----- Reklama -----

Ostatnia szansa Miszalskiego. W Krakowie ruszył proces w sprawie referendum

M N
M N

Przed krakowskim sądem ruszył proces w sprawie naruszenia ciszy wyborczej podczas referendum, które doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego. Inicjator protestu, Edward E. Nowak podkreślił, że w tej sprawie chodzi o obronę demokracji w Polsce.

W środę ruszył proces w sprawie ewentualnego łamania ciszy wyborczej podczas krakowskiego referendum.

Autorzy protestu przedstawili bardzo szeroki materiał dowodowy wskazujący, że działalność internetowa mogła mieć wpływ na frekwencję wyborczą.

Reklamy o szerokich zasięgach

Jeden przykład – symulacja wpływu płatnych reklam w serwisie Meta (Facebook) na frekwencję. Jak przekonywała pełnomocnik Edwarda E. Nowaka, tylko reklamy na Facebooku, które łącznie zanotowały ponad 300 tysięcy wyświetleń, mogły wpłynąć na wzrost frekwencji o 19 tysięcy osób. Próg frekwencyjny został przekroczony o 17 673 głosów, a więc ta analiza miałaby wykazywać wprost, że tylko działalność na Facebooku mogła skutkować przekroczeniem progu.

Podczas pierwszej rozprawy oświadczenie wygłosił inicjator protestu, Edward E. Nowak. Zwrócił uwagę, że chodzi nie tylko o te wybory, ale o obronę procesu wyborczego w ogóle.

Chodzi o obronę demokracji

– Być może tutaj rozstrzyga się kwestia, czy w przyszłych wyborach w Polsce będą panowały zasady równej rywalizacji czy godzimy się na chaos, agitację i propagandę (..) Może dojść do tego, że takie pojęcia jak cisza wyborcza czy kampania wyborcza staną się tylko pustymi sloganami, a w efekcie utracimy wolne wybory. Mówię o tym, bo praktycznie całe życie bronię demokracji – powiedział Nowak.

Zwracał uwagę, przeciwnicy prezydenta wykorzystywali socjotechnikę i sztuczną inteligencję. Machinę medialną wobec której obywatele byli bezradni. Podkreślał, że nawet przy najbardziej ostrożnych ocenach, wpisy zakłócające ciszę wyborczą miały doprowadzić do udziału około siedmiu procent uczestników. – Tylko trzy procent głosów odwołujących prezydenta było ponad próg wyborczy. Oznacza to, że gdyby nie ta agitacja, zabrakłoby cztery procent głosów – przekonywał.

„Nikt nikogo nie porywał”

Obecna na sali komisarz wyborcza zapewniała, że wybory zostały przeprowadzone zgodnie z prawem. Podkreślała, że autor protestu nie wykazał ani jednego ewidentnego przypadku, w którym agitacja miałaby wpłynąć na udział w wyborach choćby jednej osoby.

– Nikt nikogo nie porywał do samochodu i nie zawoził do referendum – mówiła żartobliwie.

Inicjatorzy protestu podkreślali, że nie muszą tego udowadniać, a wystarczy, że pokażą, że mogło się tak wydarzyć. Zwrócili także uwagę, że to komisja wyborcza przed referendum uznała, że mówienie o frekwencji czy zachęcanie do udziału w wyborach będzie uznawane za łamanie ciszy wyborczej. – Tak naprawdę w referendum chodzi o frekwencję. Więc namawianie na pójście na referendum można uznać za zachęcanie za głosowanie na „tak” – podkreślali.

Szeroki materiał dowodowy

Przeglądanie materiałów dowodowych rozpoczęło się od filmiku z udziałem Łukasza Gibały oferującego zainteresowanym transport do lokali wyborczych. Według autorów protestu, filmik został wyświetlony 100 tysięcy razy. Zaprezentowano także nagrania ze stacji telewizyjnych (m.in. Republika, wPolsce24), które odważnie mówiły o wyborach w trakcie ciszy wyborczej i przedstawiały Miszalskiego w negatywnym świetle.

Proces ruszył w środę o godzinie 10:00. O godzinie 11:30 sąd zarządził 5-minutową przerwę.

Po przerwie sąd odrzucił dwa wnioski inicjatorów protestu jako nieistotne dla sprawy. Chodziło o wiosek do komisarza wyborczego w Krakowie oraz miejskiej komisji o podanie dokładnych danych referendum oraz o prośbę o wyznaczenie nowego terminu rozprawy, by dostarczyć dodatkową opinię biegłego z zakresu badań statystycznych.

Jeśli sąd uzna, że podczas referendum doszło do naruszeń, które miały realny wpływ na jego przebieg, może unieważnić całą procedurę. A wtedy może dojść do powrotu Aleksandra Miszalskiego na stanowisko prezydenta Krakowa, a następnie powtórzenia wyborów.

Quick Link

Podaj dalej
Zostaw komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *