Kraków ma dwa tygodnie, by załatać dziurę w tegorocznym budżecie i nie sięgnąć po kredyt, pożyczkę ani obligacje. Według wstępnych wyliczeń brakuje około 390 mln zł. Nowy prezydent Łukasz Gibała zapowiada, że miasto ma zamknąć rok bez zwiększania zadłużenia.
Nowy prezydent przejął finanse tuż przed końcem roku
Łukasz Gibała wygrał przedterminowe wybory na prezydenta Krakowa. Głosowanie odbyło się po tym, jak mieszkańcy w referendum 24 maja odwołali Aleksandra Miszalskiego. Budżet trafił do nowego prezydenta na dwa miesiące przed końcem roku. Gibała od razu zlecił jego szczegółową analizę.
Gdzie brakuje pieniędzy
Najwięcej brakuje w oświacie, od 220 do 270 mln zł, zależnie od wyliczeń. Pieniądze potrzebne są na pensje nauczycieli i pracowników szkół oraz na dotacje dla placówek niesamorządowych. Transport, w tym komunikacja miejska, potrzebuje około 80 mln zł. Pomoc społeczna i piecza zastępcza to około 10 mln zł, a szpital Narutowicza około 18 mln zł. Pilnej interwencji wymagają też miejskie instytucje kultury.
Gibała: nie chcę powtarzać dawnego schematu
Prezydent zapowiada, że najpierw chce pokazać mieszkańcom prawdziwy stan finansów miasta, a potem znaleźć sposób na łatanie braków bez nowych zobowiązań. “Nie chcę powtarzać schematu z lat wcześniejszych” – mówi Gibała. Chodzi o branie pożyczek na wydatki bieżące, które powiększały dług miasta.
Mało czasu i mały manewr
Radny Michał Starobrat, który z ramienia prezydenta pracuje nad naprawą budżetu, mówi o sytuacji nadzwyczajnej. Jego zdaniem zastany budżet daje niewiele możliwości przesuwania pieniędzy między działami. Przypomina też, że poprzednia ekipa miała w tym względzie większą swobodę, a mimo to zaciągnęła 300 mln zł długu.
Co dalej z budżetem Krakowa
Najbliższe tygodnie upłyną na pracach nad planem na ten rok i na przyszły. Gibała zapowiadał po wyborach, że najbliższe dwa lata będą bardzo trudne, bo finanse miasta są w złym stanie. Czy uda się domknąć rok bez nowych pożyczek, okaże się w ciągu kilkunastu dni.

