Kierowca pędzący ponad dwukrotnie szybciej niż wolno wjechał w idącą chodnikiem rodzinę. Zginęli rodzice 8-miesięcznego chłopca. Świadkowie twierdzą, że po wypadku sprawca bardziej przejmował się stanem auta niż leżącymi na ziemi ludźmi.
Jechał 70 km/h zamiast 20
Do tragedii doszło w sierpniu 2026 roku. 26-letni Hubert B. kierował volkswagenem golfem z prędkością około 70 km/h, czyli o 50 km/h za szybko jak na to miejsce. Stracił panowanie nad pojazdem, zjechał z jezdni i uderzył w małżeństwo spacerujące z niemowlęciem w wózku. Matka i ojciec zginęli na miejscu. Ich synek trafił do szpitala z poważnymi obrażeniami, ale jego stan udało się ustabilizować.
Zamiast pomóc ofiarom, oglądał samochód
Według relacji bliskich ofiar, po wypadku kierowca nie zainteresował się rannymi. Zamiast tego podszedł obejrzeć zniszczony pojazd. Dziadek dziecka, pan Andrzej, mówi że mężczyzny nie wzruszył nawet płacz leżącego na ziemi niemowlaka. W internecie krąży nagranie z miejsca zdarzenia, na którym sprawca stoi przy samochodzie, podczas gdy poszkodowanym pomagają przypadkowi przechodnie.
Rodzina sprawcy broni syna
Rodzice Huberta B. przedstawiają inną wersję zdarzeń. Twierdzą, że syn od razu ruszył na pomoc ofiarom i był w szoku po tym, co się stało. Podkreślają, że wcześniej nie miał na koncie żadnych wykroczeń drogowych i przejechał bez problemu setki kilometrów. Bliscy 26-latka przepraszają rodzinę ofiar i zapewniają, że modlą się za nich każdego dnia.
Grozi mu osiem lat więzienia
Śledztwo wciąż trwa. Biegli mają przeanalizować dane z czarnej skrzynki samochodu, żeby dokładnie ustalić przebieg wypadku i sprawdzić, czy kierowca próbował hamować. Hubertowi B. grozi kara do ośmiu lat pozbawienia wolności.


