Termin przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa wciąż nie jest znany. Decyduje o tym jedna sprawa sądowa – i to, czy wnioskodawca protestu referendalnego zdecyduje się na kolejny krok.
Siedem dni na kluczową decyzję
Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił protest przeciwko ważności referendum, w którym mieszkańcy odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego. Autor protestu, Edward E. Nowak, odebrał już pisemne uzasadnienie tej decyzji. Od tego momentu biegnie termin na złożenie zażalenia – wnioskodawca ma na to siedem dni, czyli czas do poniedziałku.
Jeśli w tym terminie zażalenie nie wpłynie, postanowienie sądu stanie się prawomocne. Wtedy premier Donald Tusk będzie mógł wyznaczyć konkretną datę wyborów w Krakowie.
Co się stanie, jeśli zażalenie jednak wpłynie
Inny scenariusz zakłada, że wnioskodawca zdecyduje się walczyć dalej. W takim przypadku sprawa trafi do sądu apelacyjnego, a postanowienie oddalające protest pozostanie nieprawomocne. Premier wstrzyma się wówczas z ogłoszeniem terminu głosowania do czasu rozstrzygnięcia sprawy.
Sąd apelacyjny ma na rozpatrzenie zażalenia 30 dni. Jego decyzja będzie ostateczna i to ona ostatecznie przesądzi, czy i kiedy krakowianie pójdą do urn.
Wrzesień wciąż najbardziej prawdopodobny
Zgodnie z Kodeksem wyborczym przedterminowe wybory powinny odbyć się w ciągu 90 dni od ogłoszenia wyników referendum, w którym 24 maja odwołano Miszalskiego. Już 9 czerwca premier Tusk zapowiedział, że ze względu na trwające postępowania sądowe termin głosowania najpewniej wyznaczony zostanie na wrzesień.
Protest złożony przez Nowaka był jednym z czterech, jakie wpłynęły do sądu po referendum. Jako jedyny doczekał się merytorycznego rozpatrzenia – pozostałe odrzucono z powodów formalnych, między innymi z powodu przekroczenia terminu na ich złożenie.




