----- Reklama -----

Gibała wydał prawie 2 mln zł na odwołanie prezydenta Krakowa. Teraz może w ogóle nie wystartować w wyborach

SW
SW

Łukasz Gibała, lider stowarzyszenia „Kraków dla Mieszkańców”, stał za niemal całym finansowaniem referendum, które zakończyło się odwołaniem prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Dziś, gdy w przedterminowych wyborach uchodzi za jednego z głównych faworytów, jego kandydatura wisi na włosku. Powodem nie są sondaże, tylko literówka w formularzu.

Blisko 2 miliony na kampanię przeciwko Miszalskiemu

Z oficjalnego sprawozdania złożonego do Krajowego Biura Wyborczego wynika, że cała kampania referendalna kosztowała niespełna 2 mln zł, dokładnie 1 976 276,06 zł. Zdecydowaną większość tej kwoty, prawie 1,9 mln zł, pokryło stowarzyszenie Gibały, głównie w formie usług i materiałów wykorzystanych w kampanii. Najwięcej pieniędzy poszło na plakaty, billboardy i ulotki, ponad 150 tys. zł kosztowały ogłoszenia w mediach, a blisko 465 tys. zł wypłacono osobom zbierającym podpisy pod referendum. Sam Gibała tłumaczył, że tak wysoki budżet był odpowiedzią na kampanię informacyjną prowadzoną przez władze miasta, która miała dawać przewagę urzędującemu prezydentowi.

Faworyt wyborów z problemem formalnym

Po udanym referendum Gibała ogłosił start w przedterminowych wyborach na prezydenta Krakowa, zaplanowanych na 27 września. Typowany jest jako jeden z głównych kandydatów, ale zanim w ogóle znajdzie się na karcie do głosowania, musi przejść przez formalność, która okazała się dla niego prawdziwą pułapką. Aby zarejestrować kandydata, komitet musi zebrać co najmniej 3 tysiące ważnych podpisów mieszkańców Krakowa.

Zabrakło jednego słowa na formularzu

Komitet Gibały złożył 5449 podpisów, jednak miejska komisja wyborcza uznała za prawidłowe jedynie 1613 z nich. Zabrakło aż 1387 podpisów do wymaganego progu. Problem okazał się banalny. Na formularzach przygotowanych przez sztab zabrakło wcześniej wydrukowanej nazwy „Kraków” przy adresie, a jeśli osoba podpisująca listę sama jej nie dopisała, podpis był odrzucany. To właśnie ten błąd odpowiada za odrzucenie około 3200 z ponad 3800 zakwestionowanych podpisów. Gibała przyznał, że to wina jego sztabu, a nie próba fałszowania list.

Wyścig z czasem do godziny 16

W czwartek, w ostatnim dniu na złożenie dokumentów, sztab Gibały do samego południa dozbierał brakujące podpisy, informując o kolejkach w biurze komitetu. Termin mijał o godzinie 16, po czym komisja miała ponownie zweryfikować dokumentację. Dopiero to rozstrzygnie, czy człowiek, który wydał prawie 2 mln zł na odwołanie poprzedniego prezydenta i miał być głównym beneficjentem tej operacji, w ogóle pojawi się na karcie do głosowania w wyborach będących bezpośrednim skutkiem jego własnej kampanii.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *