Pożar auta DIOZ i milionowa zbiórka. Pojawiły się pytania, na które wciąż nie ma odpowiedzi

PA
PA

Pożar samochodu Dolnośląskiego Inspektoratu Ochrony Zwierząt w Groniu wywołał nie tylko falę emocji, ale również szereg pytań dotyczących wartości zniszczonego pojazdu, błyskawicznie uruchomionej zbiórki oraz okoliczności samego zdarzenia. W internecie pojawiają się nawet sugestie, że za pożarem mogło stać samo DIOZ. Na tym etapie nie ma jednak żadnych wiarygodnych dowodów potwierdzających taką wersję. Policja prowadzi czynności i wyraźnie apeluje, by nie przesądzać, kto odpowiada za pożar.

Samochód spłonął w nocy. Policja bada sprawę

Do pożaru doszło w nocy z soboty na niedzielę w miejscowości Groń w gminie Bukowina Tatrzańska. Zgłoszenie dotyczące płonącego pojazdu wpłynęło około godziny 1:50. Na miejscu pojawili się strażacy oraz policjanci, a funkcjonariusze przeprowadzili oględziny i zabezpieczyli materiał, który ma pomóc w ustaleniu przyczyn zdarzenia.

W rozmowie z Wirtualną Polską st. asp. Maciej Kasprzycki z zakopiańskiej policji przekazał, że wstępne czynności wskazują na możliwość podpalenia oraz podkreślił, że nie wykluczają żadnej wersji zdarzeń. Policja zapowiedziała także przesłuchiwanie świadków oraz zabezpieczanie nagrań z monitoringu znajdującego się na okolicznych posesjach.

Do tragedii w Podgórzu mogło nie dojść? Mieszkańcy alarmowali o problemach od lat

DIOZ wskazuje na konflikt z góralami

Przedstawiciele DIOZ od początku łączyli pożar z konfliktem dotyczącym transportu konnego do Morskiego Oka. Dzień wcześniej na trasie prowadzącej nad Morskie Oko odbył się protest aktywistów sprzeciwiających się wykorzystywaniu koni do przewozu turystów. Doszło tam do napięć pomiędzy protestującymi a przeciwnikami blokady. Po pożarze organizacja publicznie zasugerowała, że samochód został podpalony w odwecie za jej działalność. Policja nie potwierdziła jednak, że za zdarzeniem stoją mieszkańcy Podhala. Wręcz przeciwnie, funkcjonariusze zaznaczają, że sprawdzane są różne możliwości, a materiał dowodowy dopiero jest gromadzony.

Pojawiły się pytania o wartość samochodu

Jednym z tematów, które szczególnie mocno rozgrzały internet, jest wartość spalonego pojazdu. DIOZ przekazał, że samochód był wart ponad 500 tys. zł. W rozmowie z WP policja również podała, że organizacja wstępnie oszacowała straty na około pół miliona złotych. W sieci zaczęły jednak pojawiać się pytania, czego dokładnie dotyczyła wskazana kwota. Czy chodziło wyłącznie o samochód, czy również o specjalistyczne wyposażenie wykorzystywane przez organizację do transportu zwierząt?

Na obecnym etapie nie ma publicznie dostępnej niezależnej wyceny, która pozwalałaby jednoznacznie rozstrzygnąć tę kwestię. Sama różnica pomiędzy wartością deklarowaną przez organizację a opiniami pojawiającymi się w internecie nie może być traktowana jako dowód nieprawidłowości.

Milionowa zbiórka niemal natychmiast po pożarze

eszcze więcej pytań wzbudziła zbiórka pieniędzy uruchomiona przez DIOZ po pożarze. Organizacja rozpoczęła zbieranie środków z celem wynoszącym 1 mln zł. Według założycieli pieniądze mają zostać przeznaczone na odbudowę taboru ratunkowego oraz zapewnienie bezpieczeństwa ludziom i zwierzętom w ośrodkach.

Właśnie wysokość celu oraz tempo uruchomienia zbiórki stały się podstawą do kolejnych komentarzy i teorii. Część internautów zwraca uwagę, że skoro według DIOZ zniszczony pojazd był wart około 500 tys. zł, to dlaczego zbiórka opiewa na dwukrotnie wyższą kwotę. Nie musi to jednak oznaczać żadnej nieprawidłowości. Jeżeli celem zbiórki jest odbudowa całego zaplecza transportowego, a nie wyłącznie zakup jednego samochodu, kwota może obejmować również kolejne pojazdy, wyposażenie, naprawy czy inne koszty działalności.

Kluczowe pozostaje więc nie samo istnienie zbiórki, ale jasne przedstawienie darczyńcom, na co dokładnie mają zostać przeznaczone zgromadzone środki.

Internetowi śledczy idą o krok dalej

W mediach społecznościowych pojawiły się również sugestie, że samochód mógł zostać podpalony przez samą organizację, aby następnie wykorzystać zdarzenie do nagłośnienia działalności i zebrania pieniędzy. To jednak na razie wyłącznie teoria. Co ważne, nawet autorzy jednego z szeroko komentowanych wpisów krytycznych wobec DIOZ zastrzegali, że nie mają dowodów pozwalających twierdzić, iż organizacja sama podpaliła pojazd. 

Zdjęcia samochodu również nie rozstrzygają sprawy

W internecie pojawiają się także zdjęcia spalonego pojazdu. Niektórzy komentujący zwracają uwagę, że część elementów samochodu nie wygląda na całkowicie zniszczone. To jednak również nie przesądza o przyczynie pożaru ani jego przebiegu. Ocena zakresu zniszczeń należy przede wszystkim do rzeczoznawców i biegłych. Zdjęcie zamieszczone w mediach społecznościowych nie jest ekspertyzą techniczną.

Podobnie sama obecność określonych elementów wyposażenia po pożarze nie pozwala ustalić, w jaki sposób doszło do pojawienia się ognia.

Na odpowiedzi trzeba poczekać

Na chwilę obecną nie mamy oficjalnego potwierdzenia zakończenia czynności śledczych i odpowiedzi na pytanie, kto miałby podłożyć ogień. Nie zostało również wykazane, że DIOZ miało jakikolwiek związek z podpaleniem własnego samochodu. Sytuacja wygląda podobnie z odpowiedzią na pytanie dotyczące wartości pojazdu czy zasadności wysokości zbiórki. Same w sobie nie są one uzasadnieniem oszustwa.

Policja zapowiada dalsze przesłuchania, zabezpieczanie monitoringu i analizę zgromadzonego materiału. Dopiero te czynności mogą przynieść odpowiedź na kwestie, które na ten moment wciąż pozostają wątpliwe. Do tego czasu zarówno oskarżenia kierowane pod adresem mieszkańców Podhala, jak i pojawiające się w sieci sugestie dotyczące samego DIOZ powinny być traktowane jako niepotwierdzone hipotezy, a nie ustalone fakty.

Źródło : WP Wirtualna Polska

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *