----- Reklama -----

Michał Drewnicki: Żal mi było Aleksandra Miszalskiego

M N
M N

Podpisy zebrał jako pierwszy, ale najnowsze sondaże stawiają go na trzeci miejscu. Michał Drewnicki w rozmowie z KR24.pl zdradza, dlaczego nie chciał, by jego kandydaturę uruchomił Jarosław Kaczyński. Tak jak kandydaturę Moniki Piątkowskiej zapoczątkował Donald Tuski. – Jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia albo żadnych konkretnych dokonań, to inni robią za niego kampanię i o nim mówią – przekonuje.

----- Reklama -----
 

Z Michałem Drewnickim spotkaliśmy się… oczywiście w Nowej Hucie. Jeśli Nowa Huta to Aleja Róż. A jeśli Aleja Róż to… legendarna restauracja „Stylowa”, gdzie do dziś można kupić pyszną parzoną kawę w szklance z koszyczkiem.

Michał Drewnicki: Chcę przenieść nowohuckie wzorce na resztę Krakowa

Czy jak pan jedzie z Nowej Huty do centrum Krakowa, to mówi, że jedzie do centrum, czy do Krakowa?
– Mówię, że jadę do Krakowa. Pamiętam do dzisiaj, jak kiedyś ksiądz przyszedł do nas po kolędzie i pytał się, gdzie chodzę do szkoły. I to powiedziałem, że do dwójki, do Sobieskiego, w Krakowie. ″A co, nie mieszkasz w Krakowie?″ – zapytał. No oczywiście mieszkam, ale ta odrębność językowa dalej istnieje.

W latach 70. piłkarze Wisły Kraków żartowali, że Andrzej Iwan jest obcy, bo wszyscy byli z Krakowa, a on z Huty.
– Co ciekawe, badania pokazują, że mieszkańcy Nowej Huty najbardziej czują się krakowianami. Więc zasadniczo ja się czuję bardzo silnie związany z Krakowem i także bardzo silnie związany też z lokalnie Nową Hutą.

Jak pan wygra, przeniesie magistrat do Nowej Huty?
– Nie. Ja będę prezydentem całego Krakowa, bo utożsamiam się z całym miastem. Mieszkałem chwilę na Podgórzu, tam też mieszkali moi rodzice, potem przeprowadzili się do Mistrzejowic. Mam rodzinę i przyjaciół w różnych częściach Krakowa. Przez dwanaście lat bycia radnym miałem niezliczoną liczę interwencji na terenie całego miasta, więc znam je doskonale. Niedawno interweniowałem na Ruczaju w sprawie deweloperów. W Bronowicach, w sprawie systemu transportowego. W Swoszowicach byłem jednym z inicjatorów stworzenia nowego parku. Na Podgórzu wiele lat temu działałem np. w sprawie rewitalizacji Parku Bednarskiego. Znam całe miasto i chcę, by Kraków się równomiernie rozwijał. Każdy mieszkaniec Krakowa powinien być tak samo traktowany.

Ale jednak jak człowiek z tego Krakowa do Nowej Huty jedzie, to może poczuć się tak trochę w innym mieście. Mnie osobiście zaskakuje, że mimo ścisłej zabudowy, nie ma tu opłat za parkowanie. Czy to jest w porządku?
– Mamy w Krakowie jedną z największych i najdroższych stref płatnego parkowania. Nawet w Warszawie zasadniczo jest taniej. Więc ja nie jestem zwolennikiem ani jej rozszerzenia, ani zwiększania stawek w tej chwili. Uważam natomiast, że pewne nowohuckie wzorce przenieść na Kraków. Choćby to, że bloki są tutaj zatopione w zieleni. Jako przyszły prezydent Krakowa chciałbym, aby mieszkańcy innych dzielnic również mieli tak szeroki dostęp do zieleni.

Zabiega pan o to, żeby deweloperzy budując osiedla pamiętali o szkołach, o terenach zielonych. O tym, o czym się teraz zupełnie nie myśli.
– Władze Krakowa przez lata tak naprawdę pozwalały deweloperom wszystko. Dziś w wielu miejscach, na Prądniku Białym, Ruczaju czy w Płaszowie mamy wielkie osiedla, które nie mają dostępu do zieleni, usług kultury ani transportu. Kliny też są dobrym przykładem. Są tam bardzo duże osiedla, a nadal brakuje na przykład dróg dojazdowych czy parku.

Michał Drewnicki: Postawię się deweloperom

Ale będzie metro na Klinach.
– Miszalski na razie pokazywał slajdy w PowerPoint, Trzeba doprowadzić do przygotowania inwestycji i zapewnienia jej finansowania. Zobowiązuję się do tego, że jako przyszły prezydent wpiszę do strategii twarde wymagania względem deweloperów. Nie będzie mógł wybudować osiedla, bloku, jeśli nie będą spełnione odległości od szkoły, jeśli nie będzie parku, przystanku komunikacji, przychodni itd. Budowie osiedli musi towarzyszyć zapewnienie mieszkańcom warunków do normalnego życia.

To jest do zrobienia pod względem prawnym?
– Tak, to nie jest tylko takie czcze gadanie. Trwa kampania, więc wielu kandydatów mówi o gruszkach na wierzbie. Ja, jako radny wielokrotnie już zajmowałem się tymi sprawami. Na miarę możliwości byłem inicjatorem miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które blokowały agresywną zabudowę deweloperską. Byłem też inicjatorem poprawek, dzięki którym udało się stworzyć parki w Mistrzejowicach czy Czyżynach. Mam więc doświadczenie w tej materii. I wiem, że ustawa dzisiaj nam pozwala wprowadzić takie zapisy. Urząd Miasta i poprzedni prezydent tak naprawdę nie chcieli tych zapisów, oni uzależniali budowę osiedla jedynie od bliskości szkoły i parku, a da się jeszcze wpisać inne elementy wymagane. Miejsca rekreacji, sportu, kultury, przystanki, ośrodki opieki zdrowotnej. I ja chciałbym te zapisy wprowadzić do planu ogólnego i strategii.

Michał Drewnicki
Michał Drewnicki

Kraków jest dziś rozszarpywany przez międzynarodowych deweloperów, którzy lobbują w kwestii planu ogólnego?
– To jest jeden z największych grzechów poprzednich władz. Dozwolili deweloperom i różnej maści lobbystom z branży budowlanej czy turystycznej, na zawłaszczenie miasta kosztem ludzi. Dzisiaj zwykły człowiek cierpi, bo są całe osiedla i całe rzesze mieszkańców, które by wyjść z dzieckiem do parku, muszą jechać samochodem. To jest skandal, że w Polsce w XXI wieku ludzie nie mają dostępu do parku. Do dobrego życia potrzebne jest miejsce do wypoczynku, rekreacji. Poprzedni prezydenci ulegali wpływom deweloperów i przyzwalali na niszczenie miasta, przyzwalali na wielkie zyski prywatnych firm kosztem ludzi, którzy dziś zmagają się z korkami, brakiem parku, czy przeciążeniem szkół jak choćby na Klinach. Albo w ogóle brakiem szkoły w Łęgu. Ten wpływ trzeba po prostu ukrócić. Dlatego też ja deklaruję, że koniec z monopolami, koniec z wyzyskiwaniem ludzi, trzeba w Krakowie przywrócić normalność, Żeby to ludzie decydowali, a nie takie czy inne lobby.

Łatwo powiedzieć, że będzie pan się przed tymi lobbystami bronił. A potem naciski mogą być ogromne.
– Oczywiście, że to jest trudne. W przeszłości jako radny wielokrotnie pokazałem, jak można w takich sytuacjach działać. Robiłem to konkretnymi decyzjami, konkretnymi inicjatywami, jak choćby inicjowanie Miejscowych Planów Zagospodarowania Przestrzennego, czy składanie poprawek do projektów planów miejscowych. Sprzeciwiłem się na przykład zabudowie deweloperskiej na łąkach w Mistrzejowicach. Gdyby nie moja inicjatywa, różne wnioski i poprawki, dziś zapewne powstawałoby tam już osiedle. Ja tutaj jestem nieprzejednany. Jestem odważny i będę parł po prostu do przodu. To mieszkaniec musi być na pierwszy miejscu, z nie zarobek korporacji, której jutro może już w Krakowie nie być.

Chce pan stworzyć strefę inwestycyjną na obszarze dwustu hektarów, gdzie ma się znaleźć też lekki przemysł, centra badawcze i tak dalej. To pytanie może zabrzmieć zabawnie, ale czy Kraków ma dość prądu, by taką strefę stworzyć?
– Mało się o tym do tej pory mówiło, ale Urząd Miasta i spółki miejskie próbowały rozmawiać z ArcelorMittal na temat przejęcia elektrociepłowni, która znajduje się w Kombinacie. Z drugiej strony oczywiście trzeba zabiegać o dostępność prądu. władze miasta muszą twardo wnioskować u spółek państwowych, by taka możliwość była. Nie wyobrażam sytuacji, w której Kraków nie może się rozwijać, bo spółka państwowa nie zadbała o to, żeby w milionowym mieście było dość prądu.

– Ta strefa musi powstać. Marszałek Łukasz Smółka po rozmowie ze mną zadeklarował wsparcie projektu przygotowania 200 hektarów pod nowoczesną produkcję. Zaproponowałem również Małopolski Pakt Przemysłowy, oparty na współpracy Krakowa, województwa i sąsiednich gmin, by nie konkurować a przyciągać największych inwestorów.

– W Niepołomicach mamy ponad 500 hektarów strefy ekonomicznej. Mieszczą się tam dzisiaj naprawdę dobre zakłady i wielu mieszkańców Krakowa jeździ do Niepołomic, by tam pracować. Ja bym chciał, żeby krakowianie zostawali w Krakowie i nie musieli szukać pracy we Wrocławiu, w Warszawie czy w Gdańsku, bo do takich niestety przypadków dochodzi. A dzięki temu Kraków będzie miał środki na rozwój, bo każda duża firma produkcyjna, z sektora przemysłu wysokich technologii, niskoemisyjnych, to są też dochody do miasta, na inwestycje, na remonty, na kolejny rozwój strefy. Niepołomice potrafiły, Wrocław potrafił, Gdańsk potrafił, a prezydenci w Krakowie w poprzednich latach po prostu nie potrafili, co jest wielkim zaniedbaniem. Nie mamy strefy inwestycyjnej odpowiadającej potencjałowi Krakowa.

– Prezydenci Majchrowski i Miszalski wpuszczali na te tereny hale, magazyny i centra logistyczne. Tego typu miejsca generują bardzo słabo płatne stanowiska pracy, a z drugiej strony bardzo mocno obciążają lokalny układ drogowy i osiedla. Zamiast magazynów, wolę firmy produkcyjne oferujące dobrze płatne miejsca pracy. Pora na ambicję! Stąd moje hasło – ambitny Kraków blisko ludziom, bo nie potrzebujemy zakompleksionego prezydenta, który nie myśli tak naprawdę o rozwoju. Krakowianie to ludzie ambitni, a ja chcę być ich ambitnym prezydentem.

Michał Drewnicki: Żal mi było Aleksandra Miszalskiego

Słowo ″zakompleksiony″ odnosiło się do ostatniego prezydenta?
– Niech mieszkańcy sami ocenią. ″Nie warto budować, nie warto robić tego, nie warto czynić wielkich inwestycji”. Często słyszeliśmy podobne rzeczy. Dobrze pamiętam, ile lat trwała batalia o to, by w Krakowie wybudować Tauron Arenę. Musimy wreszcie być ambitni. Jeśli Warszawa, Wrocław, Gdańsk potrafią to my też.

Miał pan takie momenty, gdy Miszalski był jeszcze prezydentem, że było panu go żal?
– Żal mi go było po odwołaniu, gdy zaczęły krążyć w internecie ″nocne″ zdjęcia.

Zdjęcia ″z miasta″.
– Mniejsza o to, co na nich było. Poszedłem wtedy do jego kolegów radnych. Powiedziałem im, że jeśli to jest wasz kumpel, to zadbajcie o niego, bo tak po ludzku jest mi go szkoda. Oczywiście, nie sprawdził się jako prezydent. Przerosła go ta rola i oczywiście trzeba było go odwołać, ja z niczego się nie wycofuję. Nie zmienia to faktu, że jest to człowiek, który ma swoje uczucia i emocje i jeżeli ta osoba przegrała, to nie ma jej co dokładać. Nie kopie się leżącego. A sądzę, że tak po ludzku trzeba mu zapewnić wsparcie. Kibicuję mu, by stanął na nogi i otrząsnął się z tej porażki. Mówię to bez cienia cynizmu. Nie wszystko, co robił było złe. Na pewno ma dziś wiele planów.

Jego przypadek pokazuje, że rola prezydenta Krakowa potrafi nieźle wyniszczyć. Tym bardziej, że struktury partyjne zostawiły go samego sobie. Nie miał mocnego wsparcia od strony Warszawy.
– On był zostawiony samemu sobie. Pani Monika Piątkowska też została zlekceważona, bo wskazano ją na kandydata na prezydenta Krakowa w Warszawie na trawniku podczas konferencji z Donaldem Tuskiem. Widać, że centrala Koalicji Obywatelskiej traktuje Kraków jako miasto drugiej kategorii. Dlatego też sądzę, że bardzo źle dla miasta się stanie, jeśli kolejny raz prezydentem zostanie ktoś z Koalicji Obywatelskiej, bo nie czują potrzeby, by to miasto mocno wspierać.

Pan by nie chciał takiej prezentacji w Warszawie?
– Ja miałem swoją prezentację tutaj obok na Alei Róż, bo chciałem pokazać, że jestem stąd, jestem z Krakowa, sąsiadem z osiedla i jestem osobą, która w ostatnich dwunastu latach na co dzień była z mieszkańcami Krakowa. Dlatego też ja nie chciałem prezentacji na Rynku Głównym. Mamy w Krakowie piękny rynek, którym się szczycimy, ale równocześnie jest on dziś symbolem turystów i różnego rodzaju interesów lobby turystycznego. A dziś Kraków potrzebuje prezydenta, który rozumie ludzi i ma z nimi ciągły kontakt. Który był tu przed kampanią i nie wyjedzie zaraz po wyborach, bo będzie miał jakieś inne cele polityczne. Znam miasto i chcę jego rozwoju, bo będę tu mieszkał i moje dzieci też.

Pańskie dwie córki.
– Także dla moich dwóch córeczek chcę zostawić miasto lepsze, inne, bezpieczne. Gdzie są miejsca pracy, gdzie szanuje się zarówno seniorów jak i ludzi młodych. To jest dla mnie rzecz ważna.

Pani Piątkowska powiedziała, że jest samodzielną osobą, bo tak powiedział Donald Tusk.
– To są takie oksymorony. Pierwsze słowa zaprzeczają drugim. Pani Piątkowska przez lata pokazała, że jest kompletnie niesamodzielną osobą. Czy to w głosowaniach w Senacie, czy nawet ostatnio. Jednego dnia krytykowała posłów, że chcą wprowadzić 5 zł opłaty turystycznej za dzień dla turysty zagranicznego. Uznała, że to śmieszna stawka. Kilka dni później, gdy Tusk powiedział, że to będzie 5 zł właśnie, nagle zaczęła chwalić, że to fantastyczna kwota. To kompromitacja. Zresztą do dziś nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego Koalicja Obywatelska postawiła na panią Piątkowską.

Michał Drewnicki

Co z imprezami na Rynku Głównym?

Wspomniał pan o Rynku Głównym. Ostatnio było głośno o imprezach, które tam się wieczorami odbywają. Co by pan z tym zrobił?
– Każdy może protestować, ale nikt nie może nadużywać prawa.

Chodzi o zakłócanie ciszy nocnej?
– Tak. Byłem w tej kadencji organizatorem spotkania z mieszkańcami centrum miasta. Podjęliśmy tam szereg różnego rodzaju inicjatyw i działań, by pomóc im w walce z problemami, z którymi się mierzą – huk nocny, hałas, wrzaski, czasami strach, by wyjść w nocy.

Co z tym zrobić? Jest burmistrz nocny.
– Ta funkcja nic nie zmieni. Jest wiele aspektów. Zacząłbym od ucywilizowania rynku turystycznego. Uważam, że nie wszystkie miejsca w Krakowie powinny być przeznaczone pod turystów.

Ustawimy tam zakaz wejścia dla turystów?
– Nie, ale możemy tam wprowadzić zakaz tworzenia hoteli lub hosteli.

Które miejsca ma pan w głowie?
– To jest do wypracowania z mieszkańcami. Sądzę, że na Kazimierzu przydałoby się stworzyć takie miejsca, aby ta część miasta nie stała się tylko miejscem dla turystów. Jeszcze niedawno mieszkało tam 10 tysięcy krakowian, były zakłady produkcyjne, rzemieślnicze itd. Nie możemy dopuścić do tego, by tego typu miejsca Krakowa stały się skansenem, gdzie nikt nie mieszka. Nie chcę wyganiać turystów, ale chcę, żeby to wszystko miało ręce i nogi i znało swój porządek. Krakowem nie mogą rządzić turyści.

Co robić z Kazimierzem? Głośno ostatnio było o Eszewerii. Chodzi o klimatyczne knajpki w lekko zrujnowanych kamienicach, a więc idealnie wpisują się w to, jak wyobrażamy sobie Kazimierz. Z drugiej strony jest ktoś, kto chce tam postawić na nowoczesny apartamentowiec lub hotel. Co zrobić w takiej sytuacji?
– Tu trzeba zawsze zachować rozsądek. Ja jestem zdaniem, że trzeba jeszcze raz popracować nad planem zagospodarowania dla Kazimierza i chronić tę dzielnicę, aby pozostawić tam funkcje mieszkalne. Z drugiej strony wyznaczyć miejsca, gdzie będą mogły powstawać nowe hotele. Dziś jest tam wolna amerykanka. W znacznej części Kazimierza kamienice mogą być wyprute i będzie można tam postawić hotel. W efekcie powstanie kolejna dzielnica tylko dla turystów, która straci lokalny charakter, a do tego nie możemy dopuścić. Bez względu na to czy jest to Kazimierz czy Tomex. Chodzą słuchy, że poprzedni prezydent planował zburzyć Tomex, by postawić tam bloki. O każdą dzielnice trzeba dbać. Mieszkańcy od lat marzą np. o rynku krowoderskim. Takie miejsca są niezbędne. Bez nich nie ma miasta. Bez nich człowiek w mieście się udusi i szuka ratunku, wyprowadzając się na przykład poza miasto. A ostatnie władze się tym nie przejmowały.

Michał Drewnicki: Nie chcę meczetów w Krakowie

Plotkuje się, że powstający plan ogólny zakłada wyburzenie części galerii handlowych. A one są pewnego rodzaju centrum życia dla wielu mieszkańców.
– Deweloperzy lobbują. Były zakusy, żeby znaczną część galerii handlowych, sklepów wielkopowierzchniowych i placów targowych przekształcić w deweloperkę. Czyli wielkie bloki mieszkalne, kolejne osiedle. Pozbywamy się usług, handlu. W to miejsce wchodzi blok, a na parterze jeden sklep i restauracja. To jest niszczenie miasta, dlatego nie można do tego dopuścić. Dlatego jako przyszły prezydent jednoznacznie deklaruję, że będę zachowywał dzielnicowe centra usług czy handlu, bo bez nich życie w mieście będzie nie do zniesienia. Nie zgadzam się, by jakiś lobbysta zawłaszczył te miejsca i je zniszczył. Jeśli dojdzie do wyburzenie Tomeksu, Krokusa, Multikina i powstaną tam wielkie osiedla, to życie tam będzie nie do zniesienia. Dzielnice te stałyby się wielkimi molochami, sparaliżowanymi przez korki samochodowe. To są pomysły rodem z horroru, które, jako prezydent, będę blokował.

W lipcu głośno było o meczecie, który miał powstać na Osiedlu Podwawelskim. Miało tam powstać Centrum Kultury Islamskiej, ale doszło do protestów. Co robić w takich sytuacjach? Miasto powinno w to ingerować?
– Ja nie jestem zwolennikiem budowy meczetu w Krakowie, natomiast jeżeli ktoś się spotyka w ramach centrum kultury i nie robi tam nic złego, to dlaczego mielibyśmy interweniować? Oczywiście zgadzam się, że napływ migrantów z innego okręgu cywilizacyjnego jest rzeczą trudną i ja bym nie chciał takiego napływu, tak jak stało się to np. w Niemczech. Wolałbym wspierać choćby Tatarów, którzy często są muzułmanami, ale też wielkimi patriotami. Funkcjonują w ramach tej tradycji islamskiej, która jest przyjemnie nastawiona do Polski i się identyfikuje z Polską.

Schudł pan przed kampanią.
– Jak prezydent Kwaśniewski. Czułem kampanię…

Jak zostanie pan prezydentem, to nabierze z powrotem te 20 kg, żeby zyskać posturę, godną tego urzędu?
– Jak prezydent Dietl, którego pomnik stoi przed urzędem? Nie, ja schudłem tak naprawdę dla zdrowia i kondycji. Zasadniczo, zawsze byłem człowiekiem dość wysportowanym. Poza strzelectwem, bo mam licencję strzelca sportowego i strzelam amatorsko, nie uprawiam żadnego sportu ″zawodowo″. Lubię natomiast chodzić po górach, bardzo lubię spacery, podczas których poznaję Polskę. A jak się waży 130 kg, a tyle ważyłem, to pod górę już jest ciężej. Niedawno znalazłem jeden wolny dzień i poszliśmy z żoną na Turbacz. W drodze powrotnej musiałem dźwigać dwie moje córeczki na plecach, więc miałem na plecach łącznie 40 kg. Powiem tak: byłem zmęczony po tym dwugodzinnym zejściu, ale dałem radę.

Kawa w „Stylowej”

Drewnicki o transporcie w Krakowie

Jeździ pan w Krakowie rowerem?
– Kiedyś bardzo dużo jeździłem. Teraz ostatnio po prostu nie mam czasu…

Ale jak to? Przecież poprzedni prezydent jeździł rowerem po Krakowie.
– No bo miał bardzo blisko do urzędu. Pierwotnie mieszkał w okolicach Hali Targowej. Gdybym ja tam mieszkał, też bym jeździł rowerem. Każdy środek transportu jest ważny i w różnych porach dnia, w zależności od potrzeb, to korzystamy raz z samochodu, raz z komunikacji, raz z roweru lub idziemy na nogach.

Ja jeżdżę dużo rowerem po Krakowie i zazwyczaj jest tak, że nawet Google Maps to potwierdza, że w wiele miejsc rowerem dojadę najszybciej. Co to mówi o Krakowie?
– Rower jest najszybszy na krótszych odcinkach, ale nie zawsze da się jechać rowerem. Jeśli pan ma spotkanie biznesowe, to pan się całkowicie spoci i nie będzie się dało pójść.

Co to mówi o Krakowie?
– Mówi to, że system drogowy w Krakowie nie został domknięty, co powoduje, że samochody stoją w wielkich korkach albo rozjeżdżają osiedla, co jest rzeczą bardzo złą. Wciąż nie jest dokończona III obwodnica. Nie ma trasy Nowobagrowej, Ciepłowniczej, Pychowickiej ani Zwierzynieckiej, a to powoduje, że ruch tranzytowy przyjmują ulice niedostosowane do takiego natężenia. Powstaje zagrożenie dla życia i zdrowia ludzi. Przykładem ulica Solna, gdzie doszło ostatnio do tragicznego wypadku. Tą ulicą omija się wielkie korki na okolicznych drogach. Ja też często korzystałem z tego skrótu.

Postawiono tam ograniczniki prędkości, które bardzo łatwo ominąć i kierowcy to robią. To wystarczy?
– Trzeba przede wszystkim zabezpieczyć ruch pieszych i tą drogę zmodernizować dostosowując do warunków. To jest skandal, że tak ważna droga jest tak zrealizowana. Tam trzeba oczywiście zadbać o chodniki i bezpieczeństwo. Te progi powinny być porządnie zrobione, a nie tak, że da się je ominąć. To jest to, na co ja zawsze zwracałem uwagę, organizując choćby nadzwyczajne sesje Rady Miasta Krakowa w sprawie transportu, bo też byłem inicjatorem takich przedsięwzięć, czy też rezolucji transportowych. Niestety koalicja rządząca odrzucała je bardzo chętnie, bo to były tematy niewygodne. W Krakowie trzeba zadbać o cały spójny system. To nie jest tak, że jak ktoś jest kierowcą, to nagle walczy z pieszym. Osoby jeżdżące autobusami nie mogą walczyć z tymi, co wolą tramwaje itd.

W ostatniej polityce transportowej nastawiano te grupy antagonistycznie. Tym zabierano, tamtym dawano. A może po prostu inaczej się nie da?
– Da się, niestety osoby zajmujące się transportem w Krakowie patrzyły tylko na ścisłe centrum. A jak mówią wykonane przez nich badania, tylko 4% podróży po Krakowie kończy się w obrębie ścisłego centrum miasta. A w obrębie drugiej obwodnicy, czyli Aleje, Kazimierz, wjeżdża trochę ponad ¼ osób. Więc blisko 75% ruchu to są podróże międzydzielnicowe i tranzyt. To znaczy, że należy dokończyć układ drogowy, który jest wybrakowany i powoduje problemy. Wówczas znaczna część ruchu z Alei Trzech Wieszczów przeniesie się na inne drogi, których dziś brakuje. Nawet poprzednie władze stwierdzały, że one są potrzebne, tylko nie potrafili ich zrealizować. Chciałbym, aby każdy mógł wybierać środek transportu, jaki w danym momencie najbardziej mu pasuje. Dzisiaj przyjechałem samochodem, bo zaraz jadę na zakupy, a potem po córkę do przedszkola. Natomiast później będę szedł na nogach na plac targowy, by kupić pomidory i marchewkę. A jadąc do kina, wybiorę tramwaj. Trzeba po prostu zachować rozsądek i inwestować w każdy środek transportu, a nie tylko zakazywać, nakazywać, blokować, bo to do niczego nie prowadzi, oprócz tego, że korki są większe niż w Warszawie.

Chce pan domknąć trzecią obwodnice, wybudować drogi łączące dzielnice, do tego metro i rozbudowa kolei. Nie za dużo tych projektów? Jest szansa, by to wszystko zrealizować?
– Przedstawiłem spójny plan transportowy miasta jako mapę drogową, która będzie uzupełniana. Musimy mieć wizję systemu transportowego, a potem krok po kroku go realizować. Nikt nie obiecuje, że wszystko będzie budowane naraz. Do tej pory w Krakowie robiono tę inwestycję, którą wylobbował jakiś polityk albo radny. Powstawał chaos, nierównomierny rozwój miasta. Obrzeża Krakowa są bardzo mocno niedoinwestowane, tam brakuje nawet chodników i rodzice boją się puszczać dzieci do szkoły. W Branicach od 20 lat proszą o kawałek chodnika. Odnośnie metra, trzeba się przygotować. Przetargi, przygotowane przez Aleksandra Miszalskiego, zrealizuję. Mowa o badaniach geologicznych i studium wykonalności. Plan mówiący o przebiegu trasy i finansowaniu powinien zostać poddany bardzo dokładnym konsultacjom społecznym. Należy też zaprosić najlepszych ekspertów, by zaproponowali najlepsze rozwiązania. Jeśli to będziemy mieli, będę twardym negocjatorem z rządem, niezależnie od tego, kto będzie u władzy. Rząd musi to sfinansować, ale najpierw Kraków musi się przygotować i ja to zrobię.

Drewnicki: Wiem, jak zlikwidować SCT w Krakowie

Zapowiada pan znacznie ograniczenie zasięgu Strefy Czystego Transportu, a następnie jej likwidację. Czy ustawa o elektromobilności daje taką możliwość?
– Ustawa umożliwia likwidację strefy, jeśli przez trzy lata spełnimy normy emisji spalin. W zeszłym roku Kraków już spełnił te normy, w tym roku prawdopodobnie też. Jeśli w przyszłym roku będzie podobnie, strefę będzie można zlikwidować. Do tego czasu można ją ograniczyć. Jacek Majchrowski chciał objąć strefą całe miasto, prezydent Miszalski objął 60 procent miasta. Ja deklaruję, że przygotuję uchwałę, która ograniczy SCT do ulic w obrębie Rynku, a za 1,5 roku, jeśli normy nadal będziemy spełniać, strefa zostanie zlikwidowana.

Z kim z kandydatów na prezydenta poszedłby pan wieczorem na Kazimierz?
– Z każdym. Pytanie, czy wszyscy chcieliby iść ze mną. Nie miałbym problemu, by pójść z Janem Hoffmanem, Łukaszem Gibałą, Aleksandrą Owcą. Z Bartoszem Bocheńczakiem też, choć on ostatecznie nie kandyduje, ale trzymam za niego kciuki, żeby się pozbierał.

A w góry?
– W góry też. Bardzo chętnie. Zbliża się jesień. Po kampanii może uda się wygospodarować jeden dzień, by ruszyć na szlak.

A nie bałby się pan…
– Że ktoś mnie zepchnie? Twardo stąpam po ziemi.

Michał Drewnicki

Drewnicki: Nie odcinam się od PiS

Chciałem zapytać o inną obawę. Nie bał się pan, że i panu ktoś przyniesie ″lewe″ podpisy i potem braknie do wymaganej liczby? W przypadku pana Bocheńczaka mówi się nawet o sabotażu.
– Ja dostarczyłem podpisy jako pierwszy, mieliśmy dwa razy więcej niż wymagano i jako pierwszy zostałem zarejestrowany. To pokazuje skalę poparcia, za co dziękuję współpracownikom i wolontariuszom, którzy wraz ze mną zbierali podpisy. Ja osobiście stałem w wielu miejscach. Oczywiście, dziękuję też wszystkim krakowianom za każdy podpis. Byłem pewny, że mamy wystarczającą liczbę. Jeśli osobiście zbierasz, znasz tych ludzi, to masz pewność, że podpisy są prawdziwe. Miałem bardzo niski odsetek odrzuconych zgłoszeń.

Ile?
– Złożyliśmy 6 tysięcy podpisów. Po 3800 moja kandydatura została zarejestrowana. Innym kandydatom odrzucano po 1000, 2000 podpisów, a u mnie tylko 800. To pokazuje, że byliśmy dobrze przygotowani, a podpisy składały osoby, które faktycznie będą głosowały.

Patrząc na ostatnie wybory prezydenckie czy parlamentarne, PiS w Krakowie trzyma się całkiem nieźle, w porównaniu do największych polskich miast. A mimo to wedle sondaży nie uda się panu wejść do drugiej tury. Co pan odpowiada tym, którzy mówią, że panu się nie uda?
– Ja jestem radnym, człowiekiem stąd, więc szyld partyjny nie będzie najważniejszy w głosowaniu. Ja mam wiele oznak sympatii od osób, które w wyborach do Sejmu głosują na zupełnie inne partie.

Próbuje się pan odcinać od PiS-u?
– Nie odcinam się. Jestem członkiem PiS i mam prawicowe poglądy.

Szybko byłby telefon.
– Nie chodzi o to. Wszyscy wiedzą, że jestem z PiS. Pani Monika Piątkowska udaje, że jest bezpartyjna, a jest stricte partyjna. To bez sensu, bo jedynie wiarygodność się traci. Ja jestem członkiem PiS, natomiast w samorządzie potrafię współpracować z różnymi środowiskami. Mam wiele głosów poparcia nawet od ludzi o lewicowych poglądach, od ludzi z Koalicji Obywatelskiej, bo miałem z nimi kontakt jako radny. To pokazuje, że wywodzę się z PiS, mam prawicowe poglądy, ale w sprawach miasta potrafię rozmawiać z każdym. Mam wiarygodny program skierowany do różnych osób.

Wiemy już, co mówi Donald Tusk o pani Piątkowskiej, przynajmniej oficjalnie. A co mówi Jarosław Kaczyński o panu?
– Proszę zapytać Jarosława Kaczyńskiego. Pan prezes mnie popiera.

Nie chciałby pan, aby to on pana zaprezentował?
– To jest pokazanie ważnej różnicy. Jeśli ktoś nie ma nic do powiedzenia albo żadnych konkretnych dokonań, to inni robią za niego kampanię i o nim mówią. Za mną stoją czyny, działania, program i wiarygodność. Więc ja nie potrzebuję, żeby politycy warszawscy mówili, kogo krakowianie mają wybrać. Krakowianie sami zdecydują. Są mądrzy, ambitni, a ja za swoim programem i wiarygodnością mam dużą szansę na zwycięstwo i realizację programu ambitnego Krakowa bliskiego ludziom.

Z kim chciałby się pan spotkać w II turze i jak załatwi pan swojego przeciwnika?
– Niech zdecydują krakowianie. Ja bardzo chętnie spotkam się z każdym kandydatem. Chciałbym, aby to był kandydat merytoryczny. Żebyśmy spierali się na argumenty, a nie na to, kto kogo jaki warszawski polityk popiera. Nie obawiam się debaty z nikim. I dochodzą do mnie sygnały, że niektórzy kandydaci boją się debat albo chcą chodzić tylko do ″swoich″ dziennikarzy. Ja chodzę do wszystkich. Jak ktoś kandyduje na prezydenta Krakowa nie powinien wybierać ludzi i mediów. Do jednych mówi, drugimi gardzi. Nie na tym polega rola prezydenta.

Rozmawiał: Mateusz Miga

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *