Nad Wisłą w centrum Krakowa pojawiły się ogromne chmary drobnych owadów. Mieszkańcy alarmują w sieci, a urząd miasta uspokaja – to nie plaga komarów, tylko niegroźne muchówki, które są naturalnym elementem rzecznego ekosystemu.
Skąd się wzięły muchówki w Krakowie
Owady, które mieszkańcy nazywają „zielonymi komarami”, to w rzeczywistości muchówki z rodziny ochotkowatych. Jak wyjaśnia Urząd Miasta Krakowa, ich masowe rojenie to efekt warunków panujących w Wiśle. Rzeka w tym miejscu płynie wolno i gromadzi dużo materii organicznej, a do tego sprzyjają im wysokie temperatury utrzymujące się w regionie. To właśnie ciepło i spokojny nurt tworzą idealne warunki do rozmnażania się owadów.
Uciążliwe, ale nie niebezpieczne
Muchówki nie gryzą ludzi, jednak potrafią mocno dokuczyć. Najbardziej odczuwają to rowerzyści, bo owady wpadają im do oczu, nosa i ust. Insekty masowo osiadają też na jasnych elewacjach budynków oraz wokół białych lamp ulicznych. Mieszkańcy zgłaszali w mediach społecznościowych niepokój z powodu owadów na kamienicach, mostach i w tunelu na Zabłociu.
Co zrobić, żeby ograniczyć problem
Według urzędników muchówki przyciąga przede wszystkim światło białe i niebieskie, natomiast ciepłe barwy bliskie czerwieni są dla nich obojętne. Dużym problemem jest zanieczyszczenie światłem przy ulicy Nadwiślańskiej, gdzie źródła światła działają także w dzień. Urząd sugeruje, że pomocna byłaby zmiana koloru elewacji budynków od strony rzeki na ciemniejsze, najlepiej przy okazji planowanych remontów. To może realnie zmniejszyć liczbę owadów osiadających na ścianach.
Kiedy owady znikną
Miasto zaznacza, że nie ma wpływu na liczebność populacji muchówek, bo wymagałoby to poważnej ingerencji w ekosystem rzeki. Co więcej, owady pełnią ważną rolę – oczyszczają wodę z biogenów i są pokarmem dla innych zwierząt, zwłaszcza nietoperzy. Plaga ma ustąpić wraz z nadejściem wyraźnego jesiennego ochłodzenia. Urzędnicy ostrzegają jednak, że podobna sytuacja może powtarzać się w kolejnych latach, szczególnie tych najcieplejszych.




