Daria Gosek-Popiołek, kandydatka Lewicy na prezydenta Krakowa, zapowiada zakaz odpalania rac podczas wydarzeń sportowych. I chce, żeby krakowskie kluby jej w tym pomogły.
„Zasady są dla wszystkich”
Gosek-Popiołek podkreśla, że sama jest kibicką piłki nożnej i zna to środowisko od podszewki.
„Jestem sama kibicem, jeżeli chodzi o piłkę nożną. Chodzę na mecze z moimi córkami i umiem odróżnić od siebie tych, którzy tak jak ja chcą spędzić 90 minut kibicując swojej drużynie, od tych, którzy są po prostu przestępcami” – mówi kandydatka Lewicy.
Zapowiada, że jako prezydentka postawi na współpracę z klubami sportowymi.
„Jestem fanką piłki nożnej, chodzę na mecze i wiem, czym różni się prawdziwe dopingowanie od chuligaństwa. Jako prezydentka zadbam o to, by tym problemem zajęli się ci, którzy mają do tego największe możliwości, czyli kluby sportowe” – deklaruje.
Zdaniem Gosek-Popiołek przepisy dotyczące pirotechniki w przestrzeni publicznej powinny obowiązywać bez wyjątków.
„Nie ma znaczenia, czy klub świętuje swoje 120-lecie, 100-lecie, wejście do ekstraklasy czy jakąkolwiek inną rocznicę czy ważne wydarzenie. Zasady są dla wszystkich i kluby sportowe muszą zacząć wstawiać bardzo jasno granice” – mówi kandydatka.
Jak wynika z jej wypowiedzi, ta sama zasada powinna dotyczyć fety Wisły Kraków na Rynku Głównym, na której odpalano race. Kandydatka Lewicy uważa, że i takie wydarzenie powinno podlegać zakazowi.
Jak wyglądała feta Wisły
Wisła Kraków zapewniła sobie powrót do PKO BP Ekstraklasy jeszcze przed końcem sezonu, ale oficjalne świętowanie odbyło się dopiero po ostatnim meczu z Pogonią Siedlce, rozegranym przy komplecie publiczności. Po końcowym gwizdku kibice wbiegli na murawę. Boisko udało się opróżnić dopiero po apelu prowadzącego doping, co pozwoliło szefowi PZPN wręczyć drużynie puchar i medale.
Na tym impreza się nie skończyła. Kilkudziesięciotysięczny tłum przeszedł na Rynek Główny, gdzie bawił się przy śpiewach i pirotechnice. Nagrania z fety obejrzały w internecie miliony osób, a piłkarze pojawili się później na balkonie Sukiennic, witani entuzjastycznie przez zgromadzonych.
Jest jeden problem
Spontaniczne świętowanie miało dla Krakowa wymiar wizerunkowy i promocyjny, a nagrania z Rynku obiegły sieć na masową skalę. Ważny jest też argument bezpieczeństwa. Próba interwencji w kilkudziesięciotysięcznym tłumie mogłaby doprowadzić do eskalacji i niepotrzebnych starć, zamiast rozwiązać problem.


