziło, że napastnik był uzbrojony w strzelbę i został zatrzymany.
Klich: słyszałem strzały tuż obok
Bogdan Klich znajdował się na sali balowej, gdy rozległy się wystrzały. Relacjonował potem, co przeżył.
- Było kilka strzałów, one były bardzo blisko rzeczywiście. Można było mieć wrażenie, że są oddawane z lobby na salę – powiedział Klich.
Reakcja zebranych była natychmiastowa. – Wszyscy padli na ziemię, niektórym udało się schować pod stoliki – opisał dyplomata. Zwrócił uwagę, że Amerykanie są do takich sytuacji przyzwyczajeni, bo broń jest tam powszechnie dostępna.
„To przekracza jakiekolwiek wyobrażenie”
Klich podkreślił, że jest za wcześnie, by oceniać motywy sprawcy. Nie ukrywał jednak wstrząśnięcia tym, co przeżył.
- Takie rzeczy w Europie by się nie zdarzyły. To przekracza jakiekolwiek wyobrażenie – stwierdził.
Szef polskiego MSZ Radosław Sikorski potwierdził, że wszyscy polscy dyplomaci i dziennikarze obecni na gali wyszli z niej bez szwanku.




